1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Jak to fanboj iPhone'a przesiadł się na Androida

325 interakcji
dołącz do dyskusji

Grzegorz Marczak z serwisu AntyWeb skradł mi pomysł na ten wpis, ale co mi tam… napiszę i ja, bo chwila – przynajmniej dla mnie – wiekopomna jest. Od 2007 r. i pierwszego iPhone’a byłem wiernym użytkownikiem kolejnych wersji smartfonu Apple’a i jego systemu operacyjnego… Aż do poprzedniej niedzieli, 29 maja, kiedy Żona ma własna, na własnej piersi wyhodowana, sprawiła mi Samsunga Galaxy SII.

Niedawno go recenzowałem i byłem zachwycony: zarówno samym sprzętem, jak i działającym na nim Androidzie w wersji 2.3.3. Wygłaszałem przy okazji mocne wyznania: ‚jedynym, naprawdę jedynym smartfonem aktualnie dostępnym na rynku, którym mógłbym zastąpić iPhone’a na pozycji mojego pierwszego telefonu (używam na co dzień trzech platform) jest Samsung Galaxy SII‚, lecz szczerze mówiąc była w tym stwierdzeniu szczypta kokieterii.To tak jak piłkarze nie koncentrują się na 100% na towarzyski mecz międzypaństwowy, tak ja – wiedząc, że raczej w najbliższej przyszłości nie dane będzie mi posiąść rzeczonego Samsunga – rzuciłem wyznaniem dla lepszej lotności owej recenzji. A Żona ma własna wzięła to dosłownie i mi Samsunga Galaxy SII wzięła i kupiła…

I powiem Wam jedno – dziękuję Jej za to i szczęśliwym, że decyzja o przesiadce na Androida została po części podjęta za mnie. Od niedzieli główna karta SIM urzęduje sobie w Samsungu Galaxy SII i choć iPhone – tak dla bezpieczeństwa stanu mojego ducha – leży zawsze w drugiej kieszeni na wszelką okoliczność, to prawda jest taka, że ani razu do niego od tygodnia nie zajrzałem. Dziwne – nawet nie tęsknię. Pewnie, wszystko może się zmienić już w najbliższy poniedziałek, kiedy Steve wyjdzie na scenę i udowodni jak bardzo Android jest zły i jak źle rozwiązano w nim wiele kwestii, a naprawą tego stanu rzeczy jest iOS 5 i może nowy iPhone. Nie zarzekam się.., może zdarzyć się tak, że za dni dwa z kawałkiem mój Samsung Galaxy SII od Żony mej własnej wyda mi się nieco przyblakły, ale do tego czasu nie zamierzam z iPhone’a i iOS korzystać. Bo i po co?

Nie jest jednak tak, że z iPhone’a można się przenieść na Androida ot tak na dowolny smartfon, oj nie. Mam dobre porównanie, bo mam w domu na testach Nexusa S – czyli marzenie niejednego fana Androida. Na niego przenieść bym się nie mógł, bo zdecydowanie za słaby ma hardware. I tak to niestety jest w przypadku 99% urządzeń mobilnych z Androidem – ich hardware nie jest wystarczająco dobry by dobrze obsłużyć Androida. A może inaczej – to Android jest na tyle ‚zasobożerny’, że nic poza Samsungiem Galaxy SII (tak zakładam, nie miałem wszystkich Androidów w ręce, ale wiele też miałem…) nie daje dobrego komfortu przejścia z iOS na Androida. W porównaniu z Galaxy SII, Nexus S jest wyjątkowo wolny, niestabilny, skłonny do częstych czkawek, z przeciętnym wyświetlaczem, na którym Android wygląda kanciasto. Samsung Galaxy SII wygląda przy Nexusie S na urządzenie z innej bajki.

5 minut – tyle zajęła mi przesiadka na Androida z iPhone’a i przeniesienie 95% wszystkich zasobów, z których korzystałem na co dzień w smartfonie Apple’a. Jestem w chmurze totalnie, więc czynność przenoszenia się na Androida wymagała podania loginów i haseł do moich usług. Te 5% to kalendarze MobileMe, które łatwo na Androida zaimportować nie jest (ale i ten problem w końcu rozwiązałem, zainteresowanych jak zapraszam do komentarzy).

Zdecydowana większość aplikacji, z których korzystałem najczęściej na iPhonie na Androidzie jest i na dodatek wygląda tak samo: Twitter, Facebook, Feedly, Evernote, Dropbox, Onet, Eurosport, Kindle, Last.fm, Tuba.fm, Shazam, iPla, Listonic, WSJ, New York Times, Pulse, AdAge, czyli mój ‚survival kit’ wygląda i działa bardzo podobnie jak w iPhonie, a nawet lepiej – rzec muszę – bo o scrobbling z Last.fm w tle działającego Double Sync (świetny program do odtwarzania multimediów) martwić się nie muszę – działa. Brakuje mi w zasadzie tylko dwóch aplikacji: fenomenalnego czytnika RSS – Reedera oraz społecznościowego serwisu ze zdjęciami – Instagram, przy czym tego pierwszego na iPhonie używałem wymiennie z genialnym Feedly, który na Androidzie uspokaja mnie w rozpaczy po stracie Reedera, a z Instagram i tak korzystam bardziej biernie (oglądam zdjęcia innych) niż czynnie, bo zmysłu fotograficznego mi bozia nie zapodała. A do biernego zażywania Instapaper mam rozliczne aplikacje na Maku lub nową świetną aplikację webową (dzięki Kamil!).

Poza tym naprawdę same korzyści – po wciśnięciu przycisku aktywacji smartfonu mam wszystko to, co smartfon powinien mieć do zakomunikowana: informacja o nieodebranych mailach, wiadomościach na Facebooku, wzmiankach o mnie na Twitterze oraz nieprzeczytanych informacjach z obserwowanych przeze mnie w Pulse źródłach. Jak aktywuję ekran, to mam kolejne istotne dla mnie informacje: aktualną pogodę, najnowsze wiadomości sportowe, najnowsze tweety obserwowanych przeze mnie Twitterowiczów, najnowsze statusy moich kontaktów Facebooka oraz najnowszy wyciąg z Google Analyticsa obserwującego ruch na Spider’s Web. Wszystko to bez odpalenia choćby jednej aplikacji.

Nic więcej mi do szczęścia (od smartfonu) nie potrzeba. Przynajmniej do poniedziałku.