Tech  / Artykuł

Nie naprawisz słuchawek Apple AirPods Max. Za to łatwo je odnajdziesz, jeśli się zgubią

Picture of the author

Kuriozalnie drogie słuchawki Apple AirPods Max budzą wiele kontrowersji. Teraz okazuje się, że praktycznie nie da się ich naprawić, ale za to łatwo je odnaleźć w razie zagubienia. Już tłumaczę.

Wciąż trudno mi wyrobić sobie jednoznaczną opinię o nowych słuchawkach Apple’a. Nie dotarł jeszcze nasz egzemplarz recenzencki ani żaden z egzemplarzy kupionych przez członków redakcji, więc na testy trzeba poczekać. Z testów zagranicznych recenzji wynika jednak, iż mamy do czynienia z rewelacyjnym produktem, tyle że koszmarnie drogim, podatnym na uszkodzenia (ze względu na aluminiową, łatwo rysującą się obudowę) i zapakowanym w etui wyglądającym w najlepszym wypadku jak damska torebka z lat 80., a w najgorszym jak pieluchomajtki.

Swoje ręce na AirPods Max położyło iFixit, rozbierając je na czynniki pierwsze. Na konkluzję musimy jeszcze poczekać, bo tzw. „teardown” nadal jest w toku, ale już wiadomo jedno - AirPods Max będą niemal niemożliwe do naprawienia.

Tak, Apple AirPods Max są niemożliwe do naprawy. Czy ktokolwiek spodziewał się czegokolwiek innego?

Według ustaleń iFixit wszystkie istotne elementy słuchawek są złączone sporą ilością kleju, co czyni je bardzo trudnymi w rozbiórce we własnym zakresie. Cała elektronika zawarta jest na dwóch osobnych płytkach, co czyni niemożliwym wymianę pojedynczych komponentów w razie awarii. Wszelkie istotne elementy konstrukcyjne są własnościowe, więc nie będzie możliwa ich naprawa czy wymiana w nieautoryzowanych punktach.

Źródło: iFixit

Można już teraz bezpiecznie założyć, że w razie jakiejkolwiek awarii jedynym punktem, który będzie mógł nam pomóc, będzie autoryzowany serwis Apple’a, w którym to - najprawdopodobniej - słuchawki będą wymieniane na nowe, nie naprawiane.

Nie jest to żadne zaskoczenie. Dokładnie tak samo jest w przypadku pozostałych modeli z serii AirPods.

Z jednej strony można takie rozwiązanie krytykować, że to nieekologiczne, że Apple ogranicza wolność, że powinniśmy mieć prawo do naprawy, bla bla bla…

Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać o dwóch rzeczach. Naprawa AirPods Max (czy też wymiana) możliwa jest tylko w autoryzowanym punkcie, więc zepsuty egzemplarz wraca do Apple’a. Nie trafi do punktu serwisowego „Jóźwix - serwis GSM”, z którego potem trafiłby albo na śmietnik, albo na OLX. Apple wbrew pozorom ogranicza rozprzestrzenianie się elektrośmieci; utrzymując zamknięty obieg egzemplarzy może je poddać recyclingowi, bądź wymienić uszkodzony komponent i sprzedać dany egzemplarz jako odnowiony.

Druga kwestia trąci może klasizmem, ale jest prawdziwa - jak ktoś kupuje słuchawki za 2799 zł, to i tak nie zaprząta sobie głowy ich naprawą. Po prostu kupuje nowe, a zepsute wyrzuca. Możemy bić pianę do woli, ale tak po prostu jest. Dla potencjalnego nabywcy słuchawek Apple AirPods Max fakt, iż nie da się ich naprawić w prosty sposób, będzie kompletnie bez znaczenia.

Może nie naprawisz AirPods Max, ale za to łatwo je odnajdziesz, jeśli się zgubią.

Jedną z kontrowersyjnych decyzji projektowych w AirPodsach Max jest brak jakiejkolwiek kontroli nad zasilaniem. W innych słuchawkach mamy do czynienia albo z przyciskiem zasilania, albo z włączaniem/wyłączaniem po złożeniu/rozłożeniu słuchawek. AirPods Max niczego takiego nie oferują.

Apple na dedykowanej stronie pomocy wyjaśnił jednak, w jaki sposób słuchawki zarządzają energią.

Co najważniejsze - do uśpienia słuchawek wcale nie jest potrzebne etui Smart Case. Wyłączają się one bowiem pod wpływem bezruchu akcelerometru lub braku aktywności. Nie dojdzie więc do sytuacji, w której zostawimy słuchawki bez etui na noc, a rano okaże się, że są rozładowane.

Gdy schowamy słuchawki do etui, przechodzą one w tryb uśpienia natychmiastowo. Bez etui są one usypiane po 5 minutach braku aktywności, ale nie całkiem. Przez 72 godziny AirPods Max utrzymywane są w trybie niskiego poboru energii, aby umożliwić dalsze działanie łączności Bluetooth i funkcji Find My. W etui Smart Case ten tryb utrzymywany jest przez 18 godzin.

W tym czasie możemy zlokalizować zgubione/skradzione słuchawki z poziomu dowolnego urządzenia, na którym zalogujemy się na nasze Apple ID. AirPods Max powinny też posiadać wbudowany chip U1, umożliwiający precyzyjną lokalizację zguby nie tylko przez nas, ale też przez znajdujące się w pobliżu urządzenia innych użytkowników. Teardown iFixit jednakże jeszcze tego nie potwierdził.

Po upływie 18 lub 72 godzin, zależnie czy trzymamy słuchawki w etui, czy też nie, AirPods Max wyłączą się całkowicie, odcinając także łączność Bluetooth.

Nie da się zjeść ciastka i nadal mieć to samo ciastko.

Wiele osób bardzo by chciało połączyć ze sobą dwa światy - czasy, w których mogliśmy samodzielnie naprawić niemal wszystko i postęp technologiczny, który… w praktyce to uniemożliwia.

Mamy 2020 r. Najwyższy czas pogodzić się z tym, że miniaturyzacja i zaawansowanie technologii sprawiło, iż naprawa sprzętu elektronicznego przestała być możliwa dla „zwykłego kowalskiego”, a często nawet dla przeciętnego serwisanta. Trudno zresztą oczekiwać, by zwykły kowalski posiadał wiedzę i umiejętności do naprawy tak skomplikowanego gadżetu jak np. AirPodsy Max, tak samo jak trudno oczekiwać, by Apple udostępniał swój know-how i specjalistyczne narzędzia każdemu domorosłemu majsterkowiczowi czy właścicielowi budki naprawiającej odkurzacze.

Nie ukrywajmy, że wszystkim nam (ze mną włącznie) w tych protestach chodzi wyłącznie o pieniądze. Naprawa elektroniki może być tania. Wymiana części lub całości drogiego gadżetu jest bardzo droga. I tu nas boli, tu nas piecze. Mnie też zapiekło, gdy ostatnio po uszkodzeniu iPhone’a 11 naprawa (czy raczej: wymiana na nowy egzemplarz) została wyceniona na 2199 zł. To oburzające. Ale nie sposób jednocześnie mieć urządzenia, które byłoby tak wyrafinowanym arcydziełem elektroniki użytkowej jakim są współczesne smartfony (nie tylko Apple’a), a z drugiej strony dałoby się je łatwo i tanio naprawić. A dopóki firmy dbają, by pozostałości po tych naprawach/wymianach nie trafiały na śmietnik, tylko z powrotem do firmowego obiegu, wszystko jest w porządku. Tylko nas, konsumentów, pieką portfele.

Graciarze narzekają, że Tesli nie da się naprawić jak VW Garbusa. Entuzjaści technologii płaczą, że ultranowoczesnych słuchawek nie da się naprawić jak starego radia. Czas chyba najwyższy, by porzucić tę „mentalność grzyba” i pogodzić się z faktem, że gadżety w 2020 r. rządzą się innymi prawami, niż miało to miejsce 30 lat temu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst