REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Oprogramowanie

Zakazali urzędnikom korzystania z TikToka. Tajwan mówi głośno: to szkodliwy produkt

Oficjalny powód: zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Nieoficjalnie: Tajwan technologicznie coraz bardziej odcina się od Chin.   

Zakazali urzędnikom korzystania z TikToka. Tajwan mówi głośno: to szkodliwy produkt
REKLAMA

Ming Ming jest na Tajwanie prawdziwym fenomenem. Konto uroczego pieska na TikToku obserwuje ponad 5 mln użytkowników, czyli najpewniej każdy z 4,2 mln mieszkańców Tajwanu, którzy już mają konta w tym serwisie społecznościowym. Po Facebooku właśnie należący do ByteDance Tik Tok z udziałem rzędu 17,4 proc. całej populacji, jest najpopularniejszym serwisem społecznościowym na wyspie. 

REKLAMA

Ale nawet Ming Ming nie pomógł w poprawie wizerunku TikToka w oczach polityków, prawników i ekspertów zajmujących się walką z dezinformacją w Tajwanie. Krytyka TikToka i jego chińskiej wersji Douyin trwa od wielu miesięcy. A po tym, jak przed kilkoma dniami FBI poinformowało, że ma podejrzenia iż TikTok może specjalnie manipulować swoim algorytmem rekomendacji, rząd Tajwanu przyspieszył swoje działania. I ogłosił: pracownicy publiczni nie mogą dłużej szukać tam rozrywki i oddechu od codzienności. 

Koniec TikToka dla tajwańskich urzędników.  

Ministerstwo Cyfryzacji (Ministry of Digital Affairs - MODA) ogłosiło, że Douyin i TikTok zostały uznane za "produkty szkodliwe dla bezpieczeństwa informacji narodowych". Już w listopadzie rząd w Tajpej zabronił korporacjom finansowanym przez Chiny na prowadzenie platform internetowych na Tajwanie.

Szkopuł w tym, że właściciel Tik Toka ByteDance do tej pory nie otworzył swojego oddziału lub biura w Tajwanie i dlatego nie podlegał tej regulacji. Za to spore kontrowersje budzi fakt, że udziały w nim posiada państwowa China Network Television. Owszem jest to tylko 1 proc., ale dla tajwańskich polityków to wystarczająco dużo, by uznać właściciela Tik Toka za powiązanego z Chińską Partią Komunistyczną. 

Stąd decyzja o nowym rozwiązaniu: na urządzeniach komunikacyjnych urzędników - i to wszystkich: od smartfonów po laptopy - zakazano pobierania i używania Tik Toka. Za to nie ma na razie sprecyzowanych planów co do pełnej blokady także w stosunku do zwykłych konsumentów. MODA jednak zapowiada, że "należy przeprowadzić ocenę legalności i wykonalności" ewentualnego ograniczenia na pobieranie Tik Toka przez osoby prywatne. 

- Obserwujemy ogromną skalę dezinformacji ze strony Chin skierowaną w stronę naszego społeczeństwa. Od ciągłego podważania statusu Tajwanu, poprzez próby wpływania na wybory, co wyraźnie było widać podczas ostatnich lokalnych wyborów, które miały miejsce ledwie tydzień temu. Takie nagrania, czasem naprawdę masowo powielane pojawiają się regularnie na Tik Toku

- mówi SW+ Billion Lee analityczka z organizacji Cofacts, która na Tajwanie zajmuje się właśnie zwalczaniem dezinformacji.

Chiny kontra Chiny w technologicznym starciu. 

Tik Tok i Douyin nie są jedynymi chińskimi platformami społecznościowymi jakie Tajwan wziął na celownik. Podobny zakaz dla urzędników pojawił się także w stosunku do Xiaohongshu, czyli serwisu czasem nazywanego "odpowiedzią Chin na Instagram". Ewidentnie decyzja ta jest elementem coraz bardziej napiętych stosunków między Chińską Republiką Ludową a Tajwanem. ChRL uznaje Tajwan za "zbuntowaną prowincję" zaś sam Tajwan, czyli Republika Chińska uważa się za jedyne oficjalne Chiny. 

Im dosadniejsze są wypowiedzi Pekinu skierowane w stronę Tajpej - a szczególnie nasiliły się po wrześniowej wizycie na Tajwanie spikierki amerykańskiej Izby Reprezentantów Nanci Pelosi - tym mocniej Tajwan zaczyna odcinać się od chińskich wpływów gospodarczych i technologicznych. 

Wczoraj Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło, że wprowadzone mają być poważne ograniczenia dla pracowników technologicznych pracujących w kluczowych sektorach, którzy chcieliby udać się do do ChRL. I to nawet nie dla tych wyjeżdżających do pracy, ale także dla udających się w podróż, czy po prostu chcących przejechać przez Chiny. 

Jeżeli nowe prawo zostanie uchwalone, to pracownicy sektora technologii w firmach współfinansowanych przez rząd (a tak jest choćby w przypadku półprzewodników, które na polu patentowym wspiera specjalna rządowa agencja badawcza) będą musieli na 60 dni przed planowanym wyjazdem poprosić o specjalną zgodę Narodowe Biuro Imigracyjne. Co więcej, nowe zasady mają obowiązywać do trzech lat po zakończeniu pracy w takiej technologicznej firmie. 

REKLAMA

Powodem tak drastycznych przepisów ma być analiza opublikowana przez Mainland Affairs Council, czyli rządową Radę Ds. Chin Kontynentalnych (odpowiada za kontakty z ChRL, HonKongiem i Makao). Według niej liczne chińskie firmy udające przedsiębiorstwa z Hongkongu czy innych państw próbują "kłusować" na Tajwanie i podbierać utalentowane osoby. Szczególnie te mające dostęp do technologicznej wiedzy takich gigantów jak choćby TCMC, czyli największego producenta półprzewodników na świecie. Skoro zaś półprzewodniki to istne klejnoty koronne dla całego Tajwanu, to ma on zamiar ich bronić za wszelką cenę.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: tydzień temu
Aktualizacja: tydzień temu
Aktualizacja: tydzień temu
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA