Tech  / Artykuł

Kordian to kartofel, czyli jak Polacy piszą recenzje książek

Miesiąc wystarczył, by facebookowy fanpage, Recenzje z Lubimy Czytać, zyskał ogromną popularność. Aktualnie lubi go w serwisie społecznościowym blisko 26 tysięcy użytkowników. Nie trzeba było długo czekać, aby strona fanowska wzbudziła pierwsze kontrowersje. 

Lubimyczytać.pl to platforma internetowa, która jest swego rodzaju bazą poświęconą literaturze - twórcom wszelakim i ich dziełom. Stanowi całkiem dobre centrum informacji na temat tego, kto jakie książki napisał, kiedy poszczególne powieści czy tomiki poezji zostały wydane, itd. To taki książkowy Filmweb, można by rzec. Ponadto pojawiają się tam różne teksty związane z literackim światkiem.

Spośród zarejestrowanych użytkowników Lubimyczytać.pl każdy może wyrazić opinię na temat danej pozycji literackiej, dodając ją w formie dowolnej: krótkiego posta czy rozbudowanej recenzji. Autorami tych notek są różne osoby, często młode, uczące się, nie mające obycia z literaturą.

Traf chciał, że ktoś postanowił się temu przyjrzeć i miesiąc temu założył stronę fanowską Recenzje z Lubimy Czytać. Anonimowy twórca fanpage'a, związany ze światkiem recenzencko-literackim, jak napisał w swoim felietonie Wojciech Orliński, wyszukuje co lepsze "kwiatki" i publikuje je w formie screenów. Te screeny opatrzone są komentarzem, będącym cytatem zapożyczonym z samej recenzji.

Strona Recenzje z Lubimy Czytać ma bez dwóch zdań charakter prześmiewczy.

Trudno jest bowiem nie roześmiać się, kiedy czytamy takie posty jak ten powyższy, czy na przykład opinię: "(...) Sorry, Słowacki - spodziewałam się drugiej Balladyny a dostałam kartofla. W dodatku zakompleksionego i chorego psychicznie" na temat "Kordiana" autorstwa Juliusza Słowackiego.

Takich kawałków jest znacznie więcej. Z fanpage'a ilustrującego poziom niektórych wypowiedzi na Lubimyczytać.pl dowiemy się na przykład, że dzieło Fryderyka Nietzschego to "pierdoletto", we "W drodze" Jacka Kerouaca jest dużo "zboczeństw", a "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella jest książką przeciętną, bo "Nie dość, że nie realna (zwierzęta budujące wiatrak) to jeszcze niepoważna". Można by przywoływać takie przykłady w nieskończoność.

O analizę tego zjawiska pokusił się dziennikarz Wojciech Orliński we wspomnianym tekście. Orliński nazywa powstały fanpage czymś genialnym, przywołuje liczne przykłady "recenzji", które mają o tym świadczyć. Nie brak tam ironii i puszczenia oka do czytelnika, a także świetnych spostrzeżeń - autor felietonu zakłada, że część samozwańczych recenzentów nawet nie zdaje sobie sprawy, jak trafne są ich opinie na temat różnych dzieł napisane prostym, niefachowym językiem.

Takie podejście do tematu nie spodobało się osobom odpowiedzialnym za Lubimyczytać.pl. Na stronie ukazało się oświadczenie autorstwa Izabeli Sadowskiej, w którym polemizuje ona z tekstem Orlińskiego, a także krytykuje inicjatywę jaką jest założenie strony fanowskiej Recenzje z Lubimy Czytać.

Trudno stwierdzić, czy wszystkie prezentowane opinie internautów pisane są na serio. Część z nich zapewne tak, ale jakiś procent może też być wynikiem działalności internetowych trolli.

Oba stanowiska w jakimś sensie wydają się sensowne. Wojciech Orliński wskazuje na żartobliwą stronę zaistniałej sytuacji. Izabela Sadowska wykazuje się z kolei empatią i stara być fair w stosunku do wszystkich. I choć cenię sobie próbę załagodzenia sytuacji, mam jednak wrażenie, że rzeczywiście, twórcom Lubimyczytać.pl po prostu brakuje poczucia humoru. Bliżej mi do ironicznego spojrzenia Orlińskiego. Mnie fanpage Recenzje z Lubimy Czytać po prostu bawi niezmiernie.

Może to i dobrze, że różni ludzie w sposób tak nieskrępowany piszą o literaturze (cóż, Gombrowicz pewnie byłby zadowolony). Może powinniśmy się cieszyć, że choć nie rozumieją, to czytają, ale tak naprawdę wtedy powinniśmy się równocześnie zastanowić nad problemem edukacji i szkolnictwa w Polsce.

Trochę nie rozumiem też oburzenia serwisu Lubimyczytać.pl. W końcu prezentowane opinie nie są w żaden sposób złośliwie czy obraźliwie komentowane. W ich prezentacji autor fanpage'a wykorzystuje tylko cytaty z nich pochodzące.

A trudno przecież obrażać się o to, że społeczność uważa coś za śmieszne.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst