Biznes  / News

Miliard dolarów za hit dogorywających gimnazjów. Musical.ly ma nowego właściciela

Generacja, która wyrosła na Snapchacie, zbliża się już nieuchronnie do pełnoletności. Młodsi użytkownicy znaleźli sobie już jednak własne medium społecznościowe - to chińskie Musical.ly, które właśnie zmieniło właściciela.

Musical.ly powstało przed trzema laty w Szanghaju. Aplikacja pozwala na synchronizację własnych nagrań z piosenkami. Finalny efekt wygląda tak, jakby użytkownik sam śpiewał piosenkę. Przed puszczeniem takiego krótkiego wideo w świat można je jeszcze wzbogacić o multum filtrów i nakładek.

Musical.ly jest też dość popularne w Polsce. Za źródło przyjmuję tu swoją młodszą siostrę, która chodzi do gimnazjum. To właśnie ona pokazała mi aplikację i zapoznała z największymi influencerami, których platforma zdołała już wyhodować. W Białymstoku łupem Musical.ly miał paść nawet Snapchat.

Musical.ly ma ponad 100 mln użytkowników na całym świecie.

Co ciekawe, pochodzą oni głównie ze Stanów Zjednoczonych i Europy, bo w swojej ojczyźnie aplikacja nie jest tak popularna. Ma to zmienić przejęcie przez Bytedance – chińską firmę wycenianą na 11 mld dol.

Jej produktem jest agregator newsów Toutiao, z którego w samych Chinach korzysta 120 mln osób. Wykorzystuje on elementy sztucznej inteligencji, aby dostosowywać serwowane informacje do preferencji czytelników.

Kwota przejęcie waha się pomiędzy 800 mln a 1 mld dol.

To ogromna suma, ale wydaje się, że transakcja przyspieszy rozwój obu platform. Musical.ly jest jedyną chińską platformą, która zdobyła popularność poza Wielkim Chińskich Firewallem, ale jej słabością jest rodzimy rynek. Twórcy aplikacji mówią, że dla Chińczyków, Koreańczyków czy Japończyków będą musieli zmienić niektóre mechanizmy, a tu przecież know-how służy Bytedance.

Działa to też w drugą stronę. Gdyby Bytedance chciało wyjść na świat, może skorzystać z doświdczeń Musical.ly.

Obie platformy mają zachować niezależność, choć ich twórcy będą ze sobą współpracowali.

Czy pogromca Facebooka przyjdzie z Chin?

Chińczycy blokują u siebie wiele usług, do których jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. Należą do nich m.in. Facebook czy Gmail i Mapy od Google'a. Dzięki temu mogły tam powstać rodzime usługi zapełniające pustkę. Takie firmy jak Alibaba czy Tencent mają ich po kilka w swoim portfolio i jeśli ktoś miałby w przyszłości zagrozić pozycji amerykańskich gigantów, to pewnie będą to chińskie smoki, takie jak Weibo czy WeChat.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst