Gry  /  Artykuł

Microsoft chwali się: Japonia rynkiem największych wzrostów Xboksa. Urocze, ale warto przytoczyć konkretne liczby

Xbox Series z rekordowym wzrostem w Japonii - urocze, ale co z tego

Sukces! Szampan! Microsoft chwali się, że Japonia to rynek z najszybszymi wzrostami sprzedaży platform Xbox Series. Według korporacji ostatnie 12 miesięcy to czas rekordowych wzrostów dla ich platformy w tym regionie. Gratulacje! Tyle tylko, że… to wciąż nic nie znaczy.

Jeremy Hinton to człowiek na bardzo trudnym stanowisku. Pracownik Microsoftu odpowiada za Xboksa w Azji, z Japonią będącą kluczowym rynkiem regionu. Trud pracy Hintona wynika z preferencji japońskich graczy - bardzo konserwatywnych i przywiązanych do własnych marek. W Japonii od dekad rządzi Nintendo i PlayStation. Microsoftowi nigdy nie udało się zdobyć szerokiej sympatii konsumentów, mimo kilku prób i solidnego zaplecza finansowego. Xbox w Japonii to kompletny margines.

Mimo tego pracownik Microsoftu ogłasza sukces. Japonia ma być rynkiem z najszybszym wzrostem platform Xbox Series.

W wywiadzie z japońską redakcją IGN Jeremy Hinton mówi wprost: Japonia to rynek naszego najszybszego wzrostu w ujęciu globalnym. Szef Xbox Asia podkreśla, że ostatni rok przyniósł Xboksowi rekordowy napływ japońskich użytkowników. Gracze mają wybierać Xboksa wcześniej niż kiedykolwiek, a do tego korzystają z takich usug jak Game Pass. Ten wzrost widać także w segmencie akcesoriów - słuchawek, kontrolerów i tak dalej.

Hinton podkreśla: wielu japońskich graczy wybiera Xboksa po raz pierwszy w życiu, nie mając wcześniej do czynienia z amerykańskim ekosystemem gier wideo. Ponadto zdaniem Hintona duża część graczy wraca do Xboksa po tym, jak Xbox One poprzedniej generacji okazał się sprzedażową porażką, ale wcześniej korzystali z Xboksa 360. Szef regionalnych struktur Xboksa rysuje analogię między generacjami Series i 360, wskazując Xboksa 360 jako względny sukces na japońskim rynku. Tyle tylko, że X360 nigdy nie był sukcesem w Japonii. Nawet umiarkowanym.

Microsoft ma to nieszczęście, że na japońskim rynku prowadzi się dokładny monitoring sprzedaży konsol. Spójrzmy na liczby.

Od momentu premiery, Xbox Series X znalazł 34 003 japońskich nabywców. Po Xboksa Series S sięgnęło z kolei 12 130 osób. Łącznie daje nam to nieco ponad 46 000 użytkowników platformy Xbox Series w Japonii. Wszystko to w pół roku od premiery. Dla porównania, Xbox One znalazł 115 000 nabywców w ciągu całego swojego japońskiego cyklu życia. Dynamika sprzedaży zdecydowanie jest więc po stronie nowej generacji Xboksa. Czyli sukces? Nie bardzo.

Wystarczy porównać sprzedaż Xboksa Series z PlayStation 5, aby zobaczyć, jak trudnym rynkiem dla Microsoftu jest Japonia. Sony sprzedało tutaj ponad 800 000 PS5 w ciągu pół roku, przy większych niż przypadku Microsoftu problemów z zaopatrzeniem sklepów. Dokonując szerokiego uogólnienia, na jednego Xboksa Series w Japonii przypada siedemnaście PlayStation 5. Siedemnaście. Dysproporcja jest więc gigantyczna.

Obraz staje się jeszcze pełniejszy, gdy dodamy do równania Nintendo. W cztery lata od premiery handheld Nintendo Switch (wraz z wersją Lite) znalazł ponad 20 000 000 nabywców. Xbox znajduje się na samym dole podium w walce o japońskie serca i portfele, z kolei tempo sprzedaży Series nie sugeruje, aby sytuacja miała się diametralnie poprawić. Xbox to japoński margines. Jego poszerzenie o milimetr w tę czy tamtą stronę nie zmienia sytuacji.

  • Nintendo Switch w Japonii (ok. cztery lata na rynku): 20 000 000 pudełek
  • PlayStation 5 w Japonii (ok. pół roku na rynku): 800 000 pudełek
  • Xbox Series w Japonii (ok. pół roku na rynku): 46 000 pudełek

Oczywiście Jeremy Hinton nie mija się z prawdą, gdy mówi o rekordowym wzroście Xboksa Series na japońskim rynku. Trudno nie mieć jednak wrażenia, że Xbox Series w Japonii konkuruje głównie z... Xboksem One. Sony i Nintendo są bowiem kompletnie poza zasięgiem ciosu Microsoftu. Amerykańska korporacja sama wyznaczyła sobie ring, wskazała rywala oraz napisała regulamin, aby odważnie wymachiwać pięściami w powietrzu, a następnie odtrąbić sukces. Taka zabawa jest niezwykle kosztowna. Gdyby nie bogactwo Microsoftu zbudowane na Azure czy Office, Xbox musiałby pakować swoje manatki podobnie jak Sega.

Microsoft może odnieść sukces w Japonii i Azji. Jednak nie przy pomocy konsoli Xbox.

Phil Spencer, Jeremy Hinton i reszta gamingowego skrzydła Microsoftu może trafić w osobliwe japońskie gusta zupełnie innym produktem. Chodzi o xCloud. Platforma strumieniowania obrazu z gier idzie w parze z zamiłowaniem Japończyków do mobilnego grania. Gdy ci nie bawią się na Switchach i 3DS-ach, nagminnie grają na smartfonach. To właśnie gigantyczna okazja dla Microsoftu, posiadającego świetną infrastrukturę sieciową oraz odpowiednią technologię.

To nie przypadek, że w bibliotece usługi Game Pass, z którą powiązane jest xCloud, znajdują się takie serie jak Yakuza, Dragon Quest, Final Fantasy, Nier, Octopath Traveler, Tales of czy Resident Evil. Przedstawiciele Microsoftu od dłuższego czasu zacieśniają więzi z japońskimi deweloperami, nie oszczędzając dolarów na obecność ich dzieł w Game Passie. Poza oczywistą dywersyfikacją abonamentowej biblioteki chodzi również o pozyskanie uwagi azjatyckiego konsumenta.

Microsoft jest jednak dopiero na początku walki o japońskiego gracza w wersji 10.0. Na jego drodze wyrasta z kolei niesamowicie wiele przeciwności. Problemem - poza dominującą pozycją Sony i Nintendo - są także sami japońscy gracze. Ci od lat byli wierni swoim narodowym twórcom i producentom. Japońskie decyzje zakupowe w gigantycznej mierze wynikają z tradycji i przyzwyczajenia. Zmiana na tym obszarze może być równie trudna co zabranie Sony opaski globalnego lidera. O ile nie trudniejsza.