1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Tech

„Odeśpię w weekend”. Polscy naukowcy odradzają: to tak nie działa

jak długo spać

Jeśli śpicie krótko przez dłuższy czas i liczycie, że wyspanie się w weekend „zresetuje” organizm, to rodzimi naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego mają złą wiadomość. Niewyspanie dosłownie ciągnie się dniami.

Ile godzin powinno się spać? Jedni uważają, że wystarczy sześć, idący w ślady miliarderów budzą się po czterech (ale milionów, nie wiedzieć czemu, nie przybywa), innym nie wystarczy osiem albo nawet dziesięć godzin snu. No hej, to właśnie ja.

Jedno jest pewne – Polacy nie zawsze śpią dużo. Z opublikowanego przez TNS raportu z 2019 roku wynika, że aż 30 proc. Polaków od poniedziałku do piątku śpi pięć-sześć godzin na dobę. Większość niby odpowiada, że śpi 7-8 godzin, ale… jakoś trudno mi w to uwierzyć. Tym bardziej że 60 proc. Polaków ma sporadyczne problemy ze snem, a 20 proc. ma je często.

Popularną metodą jest na pewno odsypanie – czyli nadrabianie przez weekend godzin, które straciło się w tygodniu. Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego postanowili sprawdzić, czy ta taktyka działa.

Niestety – nie bardzo

Najpierw przez 4 dni uczestnicy przestrzegali dobrej higieny snu, a później przez 10 dni skracali swój sen o ok. 30 proc. Cykl snu i czuwania był mierzony m.in. za pomocą zakładanych na nadgarstek elektronicznych opasek. Po tym czasie ochotnicy mogli wysypiać się według potrzeb i jeszcze przez tydzień badaliśmy ich stan – relacjonuje badanie cytowany przez PAP dr Jeremi K. Ochab, jeden z głównych autorów publikacji.

Analiza badania wykazała, że po tym czasie i tak wiele zaburzeń się utrzymało. Mowa tutaj choćby o aktywności elektrycznej mózgu czy radzeniu sobie z intelektualnymi zadaniami. Zregenerował się  jedynie czas reakcji.

- Badanie procesu dochodzenia do siebie po przedłużonym okresie ograniczania snu pokazuje utrzymujące się zmiany w behawioralnych, motorycznych, neurofizjologicznych reakcjach – komentują autorzy badania.

Dziś wyspać się nie jest łatwo

Nie będziemy się oszukiwać, będąc na portalu technologicznym: ekrany towarzyszą nam nawet na chwilę przed zamknięciem oczu, a emitowane przez nie światło utrudnia zasypianie. I nawet nie ma co łudzić się, że tryb ciemny jest lepszy dla oczu, bo nauka mówi co innego.

W bunkier trzeba zamienić własną sypialnię, jeśli mieszka się w mieście. Zanieczyszczenie światłem to już globalny problem – bo poważnie świecić zaczyna nawet Afryka – sprawiający, że gwiaździste, czyste niebo to luksus, na który mało kto może sobie pozwolić.

Na przykład Brytyjczycy już zwracają na to uwagę i domagają się ograniczenia ilości sztucznego światła rozświetlającego niebo nocą. Nie chodzi wyłącznie o bilbordy, ale nawet zwykłe uliczne lampy, których blask wdziera się do mieszkań.

W raporcie parlamentarzyści wskazują, że władze powinny utworzyć przepisy ograniczające typ oraz intensywność światła dopuszczalnego do użytku w nocy oraz wprowadzić swoistą godzinę policyjną, w której trakcie część oświetlenia musiałaby być wyłączana. Dzięki czemu także mieszkańcy obszarów miejskich mieliby szanse spojrzeć w rozgwieżdżone niebo i zainteresować się astronomią.

Problem jest poważny, bo według szacunków 61 proc. Brytyjczyków nie jest w stanie na niebie dojrzeć dziesięciu gwiazd w gwiazdozbiorze Oriona, podczas gdy teoretycznie gołym okiem w dobrych warunkach powinniśmy móc dostrzec nawet 120 gwiazd.

Sam zawsze jestem w szoku, kiedy wracam do rodziców na wieś i patrzę w niebo – różnica pomiędzy tym, co widoczne jest w mieście, jest gigantyczna.

Z drugiej strony musimy też liczyć się z tym, że problemem będzie nie tylko światło na ziemi, ale też to w kosmosie. W końcu będące póki co niegroźną atrakcją Starlinki od Elona Muska, już poważnie „zanieczyszczają” niebo, co według niektórych specjalistów może zakłócić jego obserwację. Według obecnych planów konstelacja tworzona przez firmę Elona Muska będzie miała co najmniej 14 000 satelitów, aczkolwiek firma rozważa rozszerzenie tej liczby do nawet 40 000.