Media / Felieton

To będzie jeden z najlepszych kanałów YouTube w sieci - Kanał Sportowy ledwo ruszył i już ma 100 000 subskrypcji

Kanał Sportowy z perspektywy każdego, kto interesuje się sportem, jest – jak dotąd – medialny wydarzeniem 2020 roku. 

Projekt kanału sam w sobie wygląda jak Galacticos Florentino Pereza. Zebrało się czterech wspaniałych. Gdybym miał szukać piątego, to miałbym już straszny problem. Może z wyłączeniem Mateusza Święcickiego, który w mojej ocenie jest obecnie najlepszym dziennikarzem piłkarskim w kraju, ale jest na takim etapie swojej kariery, że Kanału Sportowego nie potrzebuje. A Kanał Sportowy, szczerze mówiąc, nie potrzebuje też jego.

Czterech mejwenów znamy i w rozmaitych formatach podziwiamy od dawna. Przynajmniej od czasu Euro 2016 internet stał się chyba zresztą głównym kanałem dostępu do publiczności całej czwórki, choć Michał Pol instynktownie dostrzegał jego potencjał na szeroką skalę od dawna, a Krzysztof Stanowski to w zasadzie najpierw przedsiębiorca internetowy, a dopiero później dziennikarz.

Długo mógłbym rozpływać się o zaletach każdego z nich.

Mam ten przywilej, że nie znam ich prywatnie, więc zupełnie nieskażony jakimś zakrzywieniem wspaniałości podziwiam tylko wykreowane wizerunki medialne. Mateusza Borka słucha się wspaniale, pomimo prób tabloidyzowania jego postaci, facet kapitalnie zna się na piłce i rewelacyjnie potrafi o niej opowiadać. Tomasz Smokowski to wielki urok osobisty, klasa i wodzirej wszystkich transmisji sportowych. Równie czarujący, choć w inny sposób, jest Michał Pol. Przed ostatnim Tłustym Czwartkiem miałbym realny problem ze znalezieniem kogoś, kto nie lubi Michała Pola. No i oczywiście Krzysztof Stanowski, którego wprawdzie wolę czytać, niż słuchać, ale też on nie jest tutaj od robienia dymów, a wprowadza swoich kolegów w meandry wielkiego medialnego biznesu. Takiego prawdziwego, a nie kontraktu komentatorskiego u Francuza.

Dlatego też zaskakują mnie trochę te bitwy stacji telewizyjnych z mejwenami Kanału Sportowego, ponieważ czas bardzo popłynął do przodu i zastanawiam się kto dziś będzie bardziej nieszczęśliwy: redakcja sportowa Polsatu bez Mateusza Borka, czy Mateusz Borek bez Polsatu. To może prowadzić tylko w jednym kierunku komentatorów, którzy ożywiają Markusa Merka po tym, jak skończył sędziowanie dekadę temu. Bo co zdolniejszy i tak niebawem wyfrunie zarabiać do internetu.

Myślę, że wielkie pieniądze stoją teraz przed Kanałem Sportowym i cenionymi dziennikarzami, dla większości z nich do tej pory nieosiągalne.

I to, co zobaczyliśmy do tej pory, daje też nadzieję na wielką jakość, a docelowo ewolucję w pełnowymiarową telewizję sportową. Taką telewizję, którą chce się oglądać cały dzień, a nie tylko włączać na transmisję meczu reprezentacji. Zwłaszcza, że każdy z bohaterów przychodzi do studia z bagażem swoich doświadczeń, wspaniałymi własnymi karierami dziennikarskimi, próbami vlogowania i internetowych telewizji.

Temat piłki nożnej na YouTubie to temat relatywnie otwarty. Z jednej strony niektórzy próbują go zagospodarować, jednak w mojej ocenie na przykład produkcje z budżetami zawodzą. FootTruck jest potwornie nierówny, zaś teleturniej „Piłkarski Poker” jest tak nudny, że z ulgą powitałem, gdy odcinek przełączył mi się na kurs makijażu od RedLipstickMonster. Zupełnie odwrotnie niż „Quiz pod napięciem”, który jest zresztą reklamą jednego z bukmacherów. Pochłaniam kolejne odcinki z pasją, bawiąc się doskonale. Czytałem kiedyś analizę, że bukmacher umoczył, inwestując w kilka osób, które docierają do tej samej grupy docelowej.

Ale to nieprawda, bo oglądanie Michała Pola czy Tomasza Smokowskiego w pojedynkę nie jest tak interesujące.

Mejweni, jak dobra drużyna, zyskują na sile, gdy są zebrani w większym gronie, zaczynają wymieniać się anegdotami czy ripostami. I pewnie Kanał Sportowy będzie tym lepszy, im większe będzie stężenie mejwenów na odcinek i tym słabszy zacznie się stawiać, gdy mejwenów zacznie się zastępować utalentowanymi redaktorami, dla których jednak nikt nie kliknął pierwotnie przycisku „subskrybuj”.

Pierwsze doby Kanału Sportowego to wielki sukces także na YouTube – ponad 100 000 subskrybcji. Zupełnie mnie to nie dziwi, ponieważ jest to obietnica dobrego produktu, który już zweryfikował się w sieci, a teraz po prostu zaczyna pracować na własne konto.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst