RTV  / Recenzja

Po prostu niesamowity, piękny i funkcjonalny. Oraz obrzydliwie drogi. Samsung QLED Q950T – recenzja

Tak, to zdecydowanie jest sztandarowy produkt. Wymyślcie jakąś cechę telewizora, a niemal na pewno on ją ma. A także kilka innych, które do głowy nawet nie przyszły. Uwag mam jednak kilka. Nie tylko związanych z wysoką ceną.

To kolejny rok, w którym Samsung raczy nas telewizorami z matrycami o rozdzielczości 8K. To również kolejny krok, w którym o rozdzielczości 8K mówimy raczej w czasie przyszłym – na dziś żadne dostępne w Polsce źródło nie oferuje treści w tym formacie. Samsung na szczęście nie próbuje robić z nas naiwniaków i po raz wtóry zapewnia, że tak dobra matryca przyda się również dla treści Full HD i 4K.

W zeszłym roku udało mu się wybronić. Treści 8K nie ma, ale tak dokładna matryca wymaga równie precyzyjnego systemu podświetlenia, na czym korzysta obraz w niższych rozdzielczościach, głównie w kwestii kontrastu. Samsung opracował również absolutnie rewelacyjny mechanizm rekonstrukcji obrazu, który bez żadnych widocznych artefaktów i niedoróbek dorysowuje brakujące szczegóły, tworząc zaskakująco przekonująca iluzję obrazu 8K. Jak jest w tym roku?

QLED Q950T wywiera ogromne wrażenie już nawet po wyjęciu z pudełka. Widzicie te ramki?

Sztandarowy telewizor Samsunga to również wizytówka nowego wzornictwa, które Samsung określa mianem Infinity. Ramka wokół matrycy ma raptem 2 mm grubości, stając się niemal niewidoczna gdy telewizor jest włączony. Zawieszony na ścianie i włączony QLED Q950T sprawia wrażenie, jakby go tam nie było – jest tylko sam obraz. Choć i na dołączonej stopie prezentuje się zjawiskowo. Wygląd to rzecz gustu, ale bezramkowość nowego QLED-a powinna zachwycić większość z was.

A skoro już o wieszaniu na ścianie mowa, model ten niezmiennie korzysta z unikalnego dla Samsunga mechanizmu One Connect. Sam telewizor to tylko matryca i oprawa, podczas gdy najistotniejsza elektronika i wszystkie złącza znajdują się w dedykowanej im skrzyneczce. Tę możemy gdzieś schować, na przykład w szafce RTV, by zlikwidować z zasięgu wzroku plątaninę kabli. Do samego telewizora prowadzi tylko jeden, cienki, półprzeźroczysty przewód, zapewniający zarówno sygnał audiowizualny, jak i zasilanie.

W One Connect znajdziemy dwa złącza USB 2.0, jedno złącze HDMI 2.1, dwa złącza HDMI 2.0b, jedno złącze HDMI 2.0b z eARC. A także podwójny tuner, slot na kartę CI, wyjście optyczne, złącze słuchawkowe i złącze Ethernet. One Connect zapewnia również łączność Wi-Fi, Bluetooth i AirPlay 2.

Ten telewizor byłby dużo mniej ciekawy, gdyby nie jego procesor Quantum 8K.

Samsung zapewnił mnie, że tegoroczna wersja procesora działa jeszcze sprawniej w kwestii rekonstrukcji obrazu. Producent wykorzystał ostatni rok do karmienia go milionami nowych wzorców obrazu, by lepiej wyszkolić działającą za jego pośrednictwem sztuczną inteligencję. Efektów… nie widać. Choć musiałbym porównać obraz piksel po pikselu z zeszłorocznym QLED-em 8K, a nie mam na razie takiej możliwości.

Sęk w tym, że algorytm ten już w ubiegłych modelach nie odbiegał w zauważalny sposób od perfekcji. Nie jestem w stanie ocenić czy nowy procesor w kwestii rekonstrukcji obrazu do rozdzielczości 8K coś poprawia, bo zeszłoroczny w mojej ocenie sprawował się świetnie. Dalej działa on tak sobie w przypadku rozdzielczości poniżej 1080p, nadal rewelacyjnie we wszystkim co lepsze. Samsung nie jest jedynym producentem stosującym ten mechanizm, nie jest nawet pierwszym. Wyraźnie jednak mocno w niego inwestuje, a efekty doceni nie tylko entuzjasta.

No ale rozdzielczość to nie wszystko. Co jeszcze, poza 8K, ma do zaproponowania QLED Q950T?

Telewizor Samsunga wykorzystuje podświetlenie typu direct full array z lokalnymi strefami wygaszania (FALD). Producent nie chce się przy tym chwalić ile tych stref wygaszania właściwie jest w telewizorze, ale nieoficjalnie poinformowano mnie, że tyle samo, co w zeszłorocznym modelu – a więc niemal 500. Wyraźnie wystarczy.

Pod względem kontrastu i eliminacji tak zwanego efektu halo Q950T niewiele odbiega od telewizorów OLED, a różnice zaczynają być istotne głównie dla entuzjastów. Czernie są głębokie, jasne elementy na ekranie nie tracą tej jasności, bardzo rzadko też się zdarza rzeczone halo (poświata wokół jasnych elementów na ciemnym tle). Tak jak w zeszłym roku? Lepiej.

Nowością w Q950T jest mechanizm adaptacyjnej szczytowej jasności. Algorytm analizuje klatkę obrazu jeszcze przed jej wyświetleniem, potrafiąc precyzyjniej operować podświetleniem i strefami wygaszania. Takie zaawansowane zarządzanie energią pozwoliło na zwiększenie maksymalnej szczytowej jasności o około 20 proc. bez wzrostu zużycia energii. Dodatkowo, mechanizm inteligentnego kontrastu dodatkowo wpływa na luminację poszczególnych elementów, by rzeczone zabiegi nie wpłynęły na ten kontrast negatywnie.

Telewizor też potrafi modyfikować parametry obrazu w zależności od panujących warunków oświetleniowych w salonie. Nie jestem fanem tej funkcji, choć działa jak należy. Ja z tych boomerów, co wolą mieć obraz o stałych parametrach i ewentualnie przyciemniać światło w salonie.

Reprodukcja kolorów również stoi na najwyższym poziomie, do czego nas Samsung w swoich QLED-ach już przyzwyczaił. Poza bardzo jasnym (nawet w Trybie Film szczytowa jasność wynosi ponad 1,5 tys. nitów) obrazem i bardzo szczegółowym mamy tu niemal pełne pokrycie palety barwnej DCI-P3.

Jedyne problemy, jakie zaobserwowałem, są tożsame z matrycami LCD/LED. Mimo jednego z najprecyzyjniejszych mechanizmów wygaszania i podświetlania i matrycy 8K nadal ciemne, rozgwieżdżone niebo stanowi wyzwanie dla telewizora tego rodzaju. Giną szczegóły w ciemnych elementach, biele przyjmują nienaturalne odcienie a całość wygląda zauważalnie gorzej, niż na telewizorze OLED. To jednak tyle z zarzutów. Serio, koniec.

Wojna Samsunga z Dolby staje się już nudna.

Samsung już od lat odmawia płacenia opłat licencyjnych firmie Dolby za wszystko, co nie jest niezbędne. Firma agresywnie promuje darmowe i otwarte standardy obrazu i dźwięku. Polityka zaiste chwalebna, choć tracą na tym użytkownicy telewizorów Samsunga. Sztandarowy QLED Q950T nie obsługuje dekodowania obrazu w Dolby Vision HDR i nie zawiera dekodera dźwięku Dolby Atmos.

W przypadku tego modelu nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. Bardzo jasna matryca sprawia, że większość zalet Dolby Vision staje się na tym telewizorze nieistotna – i tak jest zdolny do wyświetlenia bezbłędnego efektu HDR. Tak drogi i zaawansowany telewizor powinien jednak nie pozostawiać nam żadnych powodów do narzekania, a mnie już męczy wskazywanie, że na Samsungu to tylko HDR10, HDR10+ i HLG.

Brak Atmosa również nie jest większym problemem za sprawą wspomnianego wyżej złącza eARC. Q950T potrafi więc bezstratnie podać dalej sygnał dźwiękowy z odtwarzacza Blu-ray czy konsoli do gier do kina domowego, w tym w formacie Dolby Atmos. A że ten model nie oferuje atmosowego dźwięku w swoim wbudowanym systemie? Wybaczcie, ale za każdym razem, jak jakiś producent telewizora chwali się realizacją przestrzennego dźwięku obiektowego w wbudowanych głośnikach, to tylko się uśmiecham. To lipa i naciągactwo.

Nie zmienia to jednak faktu, że Q950T rzeczone braki uchodzą na sucho tylko za sprawą jego znakomitego wyposażenia. Niemal wszystkie nowe produkcje Netflixa i Prime Video masterowane są w Dolby Vision i Dolby Atmos. Format Dolby jest również stosowany w istotnej liczbie filmów Blu-ray. Samsungu, motywacje do prowadzenia tej wojny są szlachetne, ale przegrywasz. Czas, by w telewizorach najwyższej półki znalazła się obsługa wszystkich nowoczesnych standardów.

Po raz pierwszy od dawna mam dużo do powiedzenia o systemie dźwiękowym telewizora. Samsung zmienia zasady gry.

Zapomnijmy na chwile o problemie z Atmosem. Niemal każdą recenzję telewizora wysokiej klasy opatruję komentarzem, że do jego ceny należy dodać cenę chociażby najprostszego soundbara czy kolumn. Piękny obraz zasługuje na głęboki, dobrze brzmiący dźwięk. A jest bardzo, bardzo trudno umieścić porządny system dźwiękowy w smukłej obudowie telewizora. Praw fizyki oszukać się nie da i Samsungowi się to nie udało. Dawno jednak nie widziałem takiego przywiązania do jakości wbudowanego audio.

W telewizor wbudowany jest system dźwiękowy typu 4.2.2, gdzie dwa głośniki znajdują się w górnych rogach matrycy, dwa w dolnych, dwa skierowane w dół i para głośników niskotonowych z tyłu obudowy. Efekt robi wrażenie. Rada z kupnem taniego soundbara traci nieco sensu. Nie, QLED Q950T w żadnym razie nie zastąpi średniej bądź wysokiej klasy zewnętrznego systemu audio. Telewizor brzmi jednak zaskakująco dobrze, radząc sobie całkiem przyzwoicie z pełnym spektrum tonalnym i potrafiąc wypełnić cały salon dźwiękiem. Imponujące, a to nie koniec.

Telewizor za pomocą wbudowanych mikrofonów bada charakterystykę akustyczną pomieszczenia, w którym się znajduje i dostosowuje inteligentnie parametry dźwięku. Ten swoisty automatyczny equalizer można wyłączyć, jednak jest z nim związana bardzo ciekawa funkcja, którą od razu pokochałem. W momencie gdy w otoczeniu telewizora pojawi się jakieś głośne źródło dźwięku – ktoś włączy czajnik, odkurzacz czy wodę z kranu – a telewizor automatycznie podbija zagłuszane elementy dźwiękowej sceny. Niezupełnie więc automatycznie pogłaśnia dźwięk, ale również sprawia, że ten jest słyszalny bez brutalnego zarykiwania hałasów decybelami. Absolutna rewelacja!

Fajnym bajerem jest też system pozycjonowania dźwięku OTS+. Algorytmy sztucznej inteligencji próbują dopasowywać źródła dźwięku do treści na ekranie. Jeżeli więc, na przykład, oglądamy scenę z dialogiem i w kadrze pierwszy rozmówca znajduje się w prawym górnym rogu ekranu, a drugi po przeciwnym – właśnie z tych miejsc dobiegać będzie dźwięk. Mechanizm ten myli się zaskakująco rzadko, choć niestety zdarzają mu się jeszcze błędy. Miłe i ciekawe – ale do dopracowania.

To bardzo dobry telewizor dla graczy. Ale nie najlepszy.

Niestety, tylko jedno ze złącz w Q950T jest w standardzie HDMI 2.1, a więc jako jedyne obsłuży obraz 8K przy 60 Hz i 4K przy 120 Hz. Ten ostatni parametr jest dość ważny dla graczy-entuzjastów. PlayStation 5 i Xbox Series X oferować będą gry działające właśnie w Ultra HD przy 120 kl./s. Jedną konsolę podłączymy bez problemu. Drugą będziemy mogli podłączyć do złącza o maksymalnej wydajności 4K @ 60 Hz. Szkoda.

Żałuję również, że do telewizora nie trafiła obsługa standardu G-Sync synchronizującego klatki obrazu wysyłane z układu graficznego GeForce z odświeżaniem matrycy. Graczy konsolowych to nie obchodzi, ale coraz więcej osób podłącza komputery osobiste pod telewizor i gra w ten sposób. A w gamingowych PC najpopularniejsze są właśnie GeForce’y. Na szczęście nie zabrakło FreeSync VRR, więc konsolowcy i posiadacze Radeonów są w pełni obsłużeni.

Podobnie jak w poprzednich modelach, również i w tym upłynniacz obrazu (Game Motion Plus) działa również w trybie gry. Osobiście i subiektywnie upłynniaczy nie lubię i szybko je wyłączam. Fani tych rozwiązań powinni jednak docenić fakt, że nawet z Game Motion Plus zapewniającemu niedoskonałe złudzenie płynnej animacji input lag (opóźnienie w sterowaniu gry) utrzymuje się na poziomie poniżej 30 ms. Z wyłączonym poniżej 10 ms.

Bierzcie przykład z tego Tizena. Android TV prezentuje się przy nim dość biednie.

Nie wiem jak tvOS – do dziś nie miałem z nim większej styczności, czego bardzo żałuję – ale wszelkie uniwersalne systemy operacyjne, jak Android TV czy Windows 10 dla Xbox ergonomią, szybkością i dopracowaniem w mojej ocenie przegrywają z wyspecjalizowanymi platformami Samsung Tizen i LG webOS. Nie inaczej jest i w tym telewizorze.

Tizen urzeka przemyślanym wyglądem, prostotą obsługi, płynnością działania i logicznym umiejscowieniem poszczególnych funkcji. To również platforma, na którą nie brakuje aplikacji. Telewizory Samsunga świetnie się sprzedają, więc niemal wszyscy dostawcy usług VOD dbają o to, by ich aplikacje były dostępne na Tizena i były jak najwyższej jakości.

W tym roku fantastyczną nowością jest tryb multi-view, który możemy wykorzystać do podzielenia ekranu na dwie części. Na jednej sygnał z naszego telewizora, na drugiej widok strumieniowanej z naszego telefonu aplikacji. Mecz futbolu z podglądem na zorientowany wokół wydarzenia hasztag na Twitterze? Gra z otwartym obok poradnikiem? Ależ żaden problem.

I już bym biegł polecić wszystkim QLED-a Q950T… ale cena jest trudna do przełknięcia.

To przepiękny telewizor. Zjawiskowa obudowa eksponuje przepiękny, jasny, odpowiednio nasycony obraz, któremu trudno coś zarzucić. Nie jest to poziom kontrastu telewizorów OLED, ale niewiele brakuje – za to jasność i odzwierciedlenie kolorów nie pozostawiają absolutnie nic do życzenia, wręcz przewyższając istotnie możliwości rzeczonych OLED-ów. Mało który telewizor oferuje też tak dobrą jakość dźwięku. Nie zapominajmy też, że to model gotowy na przyszłość: za sprawą matrycy 8K, która wpływa też na jakość materiałów 4K. Brak obsługi formatów Dolby jest irytujący, ale do przeżycia. Podobnie jak tylko jedno złącze HDMI 2.1.

Tyle że telewizor ten kosztuje 20 tys. zł w 65-calowej wersji, 30 tys. w 75-calowej i 40 tys. w 85-calowej. Kto bogatemu zabroni? Ano nikt. Na dodatek w urządzeniach o tak dużej przekątnej rzeczone 8K i algorytmy rekonstrukcji obrazu będą dały się szczególnie docenić.

Mam jednak problem w poleceniu 65-calowego QLED-a 8K za 20 tys. zł. Bez wątpienia jest jedyny w swoim rodzaju. Matryca 8K, Tizen czy przepiękny wygląd czy One Connect to cechy, które rzadko – jeśli w ogóle – występują u konkurencji. Dopłacamy jednak za te unikalne cechy dość sporo, a nie dla każdego to atrakcja.

Wiele zależeć będzie od waszych potrzeb. Jeżeli bardzo potrzebujecie 8K i zakochaliście w bezramkowej obudowie nowego Samsunga, to modelem Q950T będziecie zachwyceni. 20 tys. zł to jednak nadal wiele. Q950T kupować będziemy sercem, nie rozumiem. To cudowny sprzęt. W kwestii relacji możliwości do ceny da się jednak lepiej w mojej subiektywnej ocenie – również na półce premium.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst