Gry  / Recenzja

Microsoft Flight Simulator 2020 oddaje w ręce gracza całą planetę w skali 1:1 - recenzja nielota

W Microsoft Flight Simulator 2020 mam wylatane ponad 40 godzin. Połowa na średnim poziomie realizmu, połowa na maksymalnym. To za mało, aby udawać znawcę awioniki i silić się na dogłębne porównania z X-Plane 11. Nie muszę mieć jednak setek godzin za wolantem, aby stwierdzić: MFS to technologiczny przełom.

Gdzieś między szkołą podstawową i gimnazjum marzyłem o grach bez żadnych ograniczeń. Takich, w których mogłeś pójść, gdziekolwiek tylko chciałeś i robić wszystko, na co tylko masz ochotę. Prób realizacji takiej wizji było wiele, co by wymienić chociażby TES II: Daggerfall z 1997 r. czy GTA III z 2001 r. Poczucie wolności kończyło się jednak wraz z próbą wejścia do dowolnego z mieszkań albo po zderzeniu ze ścianą graniczną wirtualnego świata.

Microsoft Flight Simulator 2020 nie ma takich ścian i to jest niesamowite.

Grać można również offline, ale świat jest wtedy bardziej losowy

To pierwsza gra, która zaraz po wyjęciu z pudełka (i podłączeniu do sieci!) oferuje graczowi całą planetę Ziemia, w skali jeden do jednego. Próby osiągnięcia podobnego rezultatu były podejmowane np. w X-Plane, ale wyłącznie przy wykorzystaniu modyfikacji i nakładek. Microsoft zrobił to, co nie udało się żadnemu innemu deweloperowi: zaoferował nam Gaję taką, jaka jest naprawdę, z możliwością dostania się w NIEMAL każde miejsce na świecie.

Wyraz NIEMAL jest tutaj kluczowy, ponieważ producenci gry napotkali na typowe geopolityczne wyzwania XXI wieku. Z tego powodu niestety nie mamy co liczyć na wysokiej jakości zdjęcia satelitarne Tybetu czy przelot nad obozem koncentracyjnym w Korei Północnej. MFS opiera się na tych danych, jakie legalnie pozyskał Bing oraz kilka innych firm wyspecjalizowanych w zdobywaniu i przetwarzaniu danych GPS oraz danych satelitarnych.

Największym osiągnięciem gry jest to, że nasza planeta została odtworzona w każdym obszarze: miast, wsi, ulic, rzek, gór, pustyń, lasów, mórz i oceanów. Zachowane zostały także odpowiednie odległości między poszczególnymi punktami. Dzięki temu lot z Katowic do Warszawy trwa dokładnie tyle, ile w rzeczywistości, a pod pokładem znikają te same drogi, rzeki i miasta, jakie mijamy w prawdziwym świecie. Tutaj już nawet nie chodzi o to, że Warszawa wygląda jak Warszawa. Cudowne jest to, że z Warszawy mogę lecieć nad drogą na Częstochowę, a potem odbić w kierunku Katowic i dolecę do swojego domu!

Dwa petabajty danych. Tyle zajmuje nasza Ziemia, piramidy w Egipcie i twój dom.

Zapomniana afrykańska wioska gdzieś na krańcu świata

Dwa petabajty to 2000 terabajtów danych - z tylu informacji składa się świat w MFS. Żaden komputer osobisty nie jest w stanie pomieścić tak wielkiej porcji danych. Tutaj pojawia się chmura Azure, dzięki której gra pobiera te obszary, nad którymi aktualnie latamy. Technologia działa bezbłędnie. Nigdy nie doświadczyłem żadnego doczytywania lub efektu popup. Jestem jednak w uprzywilejowanej sytuacji, mając dostęp do kablowego Internetu o prędkości 500 Mb/s. Na szczęście do komfortowego grania w MFS wystarczy dziesięć razy wolniejsze połączenie.

Nasza planeta powstała w oparciu o dane GPS i dane satelitarne. Oznacza to, że pod względem samej struktury, samego układu przestrzennego, wszystko zostało wzorowo odtworzone. Każda ulica, każdy parking, każda autostrada i każda rzeka znajdzie swój cyfrowy odpowiednik. Świetnie odwzorowano także zagęszczenie budynków oraz ich wielkość. Bryły pokrywają się z danymi satelitarnymi, dzięki czemu każdy z was może przelecieć dokładnie nad swoim domem, o ile ten znajduje się w bazie danych Bing (a znajduje się na pewno).

Paryż budzi się do życia... o ile w ogóle spał

Problem polega na tym, że swojego domu możecie… nie poznać. Chodzi o tekstury. Ani Microsoft ani żadna inna firma na świecie wciąż nie zgromadziła tylu informacji, aby pokazać każdą ścianę każdego budynku z każdej strony, do tego w jakości HD. Google Street View i alternatywy to pewien zaczątek, ale wciąż jesteśmy lata od zgromadzenia tylu danych, aby zamienić je w tekstury dla każdej makiety budynku na całym świecie. Tutaj wchodzi AI, które generuje w MFS sztuczne tekstury, a następnie nakłada je na bryły 3D widoczne w grze.

Efekt końcowy jest taki, że twój dom faktycznie będzie twoim domem pod względem kształtu i lokalizacji, ale nie pod względem samego wyglądu. Na twoje mieszkanie zostanie naniesiona swoista tapeta z losowo generowanym „miejskim“, „wiejskim“, „postindustrialnym“, “nowoczesnym“ czy „skandynawskim“ wzorem, oddającym ogólną specyfikę miejsca. Efekt końcowy i tak jest jednak absolutnie powalający. Każdy z graczy w Polsce bez problemu znajdzie swoje miasto, swoją parafię, swój osiedlowy market oraz swoje mieszkanie. Ba, jeśli masz odpowiednie doświadczenie, możesz nawet wylądować obok swojego domu, o ile pozwala na to ukształtowanie terenu. Sam zaparkowałem swoją Cessnę np. obok Spodka i na rynku w Katowicach.

To dopiero gra na czas pandemii. Zwiedziłem świat, nie wychodząc z domu.

Prosto w oko cyklonu

Kilka pierwszych godzin upłynęło mi na zwiedzaniu najpiękniejszych i najbardziej znanych miejsc na świecie. Lawirowałem między wysokimi wieżowcami na Manhattanie, widząc piesze uliczki w Central Parku. Przeleciałem nad plażą na Krecie, gdzie nie tak dawno temu spędzałem urlop. Odwiedziłem moje ukochane, kameralne Zatybrze, widząc z daleka rzymskie koloseum. Przeleciałem obok piramid w Gizie i po raz kolejny zapłakałem, że nie udało mi się zrealizować wycieczki na Bali, przelatując nad piękną indonezyjską wyspą.

Microsoft Flight Simulator 2020 to tytuł, dzięki któremu możemy poznać nie tylko atrakcje turystyczne. Niesamowitym doświadczeniem jest przelot nad miejscami, których nie planujemy odwiedzić w prawdziwym świecie, ale które wydają się bardzo intrygujące. Somalia. Afganistan. Iran. Emiraty Arabskie. Każde z tych miejsc ma swoje naturalne piękno, a lot na nim jest swoistą lekcją geografii. MFS może przybliżać graczom obce, oddalone o tysiące kilometrów miejsca lepiej, niż robią to słowne opisy czy odrealnione zdjęcia z portali społecznościowych.

Szkoła pilotażu z wielkim niedosytem.

Gra oferuje pełną kontrolę nad oprogramowaniem pokładowym

Aby odwiedzić te wszystkie niesamowite miejsca, najpierw trzeba nauczyć się latać. Microsoft Flight Simulator 2020 oferuje dobre kursy pilotażu na malutkiej Cessnie 152. Ten turystyczno-treningowy samolot nauczy nas wszystkich fundamentalnych podstaw. Pedały, wolant, przepustnica, klapy - poczciwa, produkowana od ponad 30 lat maszyna pozwoli zrozumieć fundamentalne elementy kokpitu. Nauczymy się startować, wznosić, utrzymywać prędkość i wysokość, opadać i lądować. To niestety tyle.

Ewidentnie brakuje szkoły pilotażu dla każdej maszyny, albo przynajmniej dla każdego typu samolotu. Osoba przesiadająca się z malutkiej Cessny 152 do pasażerskiego Boeinga 747 będzie się czuła jak w innym wymiarze. Być może uda się jej nawet wystartować, ale lot z bazą wiedzy zdobytej wyłącznie w awionetce nie ma sensu. Gracz zostaje zmuszony do szukania szkoleń ze źródeł zewnętrznych, takich jak filmy YouTube czy poradniki na stronach internetowych. Wielka szkoda. Wolałbym wszystko mieć podane na tacy, bezpośrednio w grze wideo. Pewnym rozwiązaniem pozostaje włączyć autopilota i na podstawie jego działań uczyć się pilotażu metodą obserwacji.

Jestem także rozczarowany modelem zniszczeń. W zasadzie jego brakiem.

Jedna z tych gier, w których HDR robi robotę

Nie, to nie tak, że planowałem efektownie rozbijać się Airbusem o nowojorskie wieżowce. Bezpieczny lot i udane lądowanie daje w MFS znacznie więcej frajdy niż udawane Ace Combat. Problem polega na tym, że do gry nie wdrożono żadnego systemu zniszczeń samolotu. Nie przeszkadza mi to, gdy mam czołową patelnię z ziemią, pikując bez szansy na wyprowadzenie awionetki. Pojawia się czarny ekran i tyle wystarcza, aby dosadnie dać do zrozumienia, że właśnie zakończyliśmy swój żywot.

Istnieje jednak mnóstwo stanów pośrednich między poprawnym lotem i bezpośrednim zderzeniem z ziemią. Weźmy zniszczenia wywołane przeciążeniami, siłą wiatru, złymi kątami skrętu, nieumiejętnym opadaniem i tak dalej. W MFS2020 nieodpowiedni lot sprawia, że przez chwilę samolot delikatnie się trzęsie, a potem pojawia się wcześniej wspomniany czarny ekran. Mniej doświadczony pilot nie ma żadnych szans aby odgadnąć, co zