Tech  /  Felieton

Ręce opadają. iPad Pro stał się najbardziej bezsensownym produktem w portfolio Apple'a

Picture of the author

Powód, dla którego iPad Pro nadal nie będzie profesjonalnym komputerem, na jaki liczyliśmy, można zawrzeć w jednym słowie: kasa.

Wczorajsze jęki rozczarowania fanów giganta z Cupertino można przyrównać chyba tylko do jęków rozczarowania towarzyszących meczom polskiej reprezentacji w piłce nożnej. Oczekiwania były ogromne. Wszyscy - w tym i ja - myśleliśmy sobie: „niemożliwe, żeby Apple stworzył iPada Pro z czipem M1 i 16 GB RAM bez jakiegoś większego planu!”. Każdy oczekiwał, że WWDC 2021 przyniesie rewolucję oprogramowania, profesjonalne aplikacje na iPada czy choćby da nam nadzieję na cokolwiek, co uzasadniałoby istnienie nowych iPadów Pro.

Tak się jednak nie stało, a najciekawszą nowością w iPadOS 15 jest… swobodne rozmieszczanie widgetów.

Apple to Apple. Z punktu widzenia biznesowego zamiana iPada Pro w komputer byłaby samobójstwem.

Po wczorajszej prezentacji macOS 12 Monterey rozumiem już, dlaczego iPad Pro nie stał się profesjonalnym komputerem, jakiego wszyscy oczekiwali. Dobitnie pokazała to funkcja Universal Control, która umożliwia wykorzystanie tych samych urządzeń wskazujących (myszki i klawiatury) między nawet trzema urządzeniami. Np. iMakiem, MacBookiem i iPadem.

Universal Control w macOS 12

Widząc, jak Craig Frederighi przeciąga obrazek z iPada na iMaca olśniło mnie - Apple nie może sobie pozwolić na to, by zrobić z iPada komputer. Byłoby to biznesowe samobójstwo.

Pomyślcie tylko - czysto teoretycznie iPad Pro ma taką samą wydajność jak nowy iMac 24. Kosztuje jednak od niego znacznie mniej. Można do niego dokupić stację dokującą Thunderbolt, przyzwoity monitor i… dalej będzie kosztował mniej od iMaca, a nawet mniej od porządnie wyposażonego MacBooka Pro.

Innymi słowy, wielu ludziom iPad zastąpiłby inne urządzenia. I nie mówię tylko o zastosowaniach domowych, ale także profesjonalnych, bo komputery z czipami M1 już zdążyły pokazać, że są zdolne podołać profesjonalnym wyzwaniom.

A Apple nie chce, żeby jego konsumenci używali tylko jednego komputera. Apple chce, żeby jego konsumenci, a zwłaszcza prosumenci, używali trzech komputerów.

Chcesz super-poręczne urządzenie, z którym wygodnie usiądziesz na kanapie, naszkicujesz projekt albo wykorzystasz podczas niezbyt zaawansowanej pracy w terenie? Kup iPada Pro.

Och, potrzebujesz profesjonalnych aplikacji, jak Final Cut, Logic czy Xcode? No to nie wydurniaj się, gdzie będziesz pracował na iPadzie Pro - nie, nie, nie, do tak poważnych zadań potrzebujesz MacBooka Pro.

Ach, za mało mocy? Potrzebujesz większego ekranu? No to nie ma innej opcji, potrzebujesz jeszcze iMaca.

I to nic, że każdy z tych komputerów ma obecnie z grubsza te same podzespoły i tę samą wydajność. Apple, stosując sztuczne ograniczenia w oprogramowaniu, celowo tworzy podział, który przyniesie firmie więcej pieniędzy.

Ach, a jeśli kupiłeś iPada Pro w przedsprzedaży i myślisz o zwrocie... cóż, mam złe wieści. 14 dni, w czasie których Apple pozwala na zwrot zakupionego sprzętu, minęło tuż przed WWDC 2021. CÓŻ ZA PRZYPADEK.

iPad Pro mógłby być twoim jedynym komputerem. Ale nie będzie, bo Apple na to nie pozwoli.

iPad Pro w obecnej postaci ma potencjał, by być jedynym komputerem, jakiego potrzebuje większość użytkowników. Spójrzmy na Microsoft Surface - tam koncepcja tabletu, który może stać się laptopem, a nawet desktopem, spisuje się doskonale. Nie ma żadnego powodu, by ta sama koncepcja nie sprawdziła się w przypadku iPada Pro.

Apple jednak dmucha na zimne i zamiast potencjalnie kanibalizować sprzedaż Maców, kontynuuje ograniczanie iPadów. To jest ruch tak bardzo w stylu Apple’a, że ręce opadają.

Ktoś zapyta - to po co w takim razie czip M1 w iPadzie Pro? A mi pozostanie bezradnie rozłożyć ręce, bo szczerze mówiąc: nie mam pojęcia. Z praktycznego punktu widzenia, bez radykalnych zmian w iPadOS 15, nie istnieje żaden powód, by iPad Pro miał tak ogromną moc obliczeniową. Tym bardziej, że nadal żadna aplikacja nie może jej w pełni wykorzystać, bo o ile nic się nie zmieni w „bebechach” iPadOS 15, to aplikacje nadal będą mogły wykorzystywać góra 5 GB RAM-u.

Jedyny realny powód, jaki przychodzi mi do głowy, to optymalizacja procesu technologicznego i wynikające z niej cięcia kosztów. Apple, produkując te same czipy M1 dla MacBooków, Maców, iMaców i iPadów prawdopodobnie oszczędza mnóstwo pieniędzy. Nie zdziwiłbym się, gdyby z czasem Apple zaczął wsadzać te same SoC do komputerów i iPhone’ów, właśnie w ramach optymalizacji produkcji.

Póki co jednak, jeżeli kupiłeś nowego iPada Pro z czipem M1 - trochę współczuję. To świetna maszyna, która już dziś pozwala robić niezwykłe rzeczy. Jednak to również maszyna, której twórcy sztucznie zablokowali potencjał i uczynili najbardziej bezsensownym, przepłaconym produktem w swoim portfolio.