Sprzęt  /  Recenzja

12 prac Xiaomi. Mi Handheld Vacuum Cleaner G10 - recenzja odkurzacza przenośnego

Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10 - recenzja odkurzacza

Nie w każdym domu i nie w każdej sytuacji roboty sprzątające są lekiem na cały brud. Czasem najlepszym wyjściem jest odkurzacz typu handstick. Sprawdziłem, jak radzi sobie Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10, który obiecuje wiele za niewielkie pieniądze.

Testowałem już niejeden odkurzacz tego typu, wiele z nich znacznie droższych od omawianego tu modelu Xiaomi i z żadnego z nich nie byłem na tyle zadowolony, by kupić go na własność. Z Xiaomi G10 jest inaczej – pomimo tego, że kosztuje raptem 1000 zł i na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie Dyson-wannabe, tak w codziennym użytku spisał się na tyle dobrze, że poważnie rozważam wydanie nań własnych pieniędzy.

Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10
Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10

Testowałem Mi Handheld Vacuum Cleaner G10 przez ponad miesiąc i poznałem dobrze jego mocne i słabe strony.

12 prac Xiaomi G10.

Ok, może nie 12, a trzy, ale wykonywane nierzadko cztery razy dziennie. Więc tak jakby 12, żeby pasowało do analogii w nagłówku. Jako że mój dom jest też domem wielkiego psa, dwóch kotów i długowłosej kobiety, pracy dla odkurzacza jest aż zanadto. Dodajmy jeszcze do tego wymagający regularnego sprzątania samochód i robi się naprawdę intensywnie – tak, że wiele odkurzaczy kompletnie sobie nie radzi.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

W moim domu są trzy główne elementy, które odkurzacz musi potrafić „ogarnąć”:

  • sierść i długie włosy,
  • piach przynoszony przez psa ze spacerów,
  • koci żwirek rozsypywany przez koty.

Pierwszy element sprawia, że większość odkurzaczy albo się zapycha, albo po kilku dniach blokuje się szczotka, cała zaplątana we włosach. Drugi element wymaga odkurzania po trzy lub więcej razy dziennie, zwłaszcza w deszczowe miesiące, gdy brud przywiera do psich łap jak magnes. Trzeci element z kolei sprawia trudność nawet najdroższym odkurzaczom, bo albo nie mają dostatecznej siły ssania, by poradzić sobie z ekologicznym żwirkiem, albo ich przepusty i filtry są zbyt wąskie, by skutecznie wsysać granulki.

Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10 - zawartość zestawu.
Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10 - zawartość zestawu.

Przez miesiąc sprawdzałem, jak Xiaomi G10 sobie poradzi z tymi pracami. Na papierze wyglądał na sprzęt zdolny sprostać wyzwaniu; oferuje moc ssania na poziomie 150AW z silnikiem o mocy 25 tys. Obrotów na minutę. Według specyfikacji może pracować nawet 65 minut na jednym ładowaniu, a w zestawie znajdziemy niezbędne szczotki i akcesoria: szczotkę Projekt V z gumową rolką, elektroszczotkę do ściągania sierści z kanapy, końcówkę szczelinową oraz pędzelek 2w1 do odkurzania.

Do zestawu dołączony jest też zbiornik na wodę ze zintegrowanym mopem, ale prawdę mówiąc z tego rozwiązania prawie nie korzystałem. Przy ustawicznie brudzącym podłogi psie jedynym rozwiązaniem skutecznie domywającym panele i kafelki jest mop parowy, choć w normalnej sytuacji dołączony mop Xiaomi G10 powinien wystarczyć do utrzymania podłóg we względnej czystości.

Xiaomi G10 w domu.

