Social media  / Felieton

Zainstalowałem nową aplikację mobilną Facebooka i okazało się, że jestem za stary

Do sklepów mobilnych trafiła aplikacja Slingshot, czyli facebookowy odpowiednik Snapchata. Zainstalowałem ją aby przekonać się, jak tym razem Mark Zuckerberg zmodyfikował pomysł konkurencji.

Slingshot to po Poke druga aplikacja Facebooka, która ma konkurować z popularnym Snapchatem. Markowi Zuckerbergowi nie udało się kupić tego młodego startupu, który stale przyciąga do siebie nowe osoby. Głównie młode osoby.

Słówko "slingshot" oznacza “procę” - małą zabawkę, która służy do wysyłania przedmiotów na niedalekie odległości.

Nazwa ta pasuje do aplikacji, która służy do przesyłania zdjęć do naszych znajomych.

Fotki przekazywane za pośrednictwem Slingshota różnią się od tych, które przekazujemy sobie za pomocą Facebooka, Instagrama czy Twittera. W przypadku tradycyjnych serwisów społecznościowych przeważnie dbamy o to aby kadr był dobrze przemyślany oraz aby fotka była ładna i ciekawa. Takie treści zwykle zbierają wiele lajków, więc dzieląc się zdjeciami w mediach społecznościowych podświadomie bierzemy udział w zabawie i rywalizacji z innymi użytkownikami.

Slingshot jest inny. Tutaj wrzucamy zdjęcia lub filmiki, którymi dzielimy się następnie ze znajomymi. Odbiorca dostaje informację, że przesłaliśmy mu jakieś zdjęcie i widzi tylko bardzo mocno zamazaną miniaturkę fotki. Aby móc ją otworzyć musi najpierw wykonać własną fotkę lub nakręcić film i przesłać go do osoby, której zdjęcie lub film chce wyświetlić. Tylko w ten sposób odblokuje dostęp do danego materiału.

Przesyłane materiały można opatrzyć krótkim komentarzem lub nabazgrać na nich coś paluchem. Zaś jeśli ktoś nam prześle zdjęcie lub film możemy również przesłać swoją odpowiedź. Może to być np. selfie z miną, która będzie obrazowała naszą reakcję.

I to praktycznie całą filozofia... Ktoś przesyła nam fotkę lub filmik, który może być opatrzony rysunkiem lub komentarzem. Zanim odbierzemy materiał musimy nadawcy wysłać coś od siebie. Po zapoznaniu się przesyłką możemy przesłać swoją reakcję na nią. Wszystkie odebrane wiadomości znikają po paru sekundach. Koniec.

To samo można zrobić za pomocą każdego innego komunikatora.

Możemy przesyłać zdjęcia i filmy, dzielić się komentarzami, emocjami i uwagami. Różnica jest taka, że tradycyjne komunikatory i serwisy społecznościowe nie dokonują autodestrukcji wszystkich filmów i zdjęć po kilku sekundach. Dlatego też na takim Instagramie czy Facebooku znajdziemy sporo dobrych zdjęć, które mogą się podobać, inspirować i zachęcać do dzielenia się nimi.

Slingshot to śmietnik. Zdjęcia wykonywane są spontanicznie, a aby odebrać je sami musimy najpierw coś udostępnić. Konieczność przesłania zdjęcia znajomemu w celu uzyskania dostępu do zamieszczonego przez niego materiału sprawia, że użytkownicy fotografują cokolwiek. To co znajduje się w zasięgu ich wzroku. Kubek. Klawiaturę. Krzesło. Własne stopy. Cokolwiek.

Dlatego też korzystanie z aplikacji Slingshot nie niesie ze sobą żadnej wartości dodanej poza tym, że jest to śmieszna zabawa, która może służyć do zabijania czasu. Pytanie kto dysponuje taką ilością wolnego czasu, aby tracić go na przesyłanie zdjęć własnych stóp swoim znajomym? Na pewno nie będą to osoby, które ciężko pracują, prowadzą biznes, utrzymują dom, rodzinę i wychowują dzieci.

Grupą docelową mogą być np. emeryci, którzy mają sporo wolnego czasu. Obawiam się jednak, że nie wielu z nich ogarnie Slingshota i znajdzie tam swoich rówieśników gotowych na taką zabawę.

Pozostają nam w takim razie dzieci i młodzież.

Pytanie czy tak infantylna zabawka jaką jest facebookowa proca ma jakieś znaczenie dla biznesu Marka Zuckerberga? Oczywiście, że tak. Facebook przestał być wśród najmłodszych użytkowników modnym serwisem społecznościowym. Bo kto mając kilkanaście lat chciałby spędzać czas w serwisie, w którym aktywnie udziela się jego mama, tata, ciocia i dziadek? Dlatego też młodsi odchodzą z fejsa. Zaczynają okupować Twittera, Instagram, Snapchata i przeróżne komunikatory m.in. WhatsApp.

W odpowiedzi na takie zachowania, Facebook kupuje konkurencję, do której uciekają jego użytkownicy. A jeśli konkurencja nie chce się sprzedać, Zuckerberg tworzy klony jej usług. Tak właśnie powstał Slingshot.

PS Ciekawe czy Facebook kupi lub skopiuje aplikację Yo - to dopiero jest abstrakcja.

PPS Aplikacja Slingshot nie jest dostępna w Polsce. Można ją zainstalować z amerykańskiego iTunes lub wgrać jako plik APK do urządzenia z Androidem. Weryfikacja następuje poprzez SMS z hasłem, który bez problemu przychodzi na polski numer telefonu. Więcej informacji na Sling.me.

Zdjęcie główne pochodzi z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst