Gry  / Recenzja

Przestałem się garbić. Od kilku tygodni siedzę prosto w nietypowym fotelu Razer Iskur - recenzja

Siedzę jak najgorsza fleja. Na skraju siedziska. Przygarbiony i z plecami ułożonymi w kształcie okropnego Ↄ. Inżynierowie Razera postanowili wypowiedzieć wojnę takim beznadziejnym przypadkom, tworząc własne krzesło dla graczy. Razer Iskur jest w moim mieszkaniu od kilku tygodni i jednego nie mogę fotelowi odmówić: robi cuda z odcinkiem lędźwiowym.

Większość z nas siedzi po prostu źle. Być może wygodnie, być może komfortowo, ale sami robimy sobie krzywdę. Wszystko przez to, że garbimy się, wyciągając sylwetkę w kształt litery C. Nasze kręgosłupy nie są wyprostowane, a lędźwie nie biorą na siebie środka ciężkości. Zamiast wzmacniać rdzeń, hodujemy sobie garb, pochyleni przed monitorami i telewizorami z zapadającymi się brzuchami i klatkami piersiowymi.

Tutaj wchodzi Razer, cały na zielono, ze swoim wyjątkowym krzesłem.

Przymiotnik wyjątkowy o dziwo piszę bez żadnej ironii, złośliwości czy przekąsu. Wszystko za sprawą niepowtarzalnego elementu mechanicznego, dedykowanego odcinkowi lędźwiowemu. Dzięki niemu nasze przygarbione C zamienia się we wzorowe S. Z lędźwiami oraz karkiem dotykającymi oparcia, z zaangażowaniem gorsetu mięśniowego kręgosłupa, w końcu siedzimy prosto. Na tym krześle każdy Quasimodo wystrzeli w górę jak struna. Czy to się mu podoba, czy nie (początkowo na pewno to drugie).

Na czym polega sztuczka? Razer Iskur wyróżnia się mechanicznie wysuwaną, zaokrągloną platformą dla odcinka lędźwiowego. Pod nią znajduje się chowana rurka hydrauliczna, wypychająca ruchomy element w kierunku pleców. W ten sposób swobodnie i płynnie regulujemy poziom wysunięcia platformy lędźwiowej, w zależności od własnych preferencji oraz kształtu pleców. Za wysuwanie tego elementu odpowiada osobny przycisk pod siedziskiem krzesła, połączony kablem z rurką.

Oczywiście Razer Iskur to nie pierwszy fotel z regulacją odcinka lędźwiowego. Inni producenci stosują jednak proste poduszki (tandeta) lub wysuwającą się płytę, regulowaną za pomocą pokrętła (lepsze rozwiązanie). Problemem płyty jest jednak to, że stopień jej regulacji nigdy nie jest w pełni satysfakcjonujący. Z kolei platforma lędźwiowa w Iskurze oferuje regulację na nigdy wcześniej niespotykanym poziomie, przynajmniej w obszarze mebli dla graczy. Widać to na poniższych zdjęciach.

Efekt jest natychmiastowy. Wystrzeliłem w górę i wyprostowałem się niczym struna.

Wysuwana platforma wpływa na ergonomię w sposób radykalny. Razer Iskur układa kręgosłup w kształcie pożądanego S. Klatka piersiowa zostaje wypchana do przodu, ramiona wędrują do tyłu i na boki, a środek ciężkości zostaje przesunięty z pupy na biodra. Dla osób siedzących na co dzień niepoprawnie, garbiących się czy korzystających z pozycji pół-leżącej będzie to początkowo niezbyt miłe doświadczenie. Miał być wygodny fotel dla graczy, jest biurowe narzędzie tortur.

Gwarantuję jednak, że wystarczy kilka dni, aby odnotować pierwsze pozytywne zmiany. Zauważyłem, że siedzę bardziej wyprostowany nawet na zwykłym krześle, albo grając w planszówki bezpośrednio na panelach w salonie. Nawyki z Iskura wynosiłem poza dom. Garbienie się zaczęło mi przeszkadzać, czy to gdy siedziałem w barze ze znajomymi, czy na niedzielnej mszy. Nie mam żadnych wymiernych dowodów na podparcie mojej obserwacji, ale jestem w zasadzie pewien, że minimalnie wzmocniłem dolne mięśnie wokół kręgosłupa.

Oczywiście moja sylwetka wciąż jest koszmarna. Kilka tygodni z markowym krzesłem nie zrobi żadnych cudów. Iskur podziałał jednak jak pamiętny pajączek z telezakupów. W głowie co jakiś czas wybrzmiewa mi „wyprostuj się!” a ja za żołnierskim poleceniem doprowadzam się do porządku. Ta początkowo niewygodna linia S stała się naprawdę przyjemna. Optymalna wręcz. Zarówno do gry przed komputerem, jak również do pracy biurowej. Niestety, w przypadku zabawy przed konsolą coś ciągle jest nie tak. Nie potrafię przestawić jakiejś wajchy w głowie i ciągle wracam na kanapę.

Razer Iskur to fotel za zawrotne 499 euro.

Ta niezwykle wysoka kwota nie sprawia jednak, że dostajemy fotel z funkcją masażu. Nie licząc wysuwanej platformy lędźwiowej, to niemal dokładnie taki sam model jak setki innych dostępnych na rynku. Rzekomo wykonany z twardszych i bardziej wytrzymałych materiałów, ale moje testy będą musiały to dopiero wykazać. Prawdę powiedziawszy, biorąc pod uwagę samą cenę, maksymalny poziom odchylenia oparcia jest dosyć lichy. Liche są także kółka, które mogłyby być bardziej ogumione.

Zaletą na pewno są podłokietniki. Wciąż nie ma mowy o fotelowym obiciu, ale przynajmniej nie dostaliśmy surowych plastików, jak w większości krzeseł dla graczy. Powierzchnia podłokietnika jest przyjemnie amortyzowana dodatkiem gumowanego tworzywa. Taki podłokietnik możemy regulować na wysokość, długość oraz kąt nachylenia w poziomie. Regulowana jest także wysokość siedziska, kąt jego nachylenia oraz stopień wysunięcia wcześniej wspomnianej platformy lędźwiowej. Muszę jednak zaznaczyć, że wajchy i pokrętła nie stwarzają wrażenia przesadnie precyzyjnych ani płynnie działających. Sądziłem, że ruchome elementy dostaną pewnego luzu pod wpływem codziennego użytkowania, ale tak się nie stało.

Otwartą kwestią jest dobór materiałów obicia. Razer zdecydował się na oddychającą sztuczną skórę i piankę. To bardzo wygodne rozwiązanie. Problem zacznie się wraz z nadejściem lata, gdyż skóra nie przepuszcza tak powietrza jak siatkowane tworzywo czy coraz częściej pojawiająca się w fotelach elastyczna krata. Dlatego, chociaż Razer Iskur wygląda godnie, elegancko i okazale, największy test obicia wciąż jeszcze przed tym modelem. Za to już teraz mogę napisać, że mebel jest nadzwyczaj odporny na zabrudzenia. Po plamie z tacos nie ma śladu.

Razer Iskur zmieni twoje nawyki za ciebie.

Jeśli skupimy się na dbałości o zachowanie odpowiedniej sylwetki, Razer Iskur wyrasta na krzesło niemal bezkonkurencyjne. Wysuwana platforma lędźwiowa to kapitalny pomysł, który świetnie sprawdza się w praktyce. Rozwiązanie jest lepsze od jakiejkolwiek poduszki czy naginanej szyny sterowanej pokrętłem. Fotel jest także bardzo wygodny, również dla większych osób mojego kalibru. Iskur wytrzyma obciążenie do 136 kg, co może nie jest wynikiem rekordowym, ale wciąż wartym odnotowania.

Szkoda tylko, że Razer nie zdecydował się na więcej szaleństw, z których znana jest ta firma. Zieloni zagrali zadziwiająco zachowawczo. Tak bardzo skupili się na odpowiedniej ergonomii, że zapomnieli dodać LED-y! To żart, ale na efekciarskie dodatki w postaci bezprzewodowej ładowarki wszytej w podłokietnik już bym się nie obraził. Niestety, w cenie 499 euro kilka części (kółka, łączniki siedziska i oparcia) mogło zostać lepiej wykonanych. Boczne plastiki przy oparciu wyglądają naprawdę tanio.

Razer Iskur zastępuje mojego niezawodnego Quersusa, z którego korzystałem do tej pory. Zbyt mi się podoba, jak nowe krzesło wpływa na plecy i jak kształtuje zdrowsze nawyki, żebym z niego zrezygnował. Na pewno nie jest to fotel idealny, ale już na dzień dobry Razer miesza w nowej kategorii produktowej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst