Tech

Wideoczat, czyli nowość na Facebooku - bez fajerwerków, ale z ogromnym potencjałem

Choć ostatni tydzień upłynął pod znakiem Google+, Facebook nie zamierza oddać pałeczki lidera społecznościowego. Dziś Mark Zuckerberg zaprezentował 3 nowe rzeczy – czat grupowy, nowy wygląd czata i funkcje, na którą czekali prawie wszyscy – wideoczat we współpracy ze Skype’em. Współpraca Microsoftu (właściciela Skype’a) i Facebooka to żadna nowość, ale to Facebook zyskuje na tym najwięcej. Zyskuje, bo musi nadrabiać do coraz mocniejszych konkurentów. I próbuje, zapowiada się to udanie, ale bez fajerwerów. Tylko czy fajerwerki są niezbędne?

Czat grupowy to logiczne rozwinięcie grup. Zuckerberg podał, że aż 50% użytkowników Facebooka używa grup – wydawało się że mniej, jeśli naprawdę połowa ludzi na Facebooku korzysta z tego udogodnienia to przepaść między kręgami z Google+ a Facebookiem nie jest aż taka duża. Różnica tkwi w przejrzystości i implementacji.

Czat będzie też dostosowywał się automatycznie do wielkości przeglądarki, w razie potrzeby wyświetlając listę osób. Tyle. Nic ciekawego, nic przełomowego.

Nawet informacja o wideoczacie nie wzbudziła większego poruszenia – od kilku dni było wiadomo, że to właśnie jest to “awesome”, które zapowiadał Facebook. Jednak to jedt przełomowa funkcja. Abstrahując od konkurencji, Google+ Hangouts i wszystkiego innego Facebook wprowadza właśnie funkcję, która rokuje wielkie nadzieje na przywiązanie użytkowników do samego serwisu.

Wideoczat ma być prosty – można zadzwonić z poziomu czatu lub profilu. Druga osoba otrzyma powiadomienie które może zaakceptować lub nie. Jeśli rozmówca nie ma zainstalowanego pluginu, może to zrobić z poziomu powiadomienia i po prostej instalacji od razu połączyć się z rozmówcą. Proste, szybkie i intuicyjne.

Nie ma wideorozmów grupowych – według Facebooka i Skype’a najważniejsza na razie jest intymna komunikacja między dwoma użytkownikami. Nie ma dodatkowych funkcji to prosty wideoczat w przeglądarce z wykorzystaniem ogromnej bazy użytkowników Facebooka. W tym tkwi klucz.

750 milionów użytkowników. Facebook wcale nie musi dorównywać Google+ i możliwości wideoczatu z kilkoma osobami. Nie musi pokazywać przełomowych innowacji z ogromnym hukiem, bo wcale nie chce z nią trafić to setek milionów nowych użytkowników. Wideoczat ma przywiązać tych obecnych i skłonić do przeniesienia w ramy Facebooka kolejnej aktywności.

I to się pewnie uda. Tak, jak udał się wcześniej czat czy przycisk “Like”, tak wideorozmowy staną się integralną częścią platformy dla setek milionów przeciętnych użytkowników. Użytkowników, którzy wymagają prostoty i podstawowych funkcji.

Na wideoczacie wygrywa też Microsoft. Osiem i pół miliarda dolarów wydane niedawno na Skype’a zapewniło Microsoftowi jeszcze ściślejszą niż wcześniej współpracę z Facebookiem. Cena niemała, ale gra też jest warta świeczki.

Co dalej? Wideoczat to ogromny krok wykonany bez przesadnego szumu, krok na którym skorzystają najbardziej przeciętni użytkownicy. Teraz czeka nas obserwacja, które podejście jest bardziej pożądane na rynku – to google’owskie z wyprzedzaniem wszystkich i wprowadzaniem wielu innowacyjnych rozwiązań, czy to facebookowe, gdzie wszystko dzieje się stopniowo.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst