1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Foto

Dwa sprzęty Canona do domowych odbitek. Jeden to hit, a od drugiego trzymaj się z daleka

Kiedy mówimy o drukowaniu zdjęć, mamy przed oczami dwa scenariusze: podły fotolab, w którym zawsze coś będzie nie tak, albo profesjonalna i bardzo droga usługa premium u specjalisty. Jest jednak trzecia droga, którą właśnie sprawdziłem. Wziąłem na warsztat domową drukarkę Canona oraz mały aparat, który jest alternatywą Instaxa. To sprzęty dla osób, które chcą drukować, ale nie chcą się na tym znać.

Canon Selphy CP1300 to hit, a od Zoemini S2 trzymaj się z daleka

Odkąd mam dzieci, liczba robionych przeze mnie zdjęć wzrosła kilkukrotnie. Każdego roku do domowej kolekcji dochodzi 1500 - 2000 fotografii z aparatu, już po selekcji (naprawdę rygorystycznej!) i obróbce. Nawet nie chcę liczyć, o ile więcej zdjęć dochodzi do tej liczby z aparatów wbudowanych w smartfony.

Fotki przeglądam często. Część wyświetla się na telewizorze jako wygaszacz ekranu, a inne podpowiada mi widżet zdjęć na głównym ekranie smartfona. Cyfrowe zdjęcia są jednak niczym w porównaniu do wydruków, które wprost uwielbiam. Kilka razy do roku aktualizuję całkiem sporą galerię zdjęć na ścianie w salonie, a moi bliscy dobrze wiedzą, że jeśli otrzymują ode mnie prezent, to zawsze znajdą w nim też kilka odbitek. Szczególnie cieszy to dziadków, którzy dostają w ten sposób sporo zdjęć swoich wnuków.

Drukować można w fotolabach, które są dziś wszędzie. Od Empiku, poprzez Media Markt, aż po Rossmana. Jest to tanie rozwiązanie, ale jego główną wadą jest fakt, że fotki trzeba odebrać osobiście. A jeśli coś wyjdzie nie tak, jak powinno, cały proces trzeba powtórzyć. Dlatego jestem dużym zwolennikiem drukowania w domu. Dziś przyjrzę się dwóm sprzętom Canona, które to umożliwiają, a jednocześnie nie są skomplikowanymi kombajnami dla profesjonalistów.

Canon Selphy CP1300 to malutka drukarka foto dla każdego.

Canon Selphy CP1300

Dosłownie dla każdego, bo sprzęt z jednej strony obsłuży karty pamięci wprost z aparatów, dyski podłączone przez USB, ale umożliwi też drukowanie z aplikacji, prosto ze smartfona lub chmury. Fotki można drukować z Dysku Google, Zdjęć Google, Dropboxa, czy np. Zdjęć Apple, ale wspierane są też usługi takie jak Facebook i Instagram. Tych ostatnich jednak nie polecam, bo fotki wrzucone do serwisów społecznościowych zawsze mają skompresowaną jakość.

No dobrze, wiemy już, skąd możemy drukować, ale czym właściwie wyróżnia się Canon Selphy CP1300? Jest to malutki sprzęt, w którym główna część to kostka o wymiarach ok. 18 x 13 x 6 cm. Do tego dochodzi odłączana, płaska kasetka na papier. Po jej podłączeniu wymiary drukareczki zdecydowanie rosną, ale w transporcie, albo w szufladzie możemy składować jedną część na drugiej, co mocno oszczędza miejsce.

Tak wygląda kartridż z foliami do druku.

Jak drukuje Canon Selphy CP1300? Przede wszystkim, trzeba mieć papier Canona oraz specjalne wkłady foliowe, które zastępują tusz. Domyślnym formatem drukarki jest 10 x 14,8 cm. Większego zdjęcia nie wydrukujemy, ale możemy wydrukować mniejsze. Canon ma też w ofercie pocztówki (zdjęcie z przodu, z tyłu miejsce na napisanie treści) oraz naklejki.

Technologia druku jest tu bardzo ciekawa, bowiem bazuje na sublimacji. Wymienny kartridż zawiera warstwową folię, w której każda warstwa odpowiada za inny kolor. Punktowe rozgrzewanie zmienia strukturę krystaliczną danej warstwy, a na zdjęciu zostaje kolor.

Druk sublimacyjny polega na rozgrzewaniu folii w trzech kolorach jeden po drugim. Finalne zdjęcie ma zupełnie normalne kolory.

Proces drukowania jest nietypowy, bo zdjęcie czterokrotnie wjeżdża i wyjeżdża z drukarki. Najpierw jest nanoszony kolor żółty, poźniej dochodzi magenta, następnie niebieski, a na koniec całość jest zabezpieczana bezbarwną warstwą.

Canon Selphy CP1300 - największe zalety

W tego typu autorskich rozwiązaniach zastępujących tusz z reguły koszt druku jest dość wysoki. W przypadku Canona Selphy CP1300 jest inaczej. Podstawowy zestaw zawierający 36 arkuszy papieru i jeden kartridż, który również pozwala na zadrukowanie 36 zdjęć, kosztuje 60 zł. Mamy więc 1,66 zł za zdjęcie. Całkowicie akceptowalnie biorąc pod uwagę, że nie jest to drukarka do robienia setek wydruków tygodniowo, a raczej sprzęt do okazjonalnego dodrukowywania fotek do domowej kolekcji.

Technologia druku sublimacyjnego jest dobra, choć na pewno nie jest to poziom najlepszej drukarni. Zdecydowanie jednak o oczko wyżej niż w masowych fotolabach. Wydruki mają ogólnie dobrą jakość, ale czasami odrobinę brakuje im odpowiednio dobrego nasycenia. Jeżeli oczekujesz perfekcyjnego odwzorowania barw, które możesz mierzyć kolorymetrem, ta drukarka nie jest dla ciebie. A jeśli jesteś zwykłym użytkownikiem, będziesz bardzo zadowolony. Wielokrotnie dawałem rodzinie wydruki z tego typu drukarek Canona i wszyscy byli z nich zadowoleni.

Plusem jest to, że sprzęt zajmuje bardzo mało miejsca i można go trzymać na co dzień w szufladzie, a wyjmować tylko do wydruku kilku fotek. Przy takim użyciu nie musimy się też martwić o zasychający tusz i zapchaną głowicę, bo przy druku sublimacyjnym takie problemy nie istnieją. Z kartridżem pozostawionym w drukarce nic się nie dzieje.

Canon Selphy CP1300 - a co na minus?

Choć system obsługi drukarki jest naprawdę prosty, to jest kilka wpadek. Ekranik na górnej ściance jest odchylany i ma dobrą jasność, ale brakuje mu trochę w kwestii rozdzielczości, a do tego… nie jest dotykowy. W 2021 r. To dlatego na obudowie znajduje się tak dużo przycisków. Moim zdaniem to nieporozumienie.

Druga sprawa to fakt, że Canon Selphy CP1300 nie jest żadną nowością. Choć CP1300 jest najnowszą generacją domowej drukarki Canona, to w praktyce trudno znaleźć tu jakieś różnice względem poprzedników. Powiem więcej: w 2014 r. miałem na testach drukarkę Selphy 910 i w praktyce jest to właściwie ten sam produkt. W nowszej Selphy CP1300 doszła możliwość zasilania z opcjonalnego akumulatora, co części klientów na pewno się przyda, ale poza tym mamy taką samą jakość druku, te same wkłady i nawet tę samą aplikację do obsługi. To pokazuje, że ta kategoria produktów stoi w miejscu.

Wbrew pozorom to może być dobra wiadomość, bo najnowsza Selphy 1300 kosztuje ok. 560 zł, a starsze wersje (jeżeli znajdziecie je jeszcze w jakichś sklepach) można dostać za ok. 380 zł. Jakość będzie taka sama, a oszczędność zauważalna. Na koniec warto też wspomnieć o tym, że technologia druku sublimacyjnego sprawia, że arkusze papieru są nieco większe niż finalna odbitka. Całość jest przewidziana do tego, by oderwać końcówki. Papier ma specjalną perforację ułatwiającą oderwanie końcówek.

Na koniec drugi sprzęt do domowego druku zdjęć, czyli Canon Zoemini S2. Miał to być konkurent Instaxa.

Canon Zoemini S2 wokół obiektywu jest lusterko, a w trybie selfie mamy też LED-owy pierścień.

No właśnie, miał być, ale coś poszło nie tak. W założeniach sprzęt miał dostarczać czysty fun z fotografii natychmiastowej. Mamy tu bowiem malutki aparacik, który od razu drukuje zdjęcia na papierze Zink, gdzie nie są potrzebne żadne tusze. Ponownie mamy tu technologię sublimacyjną, ale tym razem zaszytą w samym papierze.

Co więcej, Zoemini S2 jest aparatem cyfrowym. Wynikają z tego dwie korzyści. Po pierwsze, sprzęt zapisuje nasze fotki na karcie microSD, a po drugie, umożliwia połączenie z aplikacją mobilną i drukowanie dowolnych fotek, nawet wykonanych zupełnie innym aparatem. Mamy więc połączenie natychmiastowego aparatu i drukarki. Do tego wszystkiego papier Zink to de facto naklejki, więc fun jest teoretycznie jeszcze większy. Brzmi nieźle.

Format zdjęć jest niewielki, bo to dokładnie 5 x 7,6 cm. Podobny rozmiar sprawdza się w Instaxie, ale w przypadku Canona Zoemini S2 całość nie zdaje egzaminu w kwestii jakości wydruków. Ta jest niestety nieakceptowalna. Kolory są nie tylko wyblakłe, ale też nietrafione, bo drukarka ma bardzo swobodne podejście do kwestii balansu bieli. Większość zdjęć ma tintę w kierunku fioletu. Do tego dochodzą słabe czernie oraz bardzo niejednolita powierzchnia przy wydruku teoretycznie jednolitych barw. Pojawiają się różnego typu pasy i inne przebarwienia.

To wszystko sprawia, że Canon Zoemini S2 nie ma żadnych szans z Instaxem, więc nie mogę go polecić. No chyba że… szukasz ekscentrycznego prezentu dla dziecka. Moja trzyletnia córka, która uwielbia wszelkiej maści naklejki, była wprost zachwycona, że tatuś może jej wydrukować naklejkę z wybranym obrazkiem. Czy taka przyjemność jest warta 800 zł za aparat i ok. 2 zł za pojedynczy wydruk? Wątpię.