Tech  /  Artykuł

Zabronili pieszym patrzeć na smartfony, a powinni zabronić kierowcom patrzeć na zegarki

Picture of the author

Wchodzące dziś w życie przepisy, zabraniające pieszym korzystania ze smartfonów na pasach, są niemal kompletnie bezzasadne. Badania pokazują, że to kierowcom trzeba… zabrać zegarki.

Od dziś w całym kraju weszły w życie nowe przepisy ruchu drogowego, w tym dwa mające szczególne znaczenie dla pieszych:

  • pieszy ma pierwszeństwo, gdy zbliża się do przejścia (a nie jak dotychczas, dopiero gdy na nie wejdzie),
  • pieszemu zabrania się korzystać z telefonu, słuchawek i innych urządzeń elektronicznych podczas przechodzenia przez jezdnię.

Taki bat na kierowców i maść na ból wiadomej części ciała w jednym. Głosy kierowców rozbrzmiewające od rana w Internecie są dość jednogłośnie oburzone - od teraz na drogach czeka nas apokalipsa, a piesi będą wchodzić na jezdnię jak im się będzie żywnie podobać. Kierowca zaś - o zgrozo! - będzie musiał zachować szczególną ostrożność dojeżdżając do przejścia dla pieszych. Co prawda zawsze musiał, ale teraz to co co innego!

Biorąc pod uwagę fakt, że znakomita większość wypadków na przejściach dla pieszych wynika z niedostosowania prędkości przez kierowcę, pierwszy nowy przepis jest jak najbardziej zasadny.

Źródło: Krajowa Rada Bezpieczeństwa Drogowego

Drugi przepis jest z kolei kompletną bzdurą, bo według raportu Resortu Infrastruktury, raptem 5 proc. przechodniów korzysta na pasach z telefonu, a raptem 1 proc. ze słuchawek.

Źródło: Krajowa Rada Bezpieczeństwa Drogowego

Nie ma więc żadnych wątpliwości, że przepis ten został stworzony tylko po to, by jakoś złagodzić łzy kierowców, po nałożeniu na nich ograniczeń. Skoro oni mają źle, to piesi też muszą mieć (choć trochę) źle. I dla jasności: piszę to przede wszystkim jako kierowca.

Źródło: Krajowa Rada Bezpieczeństwa Drogowego

Podczas gdy u nas policja będzie karać mandatami w wysokości od 50 do 100 zł za coś, czego 95 proc. społeczeństwa i tak nie robi, kanadyjskie Ministerstwo Transportu sugeruje zupełnie coś innego - to kierowcom powinno się zabronić… patrzenia na zegarki.

Smartwatch za kierownicą jest gorszy od telefonu. Są na to badania.

Laboratorium HEC Montreal Tech3Lab, specjalizujące się w badaniu zależności między człowiekiem a technologią, przeprowadziło bardzo ciekawy eksperyment. Naukowcy posadzili 31 kierowców w symulatorze jazdy i postawili w czerech różnych scenariuszach odbierania powiadomień i odpowiedzi:

  • na smartfonie z odpowiedzią głosową
  • na smartwatchu z odpowiedzią głosową
  • przez zestaw głośnomówiący z odpowiedzią głosową
  • na smartfonie lub smartwatchu z odpowiedzią tekstową

Wyniki eksperymentu były jednoznaczne. Bezsprzecznie najbardziej niebezpieczne jest odpowiadanie na powiadomienia odpisując na smartfonie. Bezsprzecznie najbezpieczniejszą metodą odbierania powiadomień jest asystent głosowy, odczytujący je na głos i podyktowanie odpowiedzi.

Co ciekawe jednak, badacze odkryli, iż smartwatche są bardziej rozpraszające niż smartfony - niezależnie od tego, czy odpowiadamy na powiadomienie głosowo, czy tekstowo.

Różnica w zachowaniu wynikała z faktu, iż wzrok kierowców był mniej skupiony na drodze podczas odbierania powiadomienia na smartwatchu. Opis badania nie precyzuje dokładnej przyczyny tego stanu rzeczy, ale można ją z łatwością wywnioskować - smartwatch ma znacznie mniejszy ekran, więc nie dość, że trudniej odczytać na nim treść powiadomienia, to jeszcze z racji ułożenia zegarka na nadgarstku musimy albo wykonać znaczny ruch głową w stronę ręki, albo unieść rękę na wysokość wzroku, potencjalnie zasłaniając sobie widok na jezdnię.

Ktoś powie - przecież mało kto ma smartwatcha! A ja powiem - guzik prawda.

W samej tylko Ameryce Północnej już dziś 1/6 zcyfryzowanej populacji posiada urządzenie ubieralne, smartwatch lub opaskę. Nie dysponujemy niestety podobną statystyką na Polskę, ale patrząc na to, jak ogromną popularnością cieszą się u nas smartbandy Xiaomi i Huawei oraz niedrogie smartwatche, można śmiało założyć, że odsetek jest dość podobny.

Smartwatch w samochodzie stanowi zagrożenie. Aż dziw, że producenci o tym nie pomyśleli.

W każdym współczesnym smartfonie można dziś włączyć tryb samochodowy, ograniczający użyteczność smartfona i „rozpraszacze” w czasie jazdy. W przypadku smartfonów z Androidem możemy skorzystać z aplikacji Android Auto, nawet jeśli nasz samochód nie jest z nią kompatybilny, wyświetlając niezbędne w czasie jazdy funkcje w formie dużych, wygodnych kafli i włączając asystenta głosowego, który odczytuje nam powiadomienia.

Żaden smartwatch nie oferuje takiego trybu. Nawet najlepszy i najpopularniejszy inteligentny zegarek na świecie - Apple Watch - będzie przeszkadzał kierowcy w trakcie jazdy, jeśli ten samodzielnie nie włączy trybu „nie przeszkadzać”.

Nietrudno wyobrazić sobie potencjalne implikacje takiego rozproszenia w czasie jazdy przez miasto, w korelacji z nowymi przepisami. Prosta sytuacja - poranny dojazd do pracy. Pieszy zbliża się do przejścia przez jezdnię, słusznie zakładając, że ma pierwszeństwo, więc nadjeżdżający kierowca zatrzyma się i go przepuści. Kierowca zaś, nawet jeśli zachowuje odpowiednią prędkość, w danej chwili otrzymuje powiadomienie na zegarek - przechyla głowę, by je odczytać, odwraca na sekundę wzrok od jezdni i nie zauważa pieszego, który właśnie wchodzi na pasy.

To bardzo realny scenariusz, nie mniej realny od kierowcy odpisującego w trakcie jazdy na wiadomość tekstową na telefonie czy trzymającego kierownicę jedną ręką, bo drugą rozmawia przez telefon bez zestawu głośnomówiącego.

Z takimi zachowaniami powinny walczyć przepisy, bo na ten moment nie robią tego dość skutecznie, tak samo jak nie dość skutecznie karają kierowców za jazdę „szybką, ale bezpieczną” przez miasto. Tymczasem w świat idzie dziś zupełnie inna narracja - ci źli okropni piesi włażą na pasy bez uwagi, bo gapią się w ekrany smartfonów i trzeba ich za to karać. Nawet jeśli to kompletna bzdura.