Tech  /  Felieton

Nienawidzę tego, jak bardzo go lubię. 5 wad Apple Watcha po miesiącu użytkowania

Picture of the author

Po latach ze smartwatchami wszelkiej maści i jakości, kupiłem Apple Watcha. Noszę go już miesiąc i chociaż generalnie jestem bardzo zadowolony, jest kilka rzeczy, które działają mi na nerwy.

Broniłem się przed tym ruchem od ponad roku, ale w końcu uległem - kupiłem Apple Watcha i nie mam cienia wątpliwości, że był to dobry zakup. Jeśli masz iPhone’a, nie istnieje bardziej dopasowany do niego smartwatch i mówię to jako ktoś, kto przez ostatni rok nosił na nadgarstku Garmina Fenix 6. Testowałem też zegarki z Wear OS i chyba każdy inny, jaki da się podłączyć do iPhone’a - żaden nie ma podejścia do Apple Watcha, jeśli chodzi o możliwości i synergię z całym ekosystemem Apple’a.

Zdecydowałem się na Series 6 40 mm w wersji z LTE i tego również nie żałuję. Mniejsza koperta o wiele lepiej prezentuje się na moim szczupłym nadgarstku niż wariant 44 mm, a LTE przyda się podczas jazdy na rowerze czy biegania, bo telefon będzie mógł zostać w domu. Nieco obawiałem się krótszego czasu pracy, ale niepotrzebnie: 40-milimetrowy Apple Watch bez wysiłku wytrzymuje mi cały dzień, zawsze z zapasem 30-40 proc. Oczywiście na tle Garmina, którego miałem wcześniej, to żałośnie niski wynik, ale i tak jest lepiej niż się spodziewałem.

Apple Watch - lista wad

Po miesiącu znakomita większość cech i przywar Apple Watcha mi się podoba. Co najważniejsze, działa on tak dobrze i tak bezproblemowo, że w zasadzie przestałem myśleć o tym, że noszę smartwatch. Żadnych problemów z działaniem, żadnego zrywania połączenia - Apple Watch po prostu działa i spełnia swoje zadania.

Jest jednak kilka kwestii, które czasem doprowadzają mnie do szału i sprawiają, że myślę sobie, iż moje życie byłoby lepsze bez smart zegarka od Apple’a.

Wada nr 1 - jakość wykonania.

Kupując Apple Watcha w wersji aluminiowej doskonale wiedziałem, że kupuję zegarek, łagodnie rzecz ujmując, delikatny. Po miesiącu z Apple Watchem na nadgarstku nadal nie mogę przeboleć, jak podatna na uszkodzenia jest ta konstrukcja.

Być może pół życia noszenia analogowych zegarków i ostatni rok z Fenixem 6 nieco mnie rozpieściły, ale zasadniczo uważam, że zakładanie etui czy szkła ochronnego na zegarek to jakaś kosmiczna aberracja. Abominacja. Ohyda. Błąd w matrixie. Pomyślałem sobie, zakładając mojego Apple Watcha po raz pierwszy, że nie upadnę tak nisko i nie włożę relatywnie drogiego zegarka w kawałek taniej gumy. Tydzień później Apple Watch wylądował w etui, miesiąc później przykleiłem szkło hartowane na ekran.

Było to konieczne, bo wystarczyło nieopatrzne puknięcie zegarkiem o zlew w czasie mycia naczyń i kilka tygodni aktywności, by na kopercie i ekranie zaczęły pojawiać się pierwsze mikrorysy. Wiedziałem, że jeśli nie włożę zegarka w strój ochronny, będzie tylko gorzej.

Rzecz jest o tyle smutna, iż mój Garmin Fenix 6 po roku naprawdę intensywnego użytkowania bez żadnej ochrony wyglądał prawie jak nowy, ot kilka rysek na bezelu. Od kilku tygodni testowo używam również Galaxy Watcha 3 - on także nie sprawia wrażenia tak filigranowego, jak Apple Watch.

Ktoś powie, że mogłem kupić wersję ze stali nierdzewnej. Ja powiem, że religia mi zabrania kupna zegarka za takie pieniądze, który po 3-4 latach stanie się elektrośmieciem. Ale jeśli Apple rzeczywiście pokaże wzmacniany wariant Apple Watch Explorer Edition, ustawię się w kolejce.

Wada nr 2 - obsługa interfejsu.

Nie zrozummy się źle - Apple Watch jest bodajże najlepiej zaprojektowanym i przemyślanym smartwatchem, jeśli chodzi o interfejs i jego obsługę. Połączenie Digital Crown z pojedynczym przyciskiem i ekranem dotykowym sprawdza się doskonale… tyle że nie zawsze.

Po roku z Garminem Fenix 6 niesamowicie brakuje mi możliwości obsługi interfejsu bez miziania palcem po ekranie. Często chodzę w rękawiczkach ochronnych i wtedy obsługa Apple Watcha jest niemal niemożliwa. Będąc na plaży nie mam z kolei opcji, by nie dotykać ekranu palcami pokrytymi piachem, co z pewnością z czasem przyczyni się do powstawania rys na ekranie (dlatego nakleiłem szkło hartowane).

Pewien problem sprawia mi też obsługa Digital Crown, zarówno gdy zegarek jest w etui, jak i bez etui. Otóż jako osoba leworęczna, noszę zegarek na prawym nadgarstku. Korona jest więc ustawiona w kierunku ramienia, przez co trudniej ją wygodnie obrócić. Kiedy zaś konfiguruję zegarek tak, by nosić go koroną w stronę dłoni (wtedy korona jest na dolnej lewej stronie zegarka), przeszkadza mi ona podczas treningów. W każdym ćwiczeniu, które wymaga zgięcia dłoni (np. podczas robienia pompek), wciskam koronę powodując zatrzymanie treningu albo niechciany przegląd interfejsu.

Skoro zaś o treningach mowa…

Wada nr 3 - brak trybu treningu siłowego.

Tego braku kompletnie nie rozumiem. Apple Watch pozwala monitorować kilkanaście różnych typów treningu, ale próżno szukać w nim monitorowania treningu siłowego. Co najwyżej możemy monitorować HIIT (trening interwałowy), ale ten tryb i tak nie jest przesadnie użyteczny, bo robi to samo, co każdy inny - odmierza czas, tętno i kalorie.

W Apple Watchu bardzo brakuje trybu treningowego z prawdziwego zdarzenia, jakie znajdziemy w smartwatchach z Wear OS czy zegarkach Garmina. Takiego, który mierzyłby powtórzenia, pozwalał dodawać konkretne ćwiczenia, obciążenie i liczbę powtórzeń lub nawet - jak w Garminie - umożliwiał programowanie treningu, by potem na siłowni podążać za wskazaniami zegarka. Cholerka, byłbym ukontentowany, gdyby Apple Watch pozwalał mi chociażby mierzyć czas odpoczynku między seriami dedykowanym stoperem podczas monitorowania treningu. Ale tego też nie ma.

Oczywiście są aplikacje firm trzecich na Apple Watcha, które umożliwiają wszystkie powyższe funkcje. Jednak brak takiego trybu w najpopularniejszym fitnessowym zegarku świata jest co najmniej dziwaczny.

Wada nr 4 - aplikacja Apple Music.

Nie korzystam ze zbyt wielu aplikacji na Apple Watchu, ale te, z których korzystam, są w większości znakomite. Mam np. świetną apkę do odmierzania czasu podczas parzenia kawy w Aeropressie czy kapitalną nadgarstkową wersję Todoista, aplikacji z zadaniami. Korzystam też namiętnie z zegarkowego Spotify, by wybierać piosenki czy zmieniać playlisty, gdy telefonu nie ma pod ręką albo gdy myję naczynia i nie chcę go dotykać mokrymi palcami.

Ze wszystkich aplikacji na moim zegarku najgorszą jest ta od Apple’a. Apple Music działa i wygląda fatalnie, zwłaszcza na tle konkurencyjnego Spotify. Dotarcie do playlist czy albumów zajmuje o kilka przesunięć palcem więcej, interfejs jest prosty i niezbyt urodziwy, a co najgorsze aplikacja ma tendencję do przycinania. Najgorzej wygląda sytuacja, w której korzystam z odtwarzania przez AirPlay i potem nie rozłączę głośnika. Aplikacja na Apple Watch nie potrafi automatycznie rozpoznać, że mój Sonos nie jest aktywny i przy każdym przesunięciu palcem po ekranie playera wyświetla komunikat, że nie może połączyć z urządzeniem. Notorycznie nie działa też kontrolowanie głośności pokrętłem, podczas gdy w Spotify zawsze odbywa się to bez problemu.

Mam nadzieję, że wraz z planowanym nadejściem Apple Music HiFi doczekamy się też odświeżenia interfejsu aplikacji, a wraz z nim dopieszczenia wersji na Apple Watcha.

Wada nr 5 - Apple Watch to cyrograf.

Ok, to nie jest obiektywna wada sprzętowa, co raczej mój personalny problem z Apple Watchem. Otóż kupno Apple Watcha jest jednoznaczne z podpisaniem cyrografu z jego wytwórcą. Ten zegarek tak dobrze współgra z innymi sprzętami firmy, że kto raz spróbuje Apple Watcha, ten nigdy nie wraca. A przynajmniej nie słyszałem o kimkolwiek, kto mając Apple Watcha i wymieniłby go na zegarek innego producenta by sparować ze swoim iPhone’em.

To w znaczącej mierze wina Apple’a, który celowo ogranicza wytwórcom innych zegarków dostęp do funkcji systemowych, uniemożliwiając np. odpowiadanie na powiadomienia. Apple dobrze wie, że ma w rękach produkt, który jest drugą po iPhonie największą kurą znoszącą złote jaja w Cupertino. I zrobi wszystko, by żaden konkurent nie zagroził pozycji Apple Watcha jako najpopularniejszego zegarka na świecie.

Przeszkadza mi to o tyle, iż nie lubię poczucia zamknięcia w złotej klatce, a to właśnie Apple robi ze swoimi użytkownikami. I o ile mając samego iPhone’a czy nawet iPhone’a i MacBooka relatywnie łatwo jest porzucić złotą klatkę Apple’a, tak po kupieniu Apple Watcha szanse na to drastycznie spadają - bo żaden inny zegarek ani żaden inny ekosystem produktów nie oferuje takiej synergii, jak Apple Watch i inne sprzęty Apple’a.

Nienawidzę tego, jak bardzo lubię Apple Watcha.

Pomimo pięciu powyższych wad, które dość często dają się we znaki (a ostatnia często daje do myślenia), nie potrafię nie lubić Apple Watcha. Kocham ten zegarek czystą geekowską miłością i już po miesiącu widzę, że zmienia moje życie na lepsze swoimi możliwościami.

Nienawidzę jednak tego, że gdy za jakiś czas przyjdzie czas na zmianę telefonu, komputera czy samego zegarka, w głowie będę miał tylko jedną propozycję: od Apple’a. Nawet jeśli pojawi się smartfon, który polubię bardziej niż iPhone’a 12 Pro Max, nie kupię go, bo nie będzie pasował do Apple Watcha. Nawet jeśli pojawi się laptop lepszy od MacBooka Pro M1, nie kupię go, bo nie będzie pasował do iPhone’a z Watchem. A jeśli wady Apple Watcha zaczną mi doskwierać, albo okaże się on zbyt delikatny nawet w etui… i tak kupię Apple Watcha, bo żaden inny smartwatch nie może się z nim równać. Podpisałem cyrograf z Timem Cookiem i nienawidzę tego, jak bardzo mi się to podoba.