Sprzęt  / Felieton

Piotr Lipiński: IPHONE W STARBUCKSIE, czyli komórki na wybiegu

Zakończyliśmy kolejny rok, w którym wszystko starzało się jeszcze szybciej, niż w poprzednim. Ku uciesze handlarzy, akwizytorów oraz ich żon i mężów.

Dawno, dawno temu sprzedawca w salonie GSM (takich zwykłych sklepików GSM, o rozmiarach budki telefonicznej, chyba jeszcze nie było) powiedział mojemu koledze:
- Ten telefon posłuży panu dziesięć lat.

Stwierdzenie owo miało uzasadniać zawrotnie wysoką cenę „komórki”. A mój znajomy nie umarł ze śmiechu.

Dziś oczywiście nikomu by już do głowy nie przyszło, że jak coś jest drogie, to będzie długo służyć. Przeciwnie - im droższe, tym powinno szybciej się zestarzeć. Dając tym dowód, że producent nie ustaje w technologicznym wyścigu do naszego portfela. Jeśli nie dostarcza regularnie lepszego modelu, to zaczyna wlec się w tyle stawki, jak ja podczas biegu na dziesięć kilometrów.

Szczególnie dotyczy to telefonów komórkowych. Niedługo będziemy je zmieniać częściej niż szczoteczki do zębów.

Tak nas wytresowali sprzedawcy. Mijają dwa lata i wszystko co nowe, jest już nie tylko stare ale wręcz przestarzałe. Podobną regułę już dawno wprowadzono na rynku motoryzacyjnym. Samochody nabyły taką cudowną właściwość, że z wybiciem nowego roku tracą na cenie, jakby istniał jakiś związek pomiędzy balem sylwestrowym a wartością auta.

Mój kolega jednak uwierzył wtedy w długowieczność kupionej „komórki”. Pewnie zresztą sprzedawca również był szczery w swych zapewnieniach. Ani jednemu ani drugiemu jeszcze nie przychodziło do głowy, że właśnie wkraczają w erę urządzeń zużywających się szybciej niż jednorazowe maszynki do golenia.

telefon-komorkowy-nokia-motorola-alcatel-ericsson

Pamiętam ten fakt dość dokładnie, bo również kupiłem taki sam model Ericssona. Dziś tak archaicznego, że nie mogę go znaleźć w Google grafika. Numeru niestety nie pamiętam.

Przy okazji można by się zastanowić, dlaczego współczesne urządzenia techniczne mają z reguły takie odpychające nazwy. Najczęściej składające się z litery i cyfry. Dlaczego kolejny smartfon nazywa się iPhone 5s, a nie na przykład iPhone Apple Pie?

Może producenci uważają, że zawsze uda się wepchnąć do obudowy jakiś nowy procesor, ale wymyślenie kolejnej chwytliwej nazwy przerośnie możliwości działu marketingu, duetu kreatywnego i tercetu egzotycznego?

Jakoś w to jednak nie mogę uwierzyć. W końcu przez lata pracowałem w gazecie i nigdy nie zabrakło tytułów do tekstów. A przecież codziennie trzeba było ich sporo wymyślać.

Być może producenci zakładają, że łatwiej nam po dwóch latach rozstać się z cyferką, niż z szarlotką? Że nadmiernie emocjonalny stosunek do sprzętu spowodowałby problem ze sprzedażą nowego modelu?

Przy okazji muszę uczciwie przyznać, że trafiłem kiedyś na taki telefon komórkowy, który niemalże dobił owej mitycznej dziesięciolatki. Mój teść używał jeszcze całkiem niedawno Nokię 6210. Zanim uległ presji środowiskowej i wymienił ją na coś nowszego, ta wciąż działała na baterii dłużej, niż mój super-hiper-nowoczesny smartfon. Ale takie stwierdzenie to już dziś niestety tylko przykry banał.

Kiedy teść chodził po komisach GSM w poszukiwaniu nowej ładowarki, budził „szacun na dzielni”. Nokie z tych serii osiągnęły status niemal kultowych urządzeń.

iphone-etui-smartfon

Przy okazji muszę wspomnieć o teściowej, która za moim pośrednictwem wzbogaciła się w nową „komórkę” w cenie 49 zł. I to w żadnej promocji, bez żadnego abonamentu. Kupując tą „komórkę” czułem się niemal tak wzruszony, jak kiedyś nabywając tego pierwszego piekielnie wycenionego Ericssona. Bo oto na moich oczach w ciągu kilkunastu lat „komórki”, kiedyś niewiarygodnie drogie, dziś stały się niewiarygodnie tanie.

