1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech

Razer Tomahawk ATX to stalowa i sprytna obudowa, skrywająca wstydliwy sekret - recenzja

Razer Tomahawk ATX - recenzja obudowy premium

Waży ponad 13 kilogramów, wygląda imponująco i świetnie niweluje hałasy. Do tego nie świeci się jak bożonarodzeniowa choinka, ale jednocześnie pozwala czynić cuda z podświetleniem. Razer Tomahawk ATX to obudowa klasy premium, która skrywa nie tylko podzespoły, ale również pewien mroczny sekret.

Dla wielu graczy wybór odpowiedniej obudowy ma większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej. Od kiedy na kościach pamięci, płytach głównych czy kartach graficznych pojawiły się jaśniejące diody, rynek obudów stał się niczym rewia mody. Rynkowy trend widzi również Razer, próbując uszczknąć coś dla siebie z tego tortu. Tak powstała obudowa Razer Tomahawk ATX, do której właśnie włożyłem nowe podzespoły, z układem 3080 RTX na czele.

Konfiguracja testowa:

  • Karta graficzna: Zotac GeForce RTX 3080 Gaming Trinity 10GB GDDR6X
  • Pamięć RAM: Thermaltake ToughRAM RGB 16GB (2x8GB) 4400MHz DDR4
  • Procesor: Intel Core i7 10700K
  • Chłodzenie: Thermaltake Water 3.0 360 ARGB + Thermaltake Riing Trio
  • Płyta główna: MSI MPG Z490 Gaming Plus
  • Zasilacz: Thermaltake Toughpower Grand GF1 ARGB 850W

Ponad 13 kilogramów. Razer Tomahawk RTX to niesamowicie masywna bestia.

Gdy położysz tę obudowę na biurku lub pod nim, to marzysz, aby nie musieć jej później przesuwać. Wielka masa to konsekwencja wykorzystania stali. Razer tłumaczy, że dzięki stalowej konstrukcji obudowa minimalizuje drgania i wibracje wywoływane podczas pracy podzespołów. Co za tym idzie, Tomahawk jest cichy i solidnie tłumi dźwięki. Potwierdza to praktyka - nawet stawiając PC na moim biurku, żadne wibracje nie są wyczuwalne podczas pracy i rozgrywki.

Stal robi również pozytywne wrażenie podczas instalacji podzespołów. Czuć, że mamy do czynienia z produktem solidnym, odpornym i wytrzymałym. Cieńsze płaty stali nie są całkowicie odporne na wygięcia, ale podczas przykręcania elementów nie musimy się obawiać o jakiekolwiek uszkodzenia. Można sobie pofolgować z narzędziami. Konstrukcja znosi wielki nacisk, zarówno z boków jak i od góry. Wystające nóżki świetnie amortyzują dociążenie, z kolei podstawa jest niezwykle solidna.

Przyciemniane szkło, diody w podstawie i skromne logo z przodu - Razer zachował umiar i to jest świetne.

Podoba mi się, że Razer zdecydował się na boczne panele wykonane z przyciemnionego szkła. Ściany są masywne, a otwieramy je, wciskając do środka magnetyczną zapadkę. Dzięki przyciemnieniu, diody znajdujące się wewnątrz nie rażą po oczach. Efekt RGB zostaje zachowany, ale jest jednocześnie delikatnie tłumiony przez ciemne szkło, ujednolicając w ten sposób wygląd z czarną stalą obudowy. Efekt końcowy jest bardzo, bardzo przyjemny.

Podoba mi się również, że Razer nie przesadził z diodami na obudowie. Te znajdują się wyłącznie na spodzie urządzenia. Coś jak twój tuningowany samochód w NFS Underground. Z przodu znajduje się z kolei delikatnie podświetlone logo firmy i to w zasadzie tyle. Razer zachował umiar, nie zamieniając obudowy w bożonarodzeniową choinkę. Jest elegancko, jest czytelnie, jest schludnie i jest ładnie. Tomahawk ATX to jedna z ładniejszych obudów jakie widziałem, właśnie dzięki tej prostocie i surowości wyrażonej w ostrych, kwadratowych krawędziach.

Tworząc obudowę, Razer w maksymalny sposób wykorzystuje technologię Chroma. To jedno z najpopularniejszych środowisk RGB, dzięki któremu przy pomocy jednej aplikacji możemy ustalić zunifikowane podświetlenie dla wszystkich podzespołów oraz urządzeń peryferyjnych. Z tymi drugimi dogaduje się specjalny fizyczny kontroler zainstalowany w obudowie. Za te pierwsze odpowiada program lub - przy braku wsparcia - dodatkowy kontroler fizyczny wymuszający unifikację.

Bez problemu udało mi się zunifikować każdy element PC w jedno, spójne środowisko RGB. Dzięki Synapse moje kości RAM i płyta główna reagowały na zdarzenia w grach, jak otrzymywanie obrażeń czy podnoszenie apteczek. Za sprawą fizycznego kontrolera możemy nałożyć na każdy element PC jasno określony i zaprogramowany sposób zachowania. Robi to spore wrażenie, zwłaszcza po pobraniu gotowych profili świetlnych dla ulubionych gier wideo.

Razer Tomahawk ATX to także kilka ciekawych usprawnień konstrukcyjnych.

Pozytywne wrażenie robi dolna sekcja z otwieraną klapą, odsłaniającą trzy wysuwane kieszenie dysków twardych. Dolna klapa zapewnia także łatwe dojście do okablowania zasilacza. Co ważne, szynę z kieszeniami dysków można przesuwać. Dzięki temu obudowa pomieści nieco dłuższe zasilacze, więcej okablowania lub nieco większy zestaw wentylatorów na froncie. Przydatna sprawa.

Problem kabli został rewelacyjnie rozwiązany, w postaci aż czterech rozkręcanych paneli, w tym dla fizycznego kontrolera RGB. Kieszenie paneli świetnie chowają łącza, nie licząc lekkiego chaosu w dolnej części obudowy. Panele stanowią także potencjalne miejsce do instalacji dwóch dodatkowych SSD. Pozytywny efekt psuje wyłącznie podłączenie przedniego panelu I/O, które mogłyby zostać lepiej zagospodarowane.

Nie jestem za to zachwycony generowaną temperaturą i odprowadzaniem ciepła.

Tomahawk ATX to mid-tower stworzony z myślą o wodnym chłodzeniu AiO. Razer sprzedaje swoją obudowę z zaledwie jednym wentylatorem, który zresztą od razu trafił do szuflady. Po zainstalowaniu zestawu AiO w klasycznej konfiguracji trzy wentylatory na froncie, dwa u góry, jeden z tyłu, osiągane temperatury podczas rozgrywki w takie gry jak Cyberpunk 2077 czy Control były w najlepszym układzie przeciętne.

Gdybym miał typować winowajcę, byłby to przedni panel, z ograniczonym przepływem powietrza. Jest piękny w swojej surowości, ale mało praktyczny. Spójrzcie zresztą sami na układ otworów. Co więcej, obudowa nie posiada żadnych otworów bocznych. Wyłącznie szkło. Za to z przodu, z dołu i z góry mamy do czynienia z dodatkowymi filtrami. W efekcie przepływ powietrza nie jest taki, jak mógłby być.

Razer Tomahawk ARTX to obudowa, która skrywa nie tylko podzespoły, ale również pewien mroczny sekret.

Okazuje się bowiem, że konstrukcja Razera z półki premium to nic innego jak lekko zmodyfikowana obudowa Lancool 2. Podobieństwo jest uderzające, zwłaszcza w obszarze dolnej sekcji z otwieraną klapą oraz bocznych paneli do zarządzania okablowaniem. Lancool 2 również jest stalowy, również posiada przyciemniane szyby i również oferuje wysuwane kieszenie dysków. Nawet układ wycięć z tyłu obudowy jest identyczny.

Zasadnicza różnica polega na cenie. Razer Tomahawk ATX kosztuje ponad 1000 zł, podczas gdy obudowę Lancool 2 kupimy za mniej niż 500 zł. Co więcej, Lancool 2 lepiej radzi sobie z chłodzeniem i temperaturami, ze względu na wykorzystanie bardziej praktycznego panelu frontowego. Tańsza obudowa posiada także boczne otwory oraz bogaty zestaw płatnych elementów dodatkowych, którego brak Razerowi.

Obudowa Razera jest z kolei bardziej elegancka i spójna wizualnie. Szklane panele są większe, a do tego dochodzi wcześniej wspomniane podświetlenie podstawy. To jednak nie usprawiedliwia ponad dwukrotnego przebicia cenowego. Razer po prostu przykleja swoje rozpoznawalne logo na projekcie innego producenta. Firma wykonała przy tym dobre rozpoznanie terenu, ponieważ Lancool 2 to świetna obudowa w swojej cenie. Dzięki temu Tomahawk ATX to solidna, porządna konstrukcja.

Problem polega na tym, iż od 2019 r. na rynku istnieje niemal taka sama obudowa, w dodatku tańsza o ponad połowę. Oddanych fanów zielonej hydry raczej to jednak nie zniechęci.