Gry  / Artykuł

Microsoft kupił Dooma, więc akolici PlayStation chcą zakupów w Sony. To tak nie działa, a Sony nie musi szastać dolarami

Od dwóch dni widzę w sieci petycje, postulaty i wątki, w których fani konsol PlayStation domagają się, aby Sony odpowiedziało na zakupowy ruch Microsoftu. Zgodnie z filozofią talionu, Japończycy również powinni kupić znanego wydawcę. Np. Konami albo Segę. Tylko, że… to tak nie działa. I nie ma zbyt wiele sensu.

Ta transakcja już przeszła do historii. Microsoft wydał 7,5 miliarda dolarów, kupując firmę ZeniMax Media wraz z należącą do niej Bethesdą. To więcej, niż Disney zapłacił Lucasowi za Gwiezdne wojny! Za tę niewyobrażalną sumę Microsoft zyskał osiem doświadczonych studiów deweloperskich, nową strukturę wydawniczą oraz prawa do takich marek jak DOOM, Fallout, Wolfenstein, The Elder Scrolls, Quake, The Evil Within, Dishonored czy Prey.

Zakup Bethesdy był pierwszym ruchem Microsoftu, który stanął w gardle akolitom Sony.

Fanatycy PlayStation nie widzieli przesadnego zagrożenia ani w abonamentowym Game Passie, ani w niskiej cenie Xboksa Series S. Dopiero zakup ZeniMax Media sprawił, że wielu żołnierzy na konsolowym froncie poczuło ukłucie zazdrości. Microsoftowi udało się bowiem coś, czego firma nie potrafiła od czasów Xboksa 360: zieloni przejęli inicjatywę. Być może na chwilę, być może zaraz przyjdzie kontrofensywa Sony, ale medialnego sukcesu kupionego za 7,5 mld dol nikt Microsoftowi nie może odmówić.

Skoro negacja tym razem nie zdaje egzaminu, akolici PlayStation wybrali ucieczkę do przodu. Część internautów zaczęła się domagać kongruentnego ruchu ze strony Sony. Fani wskazali na potencjalne podmioty nadające się do kupna. Wymienione zostało m.in. Konami, padło także na Segę. Oczywiście po raz kolejny pojawił się również polski CD Projekt z ich Cyberpunkiem 2077 - według niektórych najgorętszą damą na wydaniu globalnej branży gier.

Problem polega na tym, że analogiczny ruch Sony jest trudniejszy. I niepotrzebny.

Biorąc pod uwagę rozpoznawalność i popularność konsol PlayStation, można odnieść mylne wrażenie, że Sony dominuje nad Microsoftem. Sprzedaż gier to jednak zaledwie wycinek działalności obu gigantycznych przedsiębiorstw. Wycinek, który w znacznej mierze wypacza realną siłę (w tym nabywczą) obu podmiotów. Zajrzyjmy więc tym dwóm firmom do skarbców, a wtedy nasza optyka może ulec znaczącej zmianie.

Microsoft:

  • kapitalizacja spółki: 1,5 biliona dolarów
  • Roczny przychód netto: 97 miliardy dolarów
  • Roczny zysk netto: 44 miliardy dolarów
  • Aktywa: 300 miliardów dolarów
  • Zobowiązania: 183 miliardy dolarów
  • Środki do natychmiastowej dyspozycji: 136 miliardów dolarów

Sony:

  • kapitalizacja spółki: 102 miliardy dolarów
  • Roczny przychód netto: 34 miliardów dolarów
  • Roczny zysk netto: 6 miliardów dolarów
  • Aktywa: 220 miliardów dolarów
  • Zobowiązania: 173 miliardy dolarów
  • Środki do natychmiastowej dyspozycji: 30 miliardów dolarów

Jeśli zestawimy ze sobą obu gigantów, zauważymy kilka istotnych różnic. Po pierwsze, Microsoft jest wart kilkanaście razy więcej (!) niż Sony. Łaska akcjonariuszy i inwestorów jeździ jednak na pstrym koniu, spójrzmy więc na inne wskaźniki. Microsoft generuje rocznie trzy razy więcej przychodu niż Sony. Firma Nadelli jest także znacznie bardziej rentowna, wytwarzając siedmiokrotnie więcej zysku „na rękę“ niż Sony. Do tego Microsoft ma kilkakrotnie więcej wolnych środków na koncie, możliwych do wydania w każdym momencie.

Oznacza to, że chociaż w opinii publicznej Sony gromi Microsoft na rynku gier wideo, to zieloni zarabiają więcej od niebieskich. Do tego są bardziej rentowni, a także oferują chętniej kupowane usługi. Dzięki chmurze Azure, pakietowi Office, systemowi Windows i reszcie oprogramowania Microsoft generuje gigantyczny zysk. Worki z pieniędzmi, którymi potem może rzucać na lewo i prawo, to przywilej na jaki Sony nie może sobie pozwolić. Czy też: może sobie pozwolić w znacznie mniejszym zakresie.

