Gry  / Recenzja

H1Z1 na PS4 to darmowa odpowiedź na PUBG dla XONE. Miało być fatalnie, a gra się naprawdę dobrze

H1Z1 przez długie lata był przykładem tego, jak NIE NALEŻY tworzyć gier wideo. Projekt przeszedł przez produkcyjne piekło, a obietnice deweloperów rozbiły się o rzeczywistość tak jak woda rozbija się o skały. Po zmianach personalnych, kilku latach opóźnienia i kompletnym przemodelowaniu rozgrywki, H1Z1 w końcu dotarło na PS4, jako wariacja PUBG i Fortnite.

H1Z1 przeszło podobną drogę co Fortnite. Początkowo gra była reprezentantem gatunku sieciowych survivali. W H1Z1 walczyło się z zombie, zbierało zasoby oraz polowało na innych graczy przemierzających otwartą, rozległą mapę. Gra miała zagospodarować rozczarowaną społeczność skupioną wokół DayZ. Niestety, tytuł okazał się technologicznym potworkiem, który w okresie premiery był praktycznie niegrywalny. Deweloperzy nie porzucili jednak swojego dzieła, zachęceni bardzo dobrym wynikiem H1Z1 w programie Steam Early Access.

Z biegiem czasu H1Z1 zostało rozbite na dwa projekty - Just Survive oraz King of the Hill.

Za każdy z nich odpowiada oddzielna grupa deweloperów. Just Survive to osobny tytuł z elementami survivalu, nawiązujący do korzeni tego projektu. Z kolei King of the Hill jest produkcją w stylu PUBG, gdzie setka graczy walczy ze sobą na otwartej mapie, dokonując desantu z powietrza. To właśnie ten drugi projekt doczekał się przemiany w „główne“ H1Z1, które właśnie pojawiło się na konsoli PlayStation 4 jako bezpłatna, otwarta beta.

H1Z1 może przetestować każdy z was. Wystarczy pobrać 11 GB danych z polskiego PlayStation Store. Otarta beta cieszy się zaskakującą popularnością. Od momentu jej uruchomienia na serwerach pojawiło się aż 4,5 miliona użytkowników PlayStation 4. To niesamowity wynik, który pozwala sądzić, że H1Z1 nie podzieli losu innych kopii PUBG. Gra jest znacznie lepsza, niż może się wydawać, do tego posiada kilka naprawdę, naprawdę dobrych pomysłów.

Byłem survival horrorem i się tego nie wstydzę.

Chociaż H1Z1 to kompletnie inna gra niż projekt z 2015 r., spuścizna interaktywnego horroru jest wyczuwalna w nozdrzach. Gdy pole walki zostaje zawężone, w tle rozbrzmiewają syreny w stylu Silent Hilla. Na mapie nieustannie kłębi się mgła zawężająca zasięg widzenia. W H1Z1 zawsze jest pochmurno i nieprzyjaźnie. Arenę otaczają chmury toksycznego, zielonego gazu. To zdecydowanie nie jest miejsce, w które chcesz się udać na rodzinne wakacje. Różnica względem kolorowego Fortnite’a czy słonecznej mapy Miramar z PUBG jest gigantyczna.

Ze względu na specyficzny klimat, H1Z1 nie tworzy pozytywnego pierwszego wrażenia. Gra wydaje się zbyt pusta i zbyt surowa. Mapa nie oferuje pięknych widoków nadających się na wierzch pocztówki, a silnik graficzny jest kilka lat za Playerunknown's Battlegrounds. Nawet tym w wersji dla Xboksa One X. Rozgrywając jeden mecz w H1Z1 można się do tej gry co najwyżej zniechęcić. Z każdą kolejną sesją online przekonywałem się jednak, że jest lepiej, niż początkowo przypuszczałem.

Jestem jak PUBG. Tylko szybszy, prostszy i bardziej dynamiczny.

Pod względem mechaniki H1Z1 to prostszy kuzyn PUBG. System strzelania nie jest tak prostacki jak w Fortnite, ale nie posiada również głębi charakterystycznej dla Playerunknown's Battlegrounds. Pojawia się celowanie przy pomocy narzędzi optycznych, lecz zmiana trybów ognia nie wchodzi w grę. Tak samo wychylanie się zza winkli oraz ogień zaporowy. Brakuje również dokładniejszego mierzenia z biodra.

W H1Z1 znacznie łatwiej znaleźć ekwipunek. Bronie, pancerze i amunicja wręcz walają się po ziemi. Co ciekawe, elementy do podniesienia wpisują się w wystrój otoczenia, leżąc nie tylko na posadzce, ale również na stołach, kuchennych blatach i tak dalej. Nigdy nie towarzyszyło mi uczucie rozczarowania podczas eksploracji pierwszego domostwa. Gra obficie ekwipuje śmiałków, dzięki czemu gracze chętniej walczą ze sobą w pierwszej fazie rozgrywki. Zjazd z 90-100 ocalałych do 40-50  jest w zasadzie natychmiastowy. To bardzo dobrze.

Mam kilka świetnych pomysłów i nie zawaham się ich użyć.

H1Z1 bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie pomysłami na rozgrywkę. Na przykład tym, że gracz zaczyna mecz od lotu na spadochronie, bez możliwości wybrania dokładnego czasu i miejsca wyskoku z samolotu. Wiem, wiem, brzmi to kiepsko, ale tylko w teorii. Praktyka pokazała, że taki system świetnie daje sobie radę z rozładowaniem ruchu graczy. Śmiałkowie wciąż mają ograniczony wybór miejsca lądowania, a jednocześnie nie dochodzi do anomalii, w której 20 osób przeczesuje jeden budynek.

Drugim świetnym pomysłem jest miejsce w ekwipunku. H1Z1 pozwala na niesienie dwóch broni. Lekkie plecaki odblokowują trzeci slot, a te ciężkie również slot czwarty. Przełączanie się między giwerami odbywa się za pomocą menu kołowego (osobne menu mają granaty). Swoje stałe skróty mają również bandaże i apteczki. System jest banalny w obsłudze. Gracz ani na moment nie musi wchodzić do menu ekwipunku. Wszystko ma pod ręką, rozmieszczone na przyciskach DualShocka. Jeżeli narzekaliście na inventory w PUBG, wasze wybawienie znajduje się w H1Z1.

Trzecim bardzo dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie skrzyń ze skarbami oraz częstych zrzutów. Zwiedzając teren łatwo natknąć się na wojskową skrzynię, z której wypadają zielone, niebieskie i fioletowe bronie - potężne i unikalne pukawki dające przewagę na polu bitwy. To bardzo ważny ukłon w kierunku tych graczy, którzy cenią cichą eksplorację. Zwiedzanie terenów w H1Z1 jest odpowiednio nagradzane. Do tego w grze o wiele częściej pojawiają się zrzuty skrzyń z powietrza. Im bliżej do końca sesji, tym potężniejsze znajdują się w nich bronie. Świetnie podkręca to tempo rozgrywki. No i więcej graczy ma okazję przetestować unikalne spluwy.

Na końcu tej wyliczanki chciałbym podziękować producentom za to, że pojazdy w H1Z1 są znacznie mniej wytrzymałe niż w PUBG. Koniec z graczami terroryzującymi innych na otwartych polach, bawiąc się we własną wersję Mad Maksa. Samochody wydają się siłą wycięte z serii GTA. Szybko stają w ogniu i równie szybko wybuchają. Z drugiej strony, trudniej je usłyszeć niż w PUBG, co dosyć dobrze wyrównuje szanse szalonych kierowców i przyczajonych pieszych.

Nie wszystko złoto, co się battle royale.

Jak zapewne się domyślacie (i widzicie na moich zrzutach ekranu) H1Z1 daleko do ideału. W zamkniętych pomieszczeniach gra jest paskudnie brzydka. Tekstury są tak rozmazane, że człowiek zadaje sobie pytanie, czy aby na pewno doczytały się do końca. Program jest bardzo nierówny. Posiada kilka ładnych widoczków, ale wszystko jest zabijane przez wszechobecną mgłę. Z trójcy H1Z1 - PUBG - Fortnite - omawiany tytuł wypada niestety najgorzej. Do tego gra zasługuje na nagrodę najbrzydszego interfejsu w grze wideo całego 2018 roku. Bleh, szkaradztwo.

W H1Z1 brakuje również pewnej głębi rozgrywki. W grze nie ma pojazdów wodnych. Gracz nie może się również schować pod taflą jeziora, bo wszystkie zbiorniki wodne sięgają mu do kostek. Do tego wiele budynków jest szczelnie zamkniętych, co w przypadku PUBG i Fortnite’a byłoby nie do pomyślenia. Tam obszary miejskie są pełne mieszkań, sklepów i hal, do których da się wejść na kilka możliwych sposobów. W H1Z1 średnio co drugi budynek na obszarach miejskich pozostaje zaryglowany.

Trzeba również odnotować, że w grze nie pojawiają się modyfikacje broni. Zapomnijcie o lepszych lunetach, powiększonych magazynkach, tłumikach czy chwytach stabilizujących odrzut. Nie można również przełączać trybu ognia z pojedynczego na seryjny. Do tego standardowych pukawek jest bardzo mało. Naliczyłem dwa rodzaje strzelb, pistolet, rewolwer, pistolet maszynowy, karabin maszynowy i kuszę. Wszystko inne znajduje się w zrzutach oraz specjalnych skrzyniach.

Graj we mnie, bo daję ci ułudę sensu oraz ciągłości.

Jestem zdumiony, jak często uruchamiam darmowe H1Z1 dla jednego - dwóch meczyków. Zwłaszcza że w pamięci konsoli posiadam zainstalowane takie hity jak God of War czy Detroit: Become Human. Na dysku znajduje się również Fortnite, którego nie włączałem od dobrych kilku tygodni. Co więc sprawia, że nie potrafię sobie odmówić brzydszego, mniej skomplikowanego, tworzonego w bólach H1Z1?

Przede wszystkim chodzi o przystępność oraz intensywność rozgrywki. Więcej tutaj się dzieje, a dzięki brakowi zaawansowanych elementów systemu strzelania (PUBG) oraz systemu budowania (Fortnite) gracze mają równiejsze szanse. Trudniej dokonać podziału społeczności na tych lepszych i gorszych. Drugą kwestią jest system progresji. Każda broń, każdy element odzieży, nawet każdy pojazd ma swoje własne skórki. Ich odblokowywanie odbywa się za pomocą czytelnego systemu, który podsuwa graczowi pod nos codzienne wyzwania do wykonania.

Największe zalety:

  • Gra jest znacznie przyjemniejsza niż ci się wydaje
  • System lotu ze spadochronem rozładowujący tłok
  • System ekwipunku
  • Masa skrzyń i więcej zrzutów unikalnych broni
  • Czytelny i ciekawy system progresji
  • Szybka, dynamiczna rozgrywka

Największe wady:

  • Nierówna, nijaka warstwa wideo
  • Okropny interfejs
  • Brak modyfikacji broni
  • Mniejsza głębia rozgrywki niż w PUBG
  • Mniejsza paleta możliwości niż w Fortnite
  • Okropne animacje postaci

Doświadczonych graczy łatwo odróżnić od żółtodziobów, właśnie po ubiorze oraz skórkach broni. Ileż jest frajdy, gdy podniesiemy spersonalizowany, wyróżniający się pistolet maszynowy ze zwłok osoby, którą sami załatwiliśmy. Frajda to zresztą słowo klucz w kontekście tego tytułu. H1Z1 jest znacznie lepsze, niż może się wydawać. Nie musicie jednak wierzyć na słowo. Sami możecie się o tym przekonać, pobierając bezpłatną grę z PS Store.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst