1. SPIDER'S WEB
  2. Motoryzacja
  3. Technologie

Straż miejska nie może korzystać z rejestratorów prędkości, więc będzie mierzyła ją na oko. Nowe zasady

elektryczna hulajnoga prędkość
983 interakcji
dołącz do dyskusji

Nowe przepisy tak naprawdę niewiele zmieniły: kto przekraczał prędkość i jechał na e-hulajnogach w niedozwolony sposób, ten nadal może to robić. Od 30 sierpnia dochodzi jednak nowy straszak w postaci mandatów, które wlepi Straż Miejska.

Zmiana w przepisach nastąpiła w maju. Teoretycznie od 20 maja nie można jechać hulajnogą szybciej niż 20 km/h. Teoretycznie można też poruszać się na jednym pojeździe w dwie osoby. Teoretycznie nie wolno na chodniku przekraczać prędkości większej niż pieszy.

Celowo powtarzam słowo „teoretycznie”, bo tak – całe te przepisy dobrze może i brzmiały na papierze, ale w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Owszem, hulajnogi delikatnie zwolniły, ale tak jak kiedyś modelami dostępnymi do wypożyczenia dało się jechać 27 km/h, tak teraz osiągam jakieś 24 km/h. Niby wolniej, ale nadal więcej niż dopuszczają przepisy.

Oczywiście bardzo łatwo zrzucić winę na użytkowników, którzy sami rozpędzają się do niedozwolonej prędkości, jednak akurat bardzo szybko odbiję piłeczkę. Po pierwsze użytkownik nie zawsze może kontrolować prędkość hulajnogi.  Po drugie, operatorzy hulajnóg jakoś potrafili dogadać się z miastami, aby nie dało się zaparkować pojazdu w wyznaczonych miejscach. Skoro więc można wyegzekwować od nich taką rzecz, spokojnie dałoby się ustalić, że hulajnogi nie mogą przekroczyć więcej niż 20 km/h. Nie i już.

Jak w Polsce leczy się tego typu dolegliwości? Kolejnymi absurdalnymi rozwiązaniami. I tak od dziś możecie dostać mandat od Straży Miejskiej, jeśli nie będziecie poruszać się „z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego” lub też nie ustąpicie mu pierwszeństwa.

Jaka to jest prędkość „zbliżona do prędkości pieszego”?

Bardzo dobre pytanie. Na przykład moja emerytowana sąsiadka porusza się tak wolno, że musiałbym zejść i czołgać się z hulajnogą na plecach, żeby zbliżyć się do jej prędkości. Z kolega inny sąsiad mknie tak, że próbując go dogonić podejrzewam, że stwarzałbym pewne zagrożenie na hulajnodze.

Słowem: co człowiek, to inna prędkość.

Oczywiście prościej byłoby powiedzieć, że „hulajnoga nie może przekraczać 5 km/h”, ale… wówczas Straż Miejska nie mogłaby tego weryfikować. A to dlatego, że od początku roku 2016 straże gminne i miejskie nie mogą używać rejestratorów prędkości.

Teraz więc mierzenie prędkości odbywać będzie się „na oko”. Czyli według widzimisię strażnika, znając życie. Często sam użytkownik hulajnogi nie będzie mógł stwierdzić, czy jechał „za szybko” – cokolwiek w myśl nowych przepisów to znaczy – bo nie wszystkie wyposażone są w prędkościomierz. A nawet jeśli, to czy służby przyjmą tłumaczenie, że np. 7 km/h to prędkość zbliżona do pieszego?

Ile absurdów to generuje! Zgadzam się, że ciągle korzystanie z hulajnóg w Polsce ma dużo wad. Nie ma dnia, kiedy nie natknąłbym się na jadących po chodnikach, mimo że np. na drodze wydzielono pas dla rowerów. Coraz częściej widzę też pary, które za nic mają bezpieczeństwo i prawo, więc wsiadają na jeden pojazd.

Takie przepisy tylko pogorszą sytuację

 Będziemy do tego podchodzić racjonalnie – zapewnia Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej Miasta Lublin w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”. Przepraszam wszystkich strażników za uogólnienie, ale… jakoś w te obietnice nie chcę mi się wierzyć.

Pewnie dlatego, że widziałem, jak policja albo sami strażnicy stali w miejscach, gdzie kończyła się ścieżka rowerowa, bo akurat przeprowadzano na jej fragmencie remont. W myśl przepisów rowerzysta powinien więc zejść z roweru, przejść kilka metrów i ponownie wskoczyć na ścieżkę. Przepisy jedno, ale naprawdę nic by się nie stało, jakby ktoś pokonał ten dystans bez schodzenia.

Wielu zresztą tak robiło. I nadziewało się na zadowolonych funkcjonariuszy, którzy celowo „polowali” na chcących ułatwić sobie życie i skrócić podróż.

„Dura lex, sed lex”? Naprawdę chciałbym, żeby zawsze służby były tak drobiazgowe i nieustępliwe, ale częściej widzą to, co chcą widzieć:

Być może faktycznie strażnicy podejdą do tego po ludzku. Mimo niedociągnięć, o których wspominałem wcześniej, funkcjonowanie hulajnóg i tak z tygodnia na tydzień wygląda coraz lepiej. Jako mieszkańcy docieramy się.

Ustawodawcy zamiast nam w tym pomagać, komplikują sprawę. Mandat będzie można dostać nie wiadomo za co, na dodatek nie wiadomo za ile – bo sumy są różne, od 20 do 500 zł.

Chciałbym się mylić, ale na tę chwilę nowe przepisy brzmią jak szansa na podreperowanie statystyk i budżetu. Jeżdżących na hulajnogach jest cała masa, „zawsze się trochę przekracza prędkość”, więc mandaty będą wpadać co chwila.

Teoria spiskowa? Nie powstałaby, gdyby ktoś w końcu wymyślił te przepisy z głową. Tyle na nie czekaliśmy, a wszedł bubel, który stale miesza.