Wydać 7,5 miliarda dolarów dla Microsoftu to nie to samo, co wydać 7,5 miliarda dolarów dla Sony. Akolici PlayStation zachowują się trochę jak roszczeniowe dziecko, które ze łzami w oczach domaga się markowej kurtki, bo rodzice bogatego kolegi z klasy sprawili swojej pociesze Justa Cavalii. Problem polega na tym, że tata bogatego kolegi pracuje w IT, a ojciec naszego akolity prowadzi serwis z aparatami. Żyją całkiem nieźle, ale lepiej już było.

Na szczęście Sony nie musi dokonywać pospiesznych zakupów. Japończycy posiadają rewelacyjną strukturę.

Po zakupie ZeniMax Media Microsoft ma pod swoim dachem 23 studia deweloperskie. Dla porównania, Sony ma własnych studiów 15. Czy to znaczy, że Japończycy stoją na przegranej pozycji?

Nic z tych rzeczy.

Trzeba bowiem pamiętać, że Sony ściśle współpracuje z podmiotami niezależnymi, które produkują wiele gier na wyłączność (lub konsolową wyłączność) dla platform PlayStation. To tak zwane studia second-party - nienależące bezpośrednio do producenta konsoli, ale wspólnie z nim koegzystujące przy zachowaniu własnej tożsamości oraz unikalnego modelu kierowniczego.

Grupa PlayStation Studios:

  • Bend Studios (Syphon Filter, Days Gone)
  • Guerilla Games (Killzone, Horizon Zero Dawn)
  • Insomniac Games (Ratchet & Clank, Marvel’s Spider-Man)
  • Japan Studio (Knack, The Last Guardian)
  • Team Gravity (Siren, Gravity Rush)
  • ASOBI Team (The Playroom, Astro Bot)
  • London Studio (SingStar, Blood & Truth)
  • Media Molecule (LittleBIGPlanet, Dreams)
  • Naughty Dog (Uncharted, The Last of Us)
  • Pixelopus (Entwined, Concrete Genie)
  • Polyphony Digital (Gran Turismo)
  • San Diego Studio (MLB, NBA)
  • San Mateo Studio (Farpoint)
  • Santa Monica Studio (Journey, God of War)
  • Sucker Punch Productions (Infamous, Ghost of Tsushima)

„Zaprzyjaźnione“ studia:

  • BluePoint Games (Shadow of the Colossus, Demon’s Souls 2020)
  • Clap Hanz (Everybody’s Golf)
  • Kojima Productions (Death Stranding)
  • Housemarque (Alienation, Resogun)
  • Flavourworks (Erica)
  • Supermassive Games (Bravo Team, Until Dawn)
  • Creative Vault Studios (WipeOut Omega Collection)

Łącznie daje nam to 22 studia współpracujące głównie z Sony do 23 studiów Microsoftu. Oczywiście może się zdarzyć, że zaprzyjaźniony deweloper z listy Sony wyda coś na konsolę z rodziny Xbox. Ale przecież również Microsoft będzie wydawał gry na PlayStation 5, rozpoczynając od tytułów Deathloop oraz Ghostwire: Tokyo. Jestem do tego przekonany, że kolejne odsłony DOOMa czy Fallouta również pojawią się na PS5, a swoje przypuszczenia argumentowałem w tym wpisie.

Z tej perspektywy Microsoft wcale nie zyskał potężnej przewagi nad Sony. Gigant z Redmond wyrównał szanse, jeśli chodzi o zaplecze specjalistów produkujących dobre gry na (czasową) wyłączność. To niezwykle ważne, ponieważ Xbox cierpi na notoryczne czarne dziury w dystrybucyjnym kalendarzu. Doskonale widać to na przykładzie premiery nowych Series X i Series S. Microsoftowi nie udało się zabezpieczyć żadnej głośnej gry na wyłączność, która towarzyszyłaby premierze tych platform. W tym samym czasie Sony kusi przy pomocy Demon’s Souls, Milesa Moralesa oraz Ratcheta i Clanka.

Kupując ZeniMax Media, Microsoft po raz kolejny zwiększył ofertę programu Game Pass. Pomija się jednak inny, równie istotny fakt: firma wydała 7,5 miliarda dolarów, aby w końcu móc oferować regularny, emocjonujący i ciekawy kalendarz premier na wyłączność. Taki, który będzie porównywalny z ofertą Sony oraz Nintendo. Co prawda pierwsze owoce tego zakupu poznamy dopiero za 2 - 3 lata, ale już teraz nie mogę się doczekać rywalizacji na wspaniałe, ciekawe gry w pełni wykorzystujące potencjał nowych konsol.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst