Kosmos  / News

Jest jeszcze szansa, że teleskop Keplera nie zamieni się w latający na orbicie złom

Mimo wielu prób i dobrych chęci, teleskop Keplera nie jest już w stanie utrzymać właściwej pozycji na orbicie. Popsuły się jego dwa z czterech żyroskopów. To koniec wielkich odkryć dokonywanych za jego pomocą.

Naukowcy nie nacieszyli się zbyt drugo supernowoczesnym teleskopem Keplera. Ten został wyniesiony na orbitę raptem w 2009 roku, to była jedna z ostatnich misji wahadłowca Discovery. Jego misją było wyszukiwanie nowych planet poza naszym układem słonecznym. Robił to z dużym powodzeniem.

Pierwsza awaria miała miejsce w lipcu ubiegłego roku. W maju bieżącego roku druga. Niestety, obie okazały się bardzo poważne. Zawiodły dwa z czterech żyroskopów, które za pomocą kół reakcyjnych utrzymywały teleskop w precyzyjnym położeniu w przestrzeni kosmicznej. Bez odpowiedniej stabilizacji Kepler nie jest w stanie kontynuować swojej misji.

Kepler poszukiwał planet podobnych do naszej
Kepler poszukiwał planet podobnych do naszej

To jednak nie oznacza, że teleskop zamienił się w latający na orbicie złom. NASA już teraz ma na niego dalsze plany, które nie wymagają tak dużej precyzji. Niestety, nie są one już tak ambitne czy „medialne”. Kepler, zamiast analizować zmiany jasności dziesiątek tysięcy gwiazd w poszukiwaniu planet takich jak nasza, będzie poszukiwał komet, planetoid i innych ciał niebieskich znajdujących się w znacznie mniejszej odległości od naszej planety.

Nowa misja nie została jednak zatwierdzona. Kepler to nadal droga i precyzyjna aparatura. Wymagająca odpowiedniego budżetu. Co roku z pieniędzy podatników ucieka 18 milionów dolarów na utrzymanie teleskopu. Wcześniej tak wysoki koszt miał swoje uzasadnienie. Obecnie NASA może nie wygospodarować tak dużego budżetu. Co wtedy z teleskopem? Niestety, nie wiadomo.

Matryca CCD Keplera
Matryca CCD Keplera

Kepler pracuje od względnie niedługiego czasu, a już naukowcy za jego pomocą wykryli 135 planet oraz niepotwierdzone ślady kolejnych... trzech i pół tysiąca. Uczeni są przekonani, że owe „duchy” w większości faktycznie są kolejnymi planetami. Udało się je wykryć dzięki największej matrycy CCD, jaka kiedykolwiek pojawiła się w przestrzeni kosmicznej, o rozdzielczości 95 megapikseli.

Naprawa „ręczna” (czyli wysłanie załogi) nie jest możliwa: teleskop znajduje się obecnie w odległości 64 tysięcy kilometrów od Ziemi.

Czytaj też: Odkryto dwie „nowe Ziemie”. Czy nawiążemy kontakt z kosmitami?

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst