REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Ekologia

O krok od wyginięcia. To prawdziwy cud, że możemy jeszcze oglądać żubry

Kiedyś tylko królowie mogli na nie polować. W 1919 roku zwykły kłusownik odstrzelił ostatniego żubra żyjącego w Polsce na wolności. Starania, aby przywrócić gatunek do życia, mocno utrudniła II wojna światowa. Z perspektywy czasu aż trudno uwierzyć, że żubr znowu jest tak licznym zwierzęciem. Szczególnie dziś, kiedy wydaje się, że wiele zwierząt i roślin nie ma szans na przetrwanie, takie historie dodają otuchy.

żubry
REKLAMA

Paradoksy kłusownictwa. Fakt, że w Polsce polować na żubry przez wieki mogli tylko krewni i znajomi króla sprawił, że żubr w naszych lasach nie był wyjątkiem. Upolowanie go bez upoważnienia groziło nawet karą śmierci, co ustanowił Zygmunt August. Wyjątkowość żubrów docenił car Aleksander I, który wziął gatunek pod ochronę w czasach rozbiorów. Ale historia w końcu się o żubry upomniała. W czasie I wojny światowej potężne, acz ufne osobniki podchodziły do ludzi licząc na pożywienie. Tymczasem ginęły, bo same miały stać się pokarmem dla przemierzających lasy żołnierzy.

REKLAMA

To właśnie wojna sprawiła, że populacja żubrów zmalała i to nie tylko w Polsce. Jednak ostatni żyjący na wolności osobnik w kraju zginął nie z ręki żołnierza, a zwykłego kłusownika. W końcu do akcji wkroczyli obrońcy praw zwierząt. W 1923 r. powstało Międzynarodowe Towarzystwo Ochrony Żubra. W Paryżu Polskę reprezentował Jan Sztolcman, zoolog, podróżnik, ornitolog, ale i myśliwy.

Wracamy do paradoksów myślistwa. Sztolcman zabijał zwierzęta, po czym skórę i kości zachowywał do celów naukowych, a mięso po prostu zjadał. Trudno jednak uznać, żeby kierował się empatią. Jeśli nawet, to z czasem tego żałował, jak sam pisał:

Każdy myśliwy doznaje niezwykłej radości na widok śmiertelnie ranionej zwierzyny, zwalającej się jak snop, gdy śrut lub kula przebije który z ośrodków życia. Ja jednak wtedy początkowałem dopiero, niech mi więc myśliwi wybaczą, żem jeszcze dawał dostęp uczuciom litości.

Jeszcze ciekawsza jest jego refleksja na temat zabijania słoni. W swojej publikacji "Nad Nilem Niebieskim", którą cytował Histmag, przeszło mu na myśl, że wybijanie gatunków, które kiedyś stadami przechadzały się po dzikim terenie, jest znacznym ingerowaniem w przyrodę. Ale cóż - taki już los natury, która musi ustąpić nowoczesności:

Bo słoń, jak i nosorożec, hipopotam, bawół, żubr, bizon lub łoś żyć nie może obok kolei żelaznych i z czasem zniknąć musi z powierzchni ziemi. Żywot tych zwierząt wśród szeregu wieków przedłużyć tylko możemy stosowaniem praw ochronnych, lecz ich nie ustrzeżemy od fatalnej zagłady

Jak to więc możliwe, że ktoś taki przyczynił się do uratowania żubrów w Polsce?

Przyczyn możemy szukać w zwykłym logicznym myśleniu. Nie przez przypadek Sztolcman wspomniał o ochronie - już w założonym przez siebie myśliwskim piśmie "Łowiec Polski" uważał, że myślistwo musi dążyć do "rozchodowania zwierzyny łownej". Jeśli nie będzie zwierząt, nie będzie do czego strzelać. Okrutne, ale ta logika uchroniła żubry przed zagładą w Polsce.

W 1924 roku do Polski trafiły pierwsze kupione pary żubrów, jako efekt działań towarzystwa. Niestety młode nie przeżyły. W 1929 roku polski rząd dalej finansował odtworzenie gatunku, co zakończyło się małym sukcesem - wreszcie pojawił się byk, który rozpoczął rekonstrukcję. Pierwsze ciele nazwane zostało niezwykle symbolicznie: Polka. Tak rozpoczęła się historia białowieskich żubrów, trwająca do dziś.

Potem jednak przyszła II wojna światowa i żubr znowu stanął nad krawędzią: przeżyły 103 żubry (43 samce, 60 samice), z czego 44 (20 samce, 24 samice) w Polsce.

Nie chciano doprowadzić do powtórki z okresu międzywojnia, więc zaczęto tworzyć dogodne warunki do życia żubrów. Niesamowite jest to, że znowu przewija się wątek polowań - coś, co teoretycznie powinno zakończyć życie gatunku, poniekąd sprawiło, że zwierzęta mogły się odradzać. Tak było w Bieszczadach:

Od roku 1963 rozpoczęto stopniowo przewozić zwierzęta należące do linii mieszanej z polskich ośrodków hodowlanych w Bieszczady, w celu utworzenia tam stada wolnościowego. Jako rejon najbardziej dogodny do wsiedlenia żubra wytypowano ówczesne nadleśnictwa Stuposiany i Tarnawa. Wybór ten był też związany z utworzeniem na tym terenie  ośrodka Urzędu Rady Ministrów, w którym organizowano polowania dla notabli z Polski oraz gości z zagranicy. Żubry, jako wyjątkowo rzadki gatunek, miały podnieść atrakcyjność organizowanych tu polowań.

Rok później trafiły na wolność i bardzo szybko zdobyły tereny. Zaczęły zapuszczać się też zagranicę, na obszary Związku Radzieckiego. Niestety wiele z nich w latach 80. nie wróciło - prawdopodobnie padły ofiarą kłusownictwa.

Odbudowa żubrów w Polsce okazała się na tyle skuteczna, że nasze zwierzęta pomagały osiedlić się gatunkowi w hodowlach zagranicznych. Zresztą tak samo było z bobrami. Angielskie i szkockie mają polskie korzenie.

Odrodzenie żubra to bardzo ważna opowieść w naszych czasach - kiedy wydaje się, że trwa ostatnia chwila, aby uratować świat przyrody, jaki nam jeszcze pozostał. To możliwe, choć potrzebna jest międzynarodowa współpraca i odpowiedzialne plany.

Rzecz jasna to nie oznacza, że troskę o żubra mamy odhaczoną

Jak zwraca uwagę WWF, problem stanowi niska różnorodność genetyczna gatunku (a to dlatego, że "grupa założycielska" była skromna) i coraz mniejsza liczba siedlisk dla nowych stad.

REKLAMA

Historia żubrów pełna jest paradoksów i przypadkowego uwikłania w polityczno-wojenne spory. Mimo wszystko wychodzą z tych zawieruch silniejsze - oby nie zmieniło się to w najbliższych latach.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA