Nie czekam na filmowy serwis streamingowy od Apple
It’s show time - takim sloganem zaprasza Apple na konferencję pod koniec marca. I chyba nie ma wątpliwości o co chodzi, prawda? 25 marca zadebiutuje - przynajmniej medialnie - konkurent Netfliksa i HBO GO od Apple’a. Prawdę mówiąc, nie czekam na niego zbytnio.

Jennifer Aniston, Reese Witherspoon, Jennifer Garner, czy JJ Abrams - wierchuszka współczesnego Hollywood dostała już zaproszenia na marcową konferencję Apple, najprawdopodobniej w roli występujących na scenie - donosi Bloomberg.
I tak mi się wydaje, że te nazwiska dobrze symbolizują to, czym domniemany streaming od Apple’a będzie - grzecznym, ułożonym serwisem z bajeczkami o tzw. współczesnych problemach liberalnego świata: globalnym ociepleniu, LGBT, dyskryminacji rasowej itd.
Chciałbym się mylić, ale argumenty przeciw takiemu myśleniu wytrąca sam Tim Cook.
Już rok temu dochodziły bowiem słuchy, że szef Apple’a wyraźnie polecił - uwaga - konserwatywny stosunek do własnych produkcji oryginalnych. Ma nie być filmów, które zawierają przesadną przemoc, mocne i wulgarne słownictwo, a fabuły mają omijać sprawy, które mogłyby źle wpłynąć na reputację marki Apple. Teraz, na miesiąc przed debiutem serwisu streamingowego, medialne wiewiórki donoszą, że Cook osobiście nadzoruje produkcje, w które angażuje się finansowo Apple, by dopilnować, żeby żadne odgórne przykazania nie były łamane.
Dodajmy do tego, że Apple i Tim Cook osobiście mają długą historię przesadnego wręcz dbania o brak kontrowersji. Nie tak dawno zaproszona jako gość muzyczny na konferencję Apple Lana Del Ray wygadała się, że w kontrakcie Cook zastrzegł, że nie może przeklinać na scenie. To o tyle ciekawe, że artystka promowała wtedy singiel z nadchodzącego albumu pt. „Norman Fucking Rockwell”.
Można więc śmiało założyć, jaki charakter będzie miał serwis streamingowy Apple. Będzie totalnym przeciwieństwem tego, co na skostniały rynek poprawnego politycznie Hollywood przyniósł Netflix, a za nim Amazon i nawet HBO GO - produkcji, które ze względu na swoją kontrowersyjność, język, tematykę, której nie podjęłoby bogate i liberalne Hollywood, wykraczają poza ramy współczesnego filmowego-telewizyjnego mainstreamu.
Ja raczej podziękuję za papkę od Apple’a. Wystarczy mi hollywoodzkich produkcji z ostatnich lat, które próbują nawracać świat na swoje ultraliberalne zboczenie (sam uważam się za liberała gospodarczo-światopoglądowego).