Tech  /  Lokowanie produktu

Spędziłem majówkę biegając bez maseczki i bez sprawdzania pogody. Teraz muszę sobie odpowiedzieć na jedno pytanie

Picture of the author

Miałem kiedyś bieżnię w domu. Uwielbiałem ją i korzystałem z niej regularnie, ale niestety przed tym sezonem musiałem się jej pozbyć. Tęskniłem za nią i tęskniłem, aż niedawno odebrałem od kuriera paczkę, która miała rozwiązać moje problemy.

Jakie problemy? Takie, które zna każdy, kto miał bieżnię albo rozważał jej zakup - moja dotychczasowa bieżnia była po prostu zbyt wielka jak na moje możliwości mieszkaniowe. Dało się ją złożyć, owszem, ale i tak zajmowała masę miejsca. Przy każdym jej rozkładaniu trzeba było z kolei przekładać wszystkie przedmioty, które wyrosły dookoła. Do tego wyglądała, cóż, jak bieżnia, a więc zdecydowanie nie była piękna i opcja postawienia jej w salonie - gdzie jest trochę więcej miejsca - nie wchodziła w grę.

Ostatecznie bieżnia opuściła mój dom i trafiła do innej osoby z mojej rodziny, która miała ją gdzie wstawić. A ja tęskniłem za taki sprzętem do biegania, bo tu COVID i maseczki, tam deszcz, śnieg i wiatr, a czasem po prostu ma się te 15-30 minut i chciałoby się pobiegać albo przynajmniej pomaszerować bez całego rytuału ubierania się na chłód i niepogodę.

I wtedy odebrałem od kuriera paczkę. A właściwie to dwie.

Zacznijmy od tej, która była dla mnie najciekawsza. Czyli od tej, w której wnętrzu znajdowała się bieżnia Xiaomi Walkingpad R1 Pro. Jeśli ktoś na podstawie powyższego zdjęcia zasugeruje, że to niemożliwe, żeby w środku zmieściła się bieżnia, to od razu uprzedzam - w środku jak najbardziej jest bieżnia, a jej kompaktowy rozmiar to właśnie jeden z jej najbardziej intrygujących dla mnie aspektów.

Bieżnia wyjęta z opakowania (wiele tam do skręcania nie ma - w zasadzie jest od razu gotowa do zabawy) wygląda bowiem tak:

W skrócie: jest naprawdę niewielka. W porównaniu do klasycznych bieżni - wręcz malutka. W wersji pełnej: w takim stanie, jak na zdjęciu powyżej, mierzy sobie zaledwie 980 x 720 x 155 mm. Można ją więc bez trudu wcisnąć za kanapę czy gdzieś z boku salonu, żeby nie przeszkadzała - zresztą wygląda i tak dużo lepiej od większości standardowych bieżni, więc na czas testów nawet przesadnie jej nie chowałem.

Jeśli jednak ktoś zamierza ją chować - nie ma problemu. Na spodzie bieżni znajdują się niewielkie kółka, które pomogą w transporcie. Sprawdzałem przy tym mobilność całego sprzętu na mojej mamie i żonie, i poradziły sobie z całym procesem składania, rozkładania i przewożenia Walkingpad R1 Pro bez najmniejszych problemów. I to nawet pomimo tego, że bieżnia waży 38 kg, a moja żona... cóż, niewiele więcej.

Jak to się rozkłada?

Banalnie prosto - odkręcamy zabezpieczenia uchwytu (zwykłe pokrętła, żadnych narzędzi) i stawiamy uchwyt do pionu, po czym z powrotem dokręcamy blokady i podnosimy górną część platformy biegowej, aż ta rozłoży się do swoich pełnych wymiarów:

I gotowe. Pozostaje nam tylko wyregulować wysokość uchwytu (dwie srebrne klamry po bokach), sprawdzić, czy pas biegowy jest wyśrodkowany (i ewentualnie wycentrować go z pomocą imbusa dołączanego do zestawu), podłączyć klucz bezpieczeństwa i można biegać.

Przy czym Xiaomi Walkingpad R1 Pro ma dwa tryby pracy - bieganie (do 10 km/h) i marsz (do 6 km/h). Ten pierwszy tryb aktywuje się poprzez ustawienie uchwytu pionowo, tak jak na obrazku powyżej. Tryb marszu aktywuje się przez maksymalne wyciągnięcie uchwytu i położenie go poziomo wzdłuż (czy raczej dookoła) bieżni.

Jak się tym steruje?

Opcje są właściwie trzy.

Pierwszą jest sterowanie z wykorzystaniem pilota zdalnego sterowania (jest w zestawie) i przyznaję, że było to moje ulubione rozwiązanie.

Do pilota jest dołączany gumowy pasek, dzięki któremu można bez obaw biegać z nim w ręce.

Wielkiej filozofii tutaj nie ma, a wykorzystywać będziemy głównie trzy przyciski na górze. Środkowy włącza ruch bieżni, górny podnosi prędkość o 0,5 km/h, dolny z kolei obniża ją o taką samą wartość. Zero kombinowania. Prędkość, dystans i czas wyświetlane są na ekranie bieżni, więc nie musimy sięgać nawet po smartfona. Choć jak najbardziej możemy.

Drugą metodą obsługi bieżni jest obsługa za pośrednictwem aplikacji KS fit - przy czym smartfona (albo tablet) możemy bez problemu umieścić w specjalnym uchwycie na szczycie... uchwytu. Sprawdziłem na swoim telefonie i nie wypadł podczas maszerowania i biegania.

Samo sterowanie to jednak nie wszystko, co potrafi aplikacja. Znajdziemy tutaj m.in. statystyki dotyczące naszych treningów, zaawansowane ustawienia (takie jak np. ograniczenie maksymalnej prędkości bieżni) oraz - w aplikacji dla Androida - plany treningowe, żeby mieć motywację do biegania.

Trzecią opcją jest tzw. tryb automatyczny, dostępny wyłącznie w trybie maszerowania. Umożliwia on zmianę prędkości bez sięgania po pilota lub smartfona. Jeśli chcemy biec szybciej - ustawiamy się bliżej przedniej części pasa biegowego. Jeśli wolniej - bliżej jego tylnej części.

W ten sam sposób możemy też bieżnię zatrzymać (stając na końcu pasa) albo uruchomić (stając na jego początku).

Jak się na tym biega i maszeruje?

Zaskakująco przyjemnie, biorąc pod uwagę kompaktowe wymiary i system składania. Tym bardziej, że załamanie w punkcie składania platformy bieżni jest nieodczuwalne nawet w obuwiu bez wielkiej amortyzacji. Dopiero jeśli maszerujemy na boso, można je wyczuć, ale przemaszerowałem tak chyba kilkanaście kilometrów i po pewnym czasie po prostu o nim zapomniałem.

Całość, pomimo zaledwie 38 kg masy, jest też wystarczająco stabilna, a pas biegowy (44 cm) - wystarczająco szeroki. Biegałem na R1 Pro z jej maksymalną prędkością przez dłuższy czas i ani razu nie zabrakło mi miejsca. Tym bardziej nie brakowało go żonie, która preferowała jednak niższe tempo. Jeśli z kolei ktoś będzie chciał po prostu pospacerować (minimalna prędkość - 0,5 km/h), to na pewno nie będzie miał powodów do narzekania.

Narzekać nie powinni też domownicy. Żadna bieżnia nie jest wprawdzie bezgłośna, ale podczas spacerowania R1 Pro nie wydaje zbyt wielu zbędnych odgłosów. Głośniej robi się podczas truchtania, ale wtedy głównym źródłem hałasu jesteśmy my, skaczący po desce biegowej. Część odgłosów da się ograniczyć przez zastosowanie maty, ale z pewną dawką hałasu trzeba się liczyć.

Co do wydajności silnika (1,25 KM) - nie mam żadnych zarzutów. Bieganie przez godzinę z maksymalną prędkością nie wpływało przesadnie na jego pracę i utrzymywał stałe tempo.

Ach - maksymalna masa użytkownika to 110 kg.

Co jest w R1 Pro najlepsze?

W przypadku mojego niezbyt dużego domu - to, że można ją zmieścić prawie gdziekolwiek, a do tego, jeśli już nawet trochę z tego schowka wystaje, to nie szpeci salonu. A konsekwencje tego są dość oczywiste - zawsze mamy bieżnię pod ręką, możemy ją sobie w dwie minuty rozłożyć i przynajmniej pomaszerować, zamiast zalegać z pilotem przed kanapą.

Nie będę przy tym ukrywał - dla mnie bieżnia Walkingpad R1 Pro była trochę zbyt wolna. Ale dla żony było to idealne rozwiązanie - zresztą prawdopodobnie sprawię też właśnie taki sprzęt mamie, która po „marszu próbnym” była zachwycona. A na pełnowymiarową bieżnię na pewno nie ma miejsca w salonie.

A skoro o pełnowymiarowych bieżniach i wyższych prędkościach mowa...

To w drugiej paczce, którą odebrałem tego samego dnia, była bieżnia Xiaomi Walkingpad K12. Czyli coś dla tych, którzy mają trochę więcej miejsca i oczekują trochę większego wycisku.

Walkingpad K12 niestety nie ma możliwości składania jak R1 Pro - przychodzi w jednym kawałku i w jednym kawałku zostaje. Jest za to niesamowicie cienka - w najgrubszym miejscu mierzy sobie zaledwie 14 cm. Masa jest właściwie taka sama - 39 kg. Dla mnie nie było to wielkie obciążenie, ale żona zdecydowanie wolała wędrować po domu z walizeczką w postaci R1 Pro.

Kółka transportowe w Walkingpad K12 jak najbardziej też są - można przewozić bieżnię do woli.

Sama obsługa jest przy tym równie prosta, co w przypadku K12 - stawiamy uchwyt, włączamy aplikację lub pilota (jest też tryb automatyczny) i ruszamy do biegania lub maszerowania). Przy czym tutaj pilot jest bardziej rozbudowany i wyposażono go w wyświetlacz:

Co więc jest największą różnicą?

Maksymalna prędkość. W przypadku R1 Pro to 10 km/h, czyli 6:00 min/km. Walkingpad K12 to już 12 km/h, a więc równe 5:00 min/km - wieloletni biegacze pewnie nie zrobią na tym interwałów, ale do spokojnych wybiegań K12 powinna wystarczyć (dla mnie była wystarczająca). Początkujący będą mieli z kolei pewnie sporo trudności, żeby nadążyć za maksymalną prędkością pasa bieżni.

Przy okazji - z racji większej maksymalnej prędkości K12 ma szerszy pas - 48 cm zamiast 44 cm.

I jak się na tym biega?

Wymiary bieżni - 153 x 79,2 x 139 cm

Dobrze, a nawet bardzo dobrze. K12 męczyłem głównie w okolicach maksymalnej prędkości i ani razu nie miałem z nią większych problemów. Nie bujała się na boki, nie trzeszczała, nie wydawała żadnych niepokojących odgłosów - wydawała wyłącznie te, których można się spodziewać po elektrycznej bieżni, czyli szum pasa, dźwięk silnika i oczywiście tupot stóp.

Sama bieżnia szybko też reaguje na polecenia wydawane pilotem (obsługiwałem ją głównie w taki sposób), więc jeśli ktoś chce poćwiczyć interwały do prędkości 12 km/h - proszę bardzo. Nikt nie powinien też narzekać na sztywność płyty biegowej - amortyzacja jest na tyle w porządku, że nawet w niezbyt amortyzowanych butach da się biegać godzinę i dłużej bez większego problemu.

Którą bym wybrał?

I tutaj miałbym ogromny dylemat. Bliższa mi pod względem prędkości jest K12, na której bez problemu mógłbym wybiegać mroźniejsze miesiące zimowe czy inne deszczowe dni w ciągu roku. Na dobrą sprawę mógłbym ją nawet zmieścić pod stolikiem kawowym w salonie, więc nie zajmowałaby zbyt dużo miejsca.

Z drugiej strony R1 Pro kusi swoimi jeszcze mniejszymi wymiarami i składalnością. Raczej nie nabiegałbym się na niej przesadnie, ale już żona wydawała się usatysfakcjonowana (a przynajmniej mocno spocona), a ja z kolei mógłbym przynajmniej pomaszerować podczas filmowych seansów, bo leżenia na kanapie nie jestem po prostu w stanie znieść. Kto wie, może nawet przystosowałbym biuro do tego, żeby jak najwięcej czasu spędzić chodząc, a nie siedząc na krześle w różnych dziwnych pozycjach?

Ile to kosztuje?

Jeśli chodzi o Walkingpad R1 Pro, to aktualna cena wynosi 2590 zł. Za Walkingpad K12 trzeba zapłacić o 100 zł więcej, przy czym mowa o polskiej dystrybucji, z polskim wsparciem, serwisem gwarancyjnym door to door i możliwością rozłożenia zakupu na raty (i zniżką 100 zł po wpisaniu kodu SPIDERSWEB). Różnica w cenie jest więc minimalna - trzeba się po prostu zastanowić, na czym zależy nam bardziej. Na ultra-kompaktowej budowie, czy może na wyższej prędkości?

W sumie to sam muszę sobie teraz odpowiedzieć na to pytanie...

* Materiał powstał we współpracy z marką Walkingpad.

przeczytaj następny tekst