Sprzęt  /  Artykuł

Nawet gimbal przy tym wymięka. Sprawdziłem nowy, rewolucyjny system stabilizacji w aparatach Sony

Sony A7C - stabilizacja żyroskopowa z Catalyst Browse

Nie wiedzieć czemu, Sony nie chwali się głośno faktem, że najnowsze aparaty mają zupełnie nowy system żyroskopowej stabilizacji. Tymczasem ten system to prawdziwa rewolucja.

Od wielu lat jestem użytkownikiem aparatów Sony, a od dwóch lat używam zawodowo i prywatnie Sony A7 III. To pierwszy aparat, z którego jestem w pełni zadowolony w kwestii fotografowania i filmowania. Obserwuję jednak rozwój rynku i widzę, że nowe aparaty być może nie wprowadzają rewolucji w kwestii zdjęć, ale mają za to coraz bardziej rozbudowane tryby filmowe.

Jedną z najnowszych funkcji wprowadzonych przez Sony jest system żyroskopowej stabilizacji obrazu. Działa jak magia.

Na wstępnie zobaczcie, jak działa w praktyce system stabilizacji obrazu. Powyższy film nagrałem Sony A7C z obiektywem Sony FE 20mm f/1.8 G bez żadnego dodatkowego osprzętu. Biegłem za córką, trzymając aparat w ręce. Po lewej widzimy pierwotne nagranie, a po prawej efekt działania żyroskopowej stabilizacji.

Robi wrażenie, prawda? Obraz ma nieco węższy kąt widzenia, ale za to płynie tak, jakbym nagrywał gimbalem. Takie efekty uzyskane bez żadnego dodatkowego osprzętu jeszcze rok temu były niemożliwe w segmencie aparatów.

Wiele osób nawet nie wie o nowym systemie stabilizacji. Obecnie jest on dostępny tylko w trzech aparatach: Sony A7S III, Sony A7C i w kompaktowym maluszku Sony ZV-1. Wcześniej taki system był dostępny tylko w profesjonalnych kamerach. Widząc ten system w praktyce, jestem przekonany, że stanie się on standardem w nadchodzących aparatach Sony.

Na tle SteadyShot, nowy system stabilizacji jest rewolucją. Działa tak, jak w smartfonach lub kamerkach GoPro.

System stabilizacji żyroskopowej działa zupełnie inaczej niż SteadyShot stosowane przez Sony do tej pory. W SteadyShot mieliśmy matrycę zawieszoną na pływającym mechanizmie, który redukował drgania rąk. Do tego dochodziła też pływająca soczewka w obiektywie. Efekt stabilizacji był poprawny, ale nie zachwycający. Nagrania z systemem SteadyShot były płynniejsze, ale można było zapomnieć o biegu czy nawet szybszym chodzie z aparatem.

Nowy system stabilizacji bazuje na żyroskopie, czyli dodatkowym elemencie znajdującym się wewnątrz aparatu. Żyroskop wbudowany w aparat zbiera komplet informacji o ruchu aparatu w przestrzeni, rejestrując zarówno informacje o drganiach, jak i przechyleniach aparatu w każdej osi. Z żyroskopowej stabilizacji korzystają m.in. iPhone’y jak i najnowsze kamery GoPro. W obu przypadkach jakość stabilizacji wideo jest rewelacyjna

Aparaty Sony niestety nie są (jeszcze?) w stanie same stabilizować obrazu wewnętrznie. Trzeba więc posiłkować się programem Sony Catalyst Browse.

Sony A7C - stabilizacja żyroskopowa z Catalyst Browse

Metadane z żyroskopu są zapisane w pliku z filmem i można za ich pomocą wystabilizować obraz na komputerze. W tym celu trzeba skorzystać z darmowego programu Sony Catalyst Browse. Niestety obecnie to jedyne rozwiązanie, które jest w stanie odczytać metadane z żyroskopu, a szkoda, bo chciałbym widzieć podobny mechanizm działający bezpośrednio w Final Cut Pro, w którym montuję filmy.

Catalyst Browse stabilizuje nagrania elektronicznie, ale robi to w sposób idealny, co widzicie na moich przykładach. Skuteczność stabilizacji wynika z tego, że dane o ruchu kamery są podane na tacy i do tego są bardzo precyzyjne.

To znacznie skuteczniejszy sposób stabilizacji od jakiegokolwiek innego stabilizatora dostępnego w Final Cut Pro czy w Premiere Pro. Klasyczny algorytm stabilizacji w takich programach musi w pierwszym etapie oszacować ruch aparatu w przestrzeni i później dobrać na tej podstawie stabilizację. Nawet najlepsze oszacowanie ruchu aparatu nie będzie tak dobre, jak surowe dane, na których pracuje Catalyst Browse. Stąd przewaga tego drugiego rozwiązania.

Największa zaleta: dokładność. Największa wada: czas stabilizacji.

Sony A7C - stabilizacja żyroskopowa z Catalyst Browse
Catalyst Browse

Niestety największą bolączką całego systemu jest czas stabilizowania materiału. Na podglądzie w Catalyst Browse widzimy wystabilizowany materiał od ręki, ale wyrenderowanie gotowego, wystabilizowanego pliku zajmuje zdecydowanie za długo. Pracuję na mocnym komputerze, czyli MacBooku Pro z procesorem M1 (16/512 GB), a czas stabilizacji jest niestety nieakceptowalny. Trzyminutowe nagranie jest renderowane przez ok. 35-40 minut.

To sprawia, że stabilizacja w Catalyst Browse świetnie sprawdzi się do b-rollu, czyli przebitek trwających po kilka lub kilkanaście sekund. Można robić je z ręki, uzyskując taką jakość, jakbyśmy nagrywali z gimbala. Jeśli ktoś chce jednak stabilizować w ten sposób dłuższe nagrania, czy np. pełne vlogi, w których mówi do kamery przez 15 minut, czas stabilizacji będzie liczony w długich godzinach.

Dodatkową wadą jest fakt, że obraz jest docinany. Program Catalyst Browse zgaduje, jak duży crop powinien zastosować i na ogół stosuje o wiele za duże docięcie. Przy chaotycznym ruchu w moim przypadku sprawdzało się przycięcie kadru do 75 proc., a kiedy obraz tylko lekko pływa, na ogół docięcie do 90-95 proc. wystarczy, by nie widać było czarnych pasów po bokach. Nagrywając, trzeba więc pamiętać o tym, by rejestrować szerszy kadr niż zazwyczaj.

Jest też trzeci problem, który wyklucza stabilizację żyroskopową w najbardziej profesjonalnych zastosowaniach.

Sony A7C - stabilizacja żyroskopowa z Catalyst Browse
Cały zestaw do nagrywania mieści się na dłoni. Gimbal nie jest potrzebny.

Stabilizacja na bazie żyroskopu perfekcyjnie stabilizuje ruch aparatu, ale trzeba pamiętać o tym, że nie jest w stanie wyeliminować tzw. motion blur, które jest na stałe wpisane w ruszający się obraz.

Jeśli chcesz uzyskać kinowy wygląd nagrywanych filmów, najpewniej trzymasz się 24 lub 25 kl./s i czasu migawki wynoszącego 1/50 s. Daje to przyjemne rozmycie ruchu charakterystyczne dla kinowych filmów. Niestety przy tych klasycznych ustawieniach pojawiają się problemy po wystabilizowaniu materiału. Drgania znikają, ale motion blur zostaje. W efekcie na idealnie płynnym obrazie widzimy czasem rozmycia wywołane ruchem, którego po stabilizacji… nie ma. Efekt wygląda bardzo nieprzyjemnie. Od razu sugeruje mocną ingerencję w obraz na etapie postprodukcji.

Rozwiązanie jest tylko jedno: nagrywanie z krótszym czasem migawki. Z moich testów wynika, że bezpiecznym czasem migawki jest 1/200 s, a to niestety zabija ten słynny kinowy look materiału. W związku z tym stabilizacja w Catalyst Browse raczej nie sprawdzi się w profesjonalnych zastosowaniach czy w filmach dla wymagających klientów. Tutaj niestety gimbal pozostanie niezastąpiony.

Jeśli jednak nie boisz się nieco stroboskopowego obrazu, nowy system stabilizacji w programie Catalyst Browse to rewolucja.

Jestem przekonany, że zobaczymy go w nadchodzącym Sony A7 IV, jak i w każdym kolejnym zaawansowanym aparacie Sony. Póki co konkurencja nie ma żadnej odpowiedzi na takie rozwiązanie.

Jestem ciekaw, czy docelowo uda się zaszyć cały mechanizm stabilizacji wewnątrz aparatu, bez konieczności posiłkowania się zewnętrznymi programami. Spodziewam się jednak, że nie nastąpi to szybko, bo nawet mocne komputery potrzebują mnóstwo czasu na nałożenie stabilizacji.