REKLAMA

Gigantyczny sukces Trumpa. Zmienił skład Coca-Coli

Obiecany pokój na świecie może poczekać, najpierw smak Coca-Coli. Donald Trump na platformie Truth Social ogłosił, że przekonał koncern produkujący popularny napój do rezygnacji z syropu glukozowo-fruktozowego i postawienia na cukier trzcinowy.

coca-cola donald trump
REKLAMA

Wprawdzie z łatwością dałoby się znaleźć mniej poważne, a za to szkodliwe zajęcia prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale i tak wydaje się, że na świecie jest więcej palących problemów, którymi powinien zająć się lider mocarstwa.  

REKLAMA

Trump, wielki smakosz słodzonej aspartamem diet coke, zapewnia, że gigant ze zmiany będzie zadowolony, a napój będzie lepszy. Póki co firma nie potwierdziła tych rewelacji. W rozmowie z agencją AP przedstawiciel koncernu przekazał, że producent Coca-Coli cieszy się z entuzjazmu prezydenta Stanów Zjednoczonych, a szczegóły nt. zawartości napoju mają być ujawnione wkrótce.

Przypomniano też, że Amerykanie już mogą posmakować Coca-Coli słodzonej cukrem trzcinowym. Dostępna jest w szklanych butelkach, a sprowadza się ją z… Meksyku.

REKLAMA

Czy cukier jest zdrowy?

W rozmowie z PAP prof. Paweł Bogdański zwracał uwagę na chętnie dodawany do produktów syrop glukozowo-fruktozowy, który faktycznie jest "szczególnie szkodliwy". Jak tłumaczył, fruktoza powoduje zaburzenia w gospodarce hormonalnej.

- W odpowiedzi na fruktozę produkowane są mniejsze ilości leptyny – naszego hormonu sytości, który hamuje uczucie głodu i zmniejsza apetyt. To również może prowadzić do przybierania na wadze i otyłości – ostrzegał.

REKLAMA

Spożywanie dużych ilości syropu glukozowo-fruktozowego może również przyspieszać rozwój stłuszczeniowej choroby wątroby. Syrop zwiększa stężenie kwasu moczowego, co prowadzi do hiperurykemii, a nawet dny moczanowej.

Sęk w tym, że cukier nie jest raczej lepszą alternatywą. Lekarze radzą, aby ograniczyć spożycie cukrów prostych. A mamy z tym spory problem, bo według szacunków przytaczanych przez prof. Bogdańskiego na jednego Polaka przypada w ciągu roku ponad 45 kg cukru. Dziennie - 125 g. Tymczasem WHO mówi o 50 g cukru w przypadku osób dorosłych.

REKLAMA

Warto pamiętać, że cukry proste ukrywają się w produktach spożywczych pod wieloma nazwami. Kilkadziesiąt różnych nazw na etykietach wskazuje, że mamy do czynienia z cukrem. Są to: glukoza, fruktoza, galaktoza, sacharoza, laktoza, maltoza, dekstroza, skrobia, maltodekstryna, słód jęczmienny, ale też syropy: glukozowy, glukozowo – fruktozowy, z agawy, klonowy, kukurydziany, miód, karmel, cukier buraczany, trzcinowy, brązowy, winogronowy, owocowy. Cukry proste występują też w wielu produktach pochodzenia naturalnego i tych dosładzanych np. koncentratami soków.

Jak zauważył ekspert, przemysł spożywczy chętnie dodaje cukier do żywności, bo wie, że konsumenci tego potrzebują – chcą poczuć się lepiej, a cukier gwarantuje nam "uczucie nagrody", której w zestresowanym i niełatwym świecie tak pragniemy. Słodzone produkty są więc kuszące i dzięki temu sprzedają się lepiej. Nam jednak szkodzą, bo cukier bardzo negatywnie wpływa na zdrowie.

REKLAMA

To więc całkiem zabawne – choć to śmiech przez łzy – że prezydent Stanów Zjednoczonych z tryumfem ogłasza zmianę jednego słodzika na drugi. Tymczasem WHO domaga się podniesienia cen słodkich napojów, zwracając uwagę, że tytoń, alkohol i napoje słodzone są czynnikami ryzyka chorób niezakaźnych (NCD), takich jak choroby serca, cukrzyca czy niektóre nowotwory. WHO liczy, że zwiększenie cen ma skutkować spadkiem konsumpcji tych produktów, a tym samym ograniczeniem liczby zachorowań. Donald Trump przyjął inną taktykę, jeżeli chodzi o zdrowie swoich rodaków. Gdyby faktycznie chciał o nich zadbać, namawiałby raczej do ograniczenia słodzonych napojów.

REKLAMA

Biorąc pod uwagę fakt, że niektóre pomysły z Ameryki szybko przenoszone są na polski grunt, ciekawe, czy jakiś polityk obieca zmianę składu dostępnego u nas produktu. Mógłby się przecież odwołać do nostalgicznych wspomnień i zmusić sklepy, by dalej sprzedawały oranżadę w butelce za 30 gr, w łączonej ofercie z chrupkami za mniej niż złotówkę. Głos współczesnych 30 i 40-latków miałby jak w banku.

Zdjęcie główne: MDV Edwards / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA