Gry  / Recenzja

Morderstwo na Erydianie to koniec przygody z The Outer Worlds - recenzja drugiego DLC

Picture of the author

Ponad rok czekaliśmy na drugie DLC do The Outer Worlds, czyli nowego RPG-a od twórców Fallout: New Vegas. Tym razem Obsidian Entertainment pozwoli nam się wcielić w detektywa, który musi rozwiązać zagadkę Morderstwa na Erydianie.

Najnowsze dzieło Obsidian Entertainment, studia specjalizującego się w grach z gatunku RPG, na pierwszy (i nawet na drugi) rzut oka przypomina do złudzenia wydanego przez tych samych ludzi Fallouta: New Vegas. W przypadku The Outer Worlds mamy jednak do czynienia z zupełnie nowym IP, które zabiera nas do przerysowanego świata przyszłości opanowanego przez chciwe korporacje.

The Outer Worlds nabija się z kapitalizmu, a jego akcja osadzona jest w systemie gwiezdnym o nazwie Arkadia. Gra trafiła do sprzedaży pod koniec 2019 r. i doczekała się od tego czasu dwóch dodatków. Pierwszy z nich, czyli Coś się czai na Gorgonie, wypuszczono po roku od premiery, a drugi, czyli Morderstwo na Erydianie miał premierę w ubiegłą środę, czyli 17 marca 2021 r.

Morderstwo na Erydianie — o co chodzi w drugim dodatku do The Outer Worlds?

Drugie i ostatnie DLC do The Outer Worlds daje graczom do dyspozycji zupełnie nową mapę i bazę wypadową dla drużyny. Kilkanaście questów, jakie przygotowano w ramach tego dodatku, da się przejść bez powracania do uprzednio odwiedzonych miejsc. Przejście całości zajmuje przy tym około 10 godzin, a rozgrywka nie jest sztucznie wydłużana zadaniami typu przynieś/podaj/pozamiataj.

Możemy przy tym liczyć na ciekawe nagrody i trzy nowe naukowe bronie, aczkolwiek większość z nich dostajemy dopiero pod sam koniec, więc jeśli ktoś już przeszedł The Outer Worlds i załadował jakiegoś starszego save’a tylko po to, by zagrać w dodatki, raczej się nimi nie nacieszy zbyt długo. Na szczęście samo gonienie króliczka jest całkiem przyjemne i bez nowego ekwipunktu.

Erydian składa się z kilku stref, a w ich centrum znajduje się luksusowy hotel, w którym doszło do morderstwa.

Kompleks na Erydianie składa się z kilku połaci ziemi, które dzięki odpowiednio skalibrowanym silnikom unoszą się w powietrzu nad gazami składającymi się na gazowego giganta. Przypomina to nieco Miasto w Chmurach z Gwiezdnych wojen oraz pomysł na świat przedstawiony, który mieli twórcy Bioshock: Infinite (wykreowali swego czasu podniebne miasto nazywane Columbią).

Zadaniem graczy, którzy odwiedzą Erydiana, jest ustalenie tożsamości zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć gwiazdy eterówki, którą była aktorka wcielająca się w niejaką Adriannę Arkadię w kryminałach w stylu noir. Tę misję zlecają nam lokalny administrator z korporacji Rizzo wraz z królującym w lokalnym półświatku szefem Podziemia PodŚwiatła. Obaj panowie podrzucają od razu kilka świeżych tropów.

Już na samym początku w ręce gracza trafia Amplifikator Rozbieżności.

Nowy przedmiot służy do odkrywania tropów poprzez badanie odchyleń od deterministycznej natury wszechświata (czy jakoś tak). Musimy włożyć go do jednego slota na broń, a gry tylko znajdziemy się w okolicy jakiegoś miejsca, które powinniśmy zbadać, gra nas o tym poinformuje. Po krótkim skanowaniu otwiera się menu dialogowe, w którym możemy odkrywać dodatkowy tropy.

Oprócz tej drobnej nowości rozgrywka w Morderstwie na Erydianie przebiega podobnie jak w podstawce i skupia się niezmiennie na dwóch filarach: walce oraz eksploracji w poszukiwaniu questów. Byłem przy tym mile zaskoczony tym, jak wiele (i to fajnych!) zadań udało się upchnąć na tym niewielkim obszarze i jestem przekonany, że drugie DLC spodoba się wszystkim dotychczasowym fanom.

Szkoda jedynie, że w połowie Morderstwa na Erydianie straciłem motywację do wbijania punktów doświadczenia.

W podstawce wbiłem maksymalny poziom doświadczenia na długo przed końcem gry (potem licznik przestaje działać i nie da się rozwijać postaci w nieskończoność). Niestety tak jak dodatki podnoszą maksymalny poziom o 3 każdy (ostatnio z 30 do 33, a teraz z 33 do 36), tak znowu mniej więcej w połowie dodatku trafiłem pod w sufit, co jest nieco deprymujące.

Ze zdumieniem jednak i nieco poniewczasie odkryłem też, że komputery wymagają często od gracza 105 punktów umiejętności Hakowanie, podczas gdy w podstawce zwykle było to maksymalnie 100, a ja wykorzystałem te trzy nowe poziomy na rozwinięcie innych skilli (ale na szczęście dało się to podbić narkotykami i obyło się bez wczytywania save’ów, by nieco inaczej rozdzielić punkty).

Brawa należą się przy tym ekipie odpowiedzialnej za tłumaczenie The Outer Worlds na język polski.

Progresja postaci może i skończyła się zbyt szybko, ale za to nie mogę złego słowa powiedzieć na lokalizację. Jej autorzy poradzili sobie świetnie z wymyślnymi nazwami własnymi, które już w podstawowej wersji gry zachwycały swoim tłumaczeniem ze względu na bardzo kreatywne podejście: kolonia nazwana Halcyon zmieniła się w końcu w Arkadię, PurpleBerries to fjagody itp.

W dodatku jest pod tym względem jeszcze lepiej — nie tylko kluczowy z punktu widzenia fabuły alkohol o nazwie Spectrum przetłumaczono na swojsko brzmiącą pyrówkę, ale również zmieniło pseudonim zamordowanej kobiety. W oryginale była to Halcyon Helen, czego nie przetłumaczono ani na Cudowną Helen albo Helen Arkadię, tylko na wspomnianą Adriannę Arkadię.

Rozwiązywanie zagadki morderstwa aktorki to była przy tym bardzo przyjemna przygoda i mogę ją szczerze polecić wszystkim fanom erpegów, jeśli tylko kupili to pastiszowe poczucie humoru podstawowej wersji gry. Pod tym względem nic się tutaj nie zmieniło, a świat przedstawiony w drugim dodatku do The Outer Worlds nadal odbija się w takim typowym krzywym zwierciadle.

PS Na uwagę zasługuje też fakt, iż The Outer Worlds doczekało się aktualizacji, która poprawia komfort rozgrywki i w wersji na PlayStation 5 mogłem cieszyć się z rozgrywki w 60 FPS-ach.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst