Foto  / Artykuł

Leica obrasta w piórka, a pod jej nosem właśnie rodzi się konkurencja

Leica zaprezentowała kolejną limitowaną edycję swojego aparatu M-P, którą tym razem zaprojektował Lenny Kravitz. Czy powycieraną obudową za 100 tys. zł da się zdobyć nowych klientów? Być może, jednak gdzieś bliżej ziemi powstaje projekt cyfrowego dalmierza, który może się okazać prawdziwą innowacją.

LEICA M-P „KORESPONDENT” - Lenny Kravitz edition

leica-kravitz-2

Jak można sprawić, by Leica była jeszcze bardziej unikalna? Lenny Kravitz ma na to prosty sposób. Wystarczy pokryć korpus skórą węża i powycierać krawędzie, żeby aparat wyglądał na mocno używany. W ten sposób właśnie poznaliśmy nowego króla kiczu, który i tak sprzeda się z zawrotną prędkością, tak jak wszystkie edycje kolekcjonerskie Leiki. Na przykład ta zaprojektowana przez  Jonathana Ive'a z Apple. W końcu taki aparat to inwestycja. Może to i lepiej, żeby to „cudo” nabierało wartości gdzieś w gablotce, niż było wykorzystywane do zdjęć ulicznych. No chyba, że ktoś lubi fotografować skwaszone miny bądź ludzi pękających ze śmiechu.

Aparat różni się od podstawowej wersji tylko obudową, ale to wystarczy, by Leica sprzedawała go w kilkukrotnie wyższej cenie, czyli bagatela 96 500 zł. Coś mi jednak mówi, że ten szczegół raczej nie zaboli przyszłych nabywców. Szczególnie, że na osłodę dostaną oni w zestawie dwa obiektywy - Summicron-M 35 mm f/2 ASPH oraz Leica Summilux-M /50 mm f/1.4 ASPH, oczywiście także odpowiednio postarzone. Ewentualni nabywcy powinni się spieszyć, bo Leica wyprodukuje tylko 125 egzemplarzy zestawu. Mam nadzieję, że węże wykorzystane przy produkcji obudowy nie były chronione.

Tymczasem mała firma postanowiła stworzyć od zera projekt, który znacznie silniej trafia w potrzeby fotografów

Konost

Grupa inżynierów i pasjonatów fotografii postanowiła stworzyć od podstaw aparat Konost FF będący alternatywą dla Leiki. Ma to być prawdziwy cyfrowy dalmierz, który wygląda jak spełnienie marzeń fotografa. Konost FF ma wykorzystywać matrycę pełnoklatkową o rozdzielczości 20 milionów pikseli, pracującą na czułościach ISO 100-6400. Sprzęt będzie wykorzystywał bagnet systemu Leica M, a więc o jakość obiektywów nie będzie trzeba się martwić. Obecnie obiektywy systemu M można podłączyć do wielu bezlusterkowców, jednak są do tego potrzebne przejściówki. W Konost FF nie będą one potrzebne.

konost-1

W aparacie dostępne będą tylko dwa tryby fotografowania – całkowicie manualny oraz preselekcji przysłony. Na korpusie znajdzie się tylko spust migawki i kółko czasów naświetlania (od 1 do 1/4000 s). W prototypie na tylnej ściance znajdują się jeszcze dwa przyciski, jednak nie wiadomo za co są odpowiedzialne – być może za zmianę czułości. Całość będzie zamknięta w surowej obudowie ze stopów aluminium, która przypomina bezlusterkowca Leica T.

I taki projekt rozumiem!

W całym projekcie najważniejszy jest system ustawiania ostrości, który ma być prawdziwie cyfrowym dalmierzem. Nowe Leiki oczywiście mają cyfrowe matryce, ale zasada działania dalmierza pozostała bez zmian, bowiem nadal opiera się na układzie luster. Konost FF do pomiaru odległości i ostrzenia ma wykorzystywać drugą matrycę, z której obraz będzie wyświetlany w okienku wizjera optycznego. Obraz cyfrowy ma być nakładany na optyczny, co umożliwi ich zsynchronizowanie, czyli ostrzenie. Oczywiście będzie się ono odbywać w sposób manualny, jednak w dalmierzu nie jest to problemem.

konost-2

Firma cały czas szuka funduszy na rozpoczęcie produkcji swojego nietypowego aparatu. Wbrew panującym trendom, twórcy nie zdecydowali się na crowdfunfing, a zamiast tego szukają sponsorów. Być może ktoś już się podjął sfinansowania projektu, bo na stronie Konosta pada stwierdzenie "Coming soon".

Konost FF wygląda jak ideał aparatu, choć trudno przypuszczać, że studio złożone z pasjonatów może stanąć do walki z legendarną Leicą jak równy z równym. Mimo wszystko projekt ma wielką szansę na sukces. Obserwując zmiany na rynku foto i szybkość, z jaką powstają kolejne „niemożliwe” konstrukcje (kompakt z pełną klatką, zoom ze stałym światłem f/1.8) można być pewnym tylko tego, że nic już nie jest pewne. Przykładem niech będzie firma Blackmagic, która z niewielkiej manufaktury przekształciła się w kilka lat w poważnego gracza na rynku wideo.

konost-3

Patrząc realnie, projekt Konost FF ma spore szanse na powstanie. Matryce do aparatów produkuje niewiele firm na świecie, natomiast ci nieliczni producenci chętnie sprzedają swoje wyroby innym podmiotom, w tym konkurencji. Elektronika także nie jest niczym niezwykłym, podobnie jak obudowa. Jeżeli projekt znajdzie odpowiednio szalonych sponsorów, nie widzę przeszkód, by taki aparat mógł powstać.

A pełna klatka w takim wydaniu byłaby spełnieniem marzeń wielu fotografów. W przeciwieństwie do aparatu ze skóry węża.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst