1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Media

Google ukrywa „maile Dworczyka”. Głupi błąd czy początek cenzury?

Niektórzy użytkownicy aplikacji Google na Androidzie nie od razu widzą artykuły na temat maili Michała Dworczyka. Wyniki są ukryte. Sytuacja wzbudza zainteresowanie, ponieważ co rusz wyciekają kolejne wiadomości wykradzione ze skrzynki ministra. Dlaczego czasem „maili Dworczyka” nie widać w Google? Prawdopodobnie mamy do czynienia z dość rzadkim i dziwnym błędem.

Google ukrywa „maile Dworczyka”. Głupi błąd czy początek cenzury?

Wyciek maili z prywatnej skrzynki Ministra Dworczyka do dziś ma swoje konsekwencje. Co jakiś czas opinia publiczna dowiaduje się o kolejnych zakulisowych informacjach z rządu.

Najnowsza porcja ujawnia korespondencję z premierem, w której szef jego kancelarii narzeka Mateuszowi Morawieckiemu, że utracono kontakty z narodowcami na rzecz Piotra Glińskiego, ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. A te są „bardzo cenne”.

Aplikacja Google nie od razu pokaże informacje na temat wycieku?

Jeśli użytkownik Androida będzie chciał dowiedzieć się czegoś więcej o mailach i wpisze w aplikacji Google frazę „maile Dworczyka”, zobaczy takie okienko:

Natomiast w innym przypadku treści pokazują się właściwie:

Redakcyjne teksty wykazały, że problem z wyszukiwaniem „maili Dworczyka” występuje w aplikacji Google na większości sprawdzonych przez nas smartfonów z Androidem. Osoby spoza redakcji podsyłają identyczne zgłoszenia.

Błąd powtarza się w aplikacji Google na różnych sprzętach z Androidem, ale w tej samej aplikacji na iOS-ie wyniki wyszukiwania wyświetlane są prawidłowo. Poprawne wyniki prezentuje również Wyszukiwarka Google uruchomiona w dowolnej przeglądarce.

Ukryte „maile Dworczyka” to najprawdopodobniej awaria wyszukiwarki, jakieś problemy z DNS-ami lub działaniem konkretnego operatora komórkowego – choć faktycznie niepokój może budzić fakt, że dotyczy dość głośniej afery związanej z rządem, a nie np. fryzury celebrytki.

Trudno mówić o celowej cenzurze, skoro wystarczy kliknąć „pokaż więcej”, a informacje się pokażą. Jakoś nie mogę uwierzyć w to, że ktoś po zobaczeniu okienka odpuści i uzna, że najwyraźniej tematu nie ma, skoro wyszukiwarka niczego nie podpowiada.

Usługi Google'a bywają wciągane przez Polaków w polityczne bagienko

Od niedawna w Mapach Google ktoś edytuje nazwy i robi polityczne żarciki, nazywając ulice imieniem… Imperatora Kaczafiego.

Po strajkach kobiet dużo emocji wzbudził fakt, że mieszkanie Jarosława Kaczyńskiego w Google Street View jest ocenzurowane. Pojawiły się sugestie, że Google na prośbę rządu polskiego lub działaczy PiS postanowił utrudnić społeczeństwu odnalezienie miejsca spotkań. Rzecz jasna nic takiego nie miało miejsca, bo każdy może zamazać swój dom w Google Street View.

Zdjęcie główne: Krystian Maj, Adam Guz / KPRM

TEKST PRZYGOTOWALI