Pierwszym, co bardzo mile mnie zaskoczyło po włączeniu Xiaomi G10, jest kultura pracy. W trybie Eco i Automatycznym pracuje on na tyle cicho, że nie denerwował moich zwierzaków, które zwykle panicznie boją się odkurzaczy. W trybie High Speed robi się głośno, ale znowuż nie tak, jak w przypadku przewodowych odkurzaczy o wysokiej mocy. Maksymalna głośność odkurzacza według pomiarów Apple Watch Series 6 to około 76 dB, czyli całkiem znośnie.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

Kolejnym miłym zaskoczeniem była pojemność zbiornika na brud, który wynosi aż 600 ml. To wystarczająco dużo, by odkurzyć całe mieszkanie 50m2 bez konieczności opróżniania. A gdy już przyjdzie pora opróżnić zbiornik, można to zrobić jednym przyciskiem na pojemniku. Łatwizna.

Jeśli zaś chodzi o samo sprzątanie, to cóż – nie mam większych uwag.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

W starciu Xiaomi kontra sierść i włosy, Mi Handheld Vacuum Cleaner G10 wychodzi obronną ręką. Ta gumowa szczotka jest wprost doskonała do mieszkań pełnych zwierzaków; sierść i włosy w ogóle się na nią nie wkręcają, więc nie trzeba co chwila wyciągać wałka i go czyścić. A jeśli np. coś się rozmaże po podłodze i niechcący to odkurzymy, wałek można wyjąć dosłownie w dwóch ruchach, opłukać pod wodą i włożyć z powrotem do szczotki.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

Pojedynek Xiaomi kontra piach również kończy się zwycięstwem G10. Aby utrudnić test, wytrzepałem na podłogę „zawartość” legowiska, na którym pies odpoczywa po przyjściu ze spacerów. Zaręczam, że każdego dnia zbiera się tam piach zdolny wypełnić niejedno dziecięce wiaderko, a mimo to… Xiaomi G10 odkurzył ten piach bez trudu. I w przeciwieństwie do wielu odkurzaczy nie rozniósł piachu na skraju szczotki, lecz odkurzył podłogę aż do krawędzi.

Wygraną odkurzacz Xiaomi zaliczył także w starciu ze żwirkiem, czego się prawdę mówiąc nie spodziewałem. Znakomita większość testowanych przeze mnie odkurzaczy ma problem z wchłanianiem granulek, raczej rozwalając je po całej podłodze; tutaj problemu nie było wcale, G10 odkurzał rozsypany żwirek, jak gdyby nigdy nic.

Xiaomi G10 w aucie.

Test numer dwa przeprowadziłem w samochodzie, który w wakacyjnej porze roku zwykle jest pełny piachu i psiej sierści, jako że często odwiedzamy nadbałtyckie plaże. Tym razem zdarzyło się tak, że kilka razy musiałem przewieźć psa bez zabezpieczenia bagażnika matą, więc jego sierść powbijała się w obicie bagażnika. Czy i z tego testu Xiaomi G10 wyszedł obronną ręką? I tak, i nie.

Tak wyglądał bagażnik przed odkurzaniem.

Jeśli chodzi o odkurzenie wnętrza samochodu, kombinacja elektroszczotki, końcówki szczelinowej i pędzelka spisała się wyśmienicie, chociaż nie pogardziłbym jakimś przedłużeniem, by wygodniej sięgnąć w zagłębienia przy fotelach. Odkurzaczowi nie brakło jednak mocy, nawet w standardowym trybie pracy, by posprzątać przestrzeń dla pasażerów.

Z bagażnikiem było nieco gorzej. Zwykle do odkurzania tak zabrudzonej paki używam przemysłowego Karchera ze specjalną szczotką do sierści i to się sprawdza. Tutaj podłączyłem do G10 elektroszczotkę, włączyłem moc na najwyższą i przystąpiłem do pracy.

Po dwukrotnym odkurzeniu powierzchni bagażnika i tyłu foteli pasażerów udało mi się pozbyć większości sierści, z resztą zaś uporała się rolka do ubrań. Efekt końcowy, choć niedoskonały, był dostatecznie dobry.

Tak wyglądał bagażnik po odkurzeniu.

Mógłbym dokończyć dzieła samym odkurzaczem, jednak ten rozładował się zaskakująco szybko. Odkurzenie przestrzeni bagażowej w trybie pracy Standard zajęło mi jakieś 10 minut i liczyłem na co najmniej drugie tyle w trybie High Speed w bagażniku, lecz Xiaomi G10 rozładował się po raptem 5 minutach odkurzania kufra. To bodajże największa wada tego odkurzacza; czas pracy znacznie krótszy od zadeklarowanego.

Po miesiącu testów widzę, że maksymalny czas pracy Xiaomi G10 w trybie Standard to 40 minut, zaś w trybie High Speed niespełna 10 minut. Xiaomi deklaruje 65 minut w trybie Eco, ale nie dość, że nie udało mi się uzyskać takiego wyniku (w trybie Eco maksymalny czas pracy wyniósł 55 minut), tak najniższa prędkość obrotowa okazała się zbyt słaba do czegokolwiek prócz odkurzania końcówką 2w1.

Garść plusów i minusów.

Pomijając krótki czas pracy, Xiaomi G10 potrzebuje też bardzo dużo czasu na ponowne naładowanie. Jeśli rozładujemy go do zera, uzupełnienie energii potrwa blisko 4 godziny. Dlatego najlepiej skorzystać z dołączonej do zestawu stacji dokującej z ładowarką i odkładać na nią odkurzacz po każdym cyklu, by ten był stale gotowy do pracy.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

Kolejny minus, jaki widzę, to brak łamanej szczotki, jaką oferuje teraz wiele handsticków konkurencji. Pomimo usilnych starań nie udało mi się np. wjechać Xiaomi G10 pod łóżko, bo odkurzacz był zbyt duży, a rura niedostatecznie mobilna, by wsadzić ją pod ramę bez jej podnoszenia.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

Czysto subiektywnie żałuję też, że podstawowa szczotka nie ma popularnego w ostatnim czasie podświetlenia na froncie; często zdarza mi się odkurzać wieczorami i bez włączania światła w całym mieszkaniu nie mogłem stwierdzić, czy posprzątałem podłogi dokładnie, czy może ominąłem jakiś fragment.

W końcu mam też obawę o żywotność tego odkurzacza. Po miesiącu testów łączniki na rurach zrobiły się wyraźnie luźniejsze niż w dniu rozpakowania urządzenia, zaś szczotka Projekt V zaczęła przeraźliwie skrzypieć. Nie wróży to dobrze długoletniej pracy urządzenia, ale to oczywiście trudno jednoznacznie ocenić po tak krótkim czasie ze sprzętem.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

Większość tych minusów blednie jednak w zestawieniu z zaletami Xiaomi Mi Handheld Vacuum Cleaner G10. Ma on znakomitą moc jak na odkurzacz tej klasy, pojemny zbiornik na brud, użyteczne tryby pracy, znakomicie działający tryb auto, który sam dobiera moc zależnie od sprzątanej powierzchni i wszystkie niezbędne akcesoria w zestawie. Do tego pamiętajmy, że cały czas mowa o odkurzaczu kosztującym 999 zł. A w zasadzie wszystko, co tutaj napisałem, można by zastosować do odkurzaczy blisko dwukrotnie droższych, jak np. Dyson V8, który nad Xiaomi G10 ma tylko tę przewagę, iż jest od niego lżejszy o 1,5 kg i – prawdopodobnie – będzie bardziej długowieczny.

Xiaomi G10
Xiaomi G10

I powiem szczerze, że przed przystąpieniem do testów odkurzacza Xiaomi planowałem kupić właśnie wspomnianego wyżej Dysona, z kompletem akcesoriów do sprzątania po zwierzakach. Xiaomi G10 okazał się jednak na tyle dobry, że całkiem poważnie się zastanawiam, czy jest sens wydawać na odkurzacz typu handstick choć złotówkę więcej, bo pomijając kilka drobnostek, spisał się on w czasie testów znakomicie.