Niestety wciąż dotyczy to najprostszych modeli. Jak ktoś jest gadżeciarzem, to nadal za kolejnego smartfona musi płacić krocie. Albo od razu w sklepie, albo potem w abonamencie.

Tyle, że smartfony dziś tylko podstępnie udają telefony komórkowe. Służą do dzwonienia jedynie wtedy, gdy się komuś nie chce napisać maila. Stanowią dowód na teorię Darwina. Jedne „komórki” wyewoluowały w stronę inteligentnych stworzeń, inne zatrzymały się w rozwoju.

Istnieje jednak pewien sposób, abyśmy cieszyli się nowym telefonem, nie wydając fortuny. To różne etui, w które odziewamy nasz telefon w zależności od nastroju.

Ucieszył mnie na przykład nowy model iPhone’a. Tak bardzo mi się nie podoba, że będę ochoczo ukrywał go w różnych etui.

Zdaję sobie sprawę, że okładki na smartfony przypominają elegancją brezentowe pokrowce, którymi kiedyś samochodziarze okrywali swoje trabanty. W końcu nie po to jakiś Jonathan Ive spędzał dnie i noce na wymyślaniu nowego kształtu – czyli na zmianę zaokrąglonego i kanciastego - żeby go potem ukrywać pod warstwą plastiku. Ale przecież wychodząc na ulicę też coś na siebie wkładamy. Zwłaszcza, gdy panują mrozy. Czemu więc nie mielibyśmy ubierać naszych smartfonów? Widziałem już przecież nawet pudle w sweterkach.

Etui to też sposób odróżnienia się w tłumie. Bo czymże oryginalnym jest kolejny iPhone w Starbuksie? Zaszpanować można takim osobiście wygiętym albo przyodzianym w etui z kryształkami Swarovskiego.

starbucks-kawiarnia-iphone-telefon

W życiu zrobiłem kilka dziwnych rzeczy. Być może najbardziej zdumiewającą był zakup folii ochronnej na jednego z moich pierwszych smartfonów. Choć ten nawet nie wiedział, że tak się nazywa. Było to urządzenie firmy Eten napędzane Windows Mobile. Tak bardzo się bałem o olbrzymi ekran (miał aż 2,8 cala!), że ochronna folia wydawała się oczywista, jak szofer do Rolls-Royce. Na dokładkę posiłkując się wiedzą zdobytą w Internecie za pomocą tegoż samego medium zamówiłem ją w Hong Kongu! Dostawca był słynny, ale nazwy znowu nie pamiętam. W ostatnich latach liderzy rynku zmieniając się szybciej, niż potrafi się do tego przystosować ludzka pamięć.

Sprowadzanie przez pół świata kawałka folii to dość ekscentryczny pomysł. Ale bliżej po prostu niczego dobrego nie było.

Czekałem chyba miesiąc na przesyłkę, drżąc na myśl, czy zostanę po drodze obrabowany. Zapewne jednak ludzkość nie bardzo wierzyła w wartość mojego nabytku, bo dotarł do mnie bez żadnego uszczerbku.

Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że wszystkie folie, jakie miałem, nieźle chroniły ekran, ale jeszcze bardziej go szpeciły. Żadnej nie udało mi się tak nakleić, aby nie zostało kilka paskudnych bąbelków. Od tej pory uważam, że każda powinna być sprzedawana w dwóch egzemplarzach. Pierwszego nie uda nam się ładnie przylepić, a z drugiego zrezygnujemy.

Ale dzięki tym foliom i różnym etui po kilku latach mogłem odłożyć do szuflady przestarzały telefon w doskonałym stanie! Cóż za wspaniałe osiągnięcie! Inne bezużyteczne już szpargały musiały się cieszyć z tak znakomicie wyglądającego towarzystwa.

Dziwię się tylko, że jeszcze nie ma pokazów mody, na których iPhone’y chodziłyby po wybiegu w kolejnych kreacjach. A blogerki modowe mdlałyby z zachwytu widząc etui łączące metal i pawie pióra.

Tymczasem producenci zapewne najchętniej zakazaliby używania wszelkich etui, odświeżających wygląd naszych telefonów. Oni marzą, żeby jak najszybciej znudziły nam się wszystkie smartfony. Po to, żebyśmy kupili nowe.

Ale tak na zdrowy rozum – czy przez nowszy telefon dowiemy się czegoś ciekawszego?

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na PiotrLipinski.pl. Żartuje na Twitterze @PiotrLipinski. Nowa książka „Geniusz i świnie” – o Jacku Karpińskim, wybitnym informatyku, który w latach PRL hodował świnie – w wersji papierowej oraz ebookowej.

*Grafiki pochodzą z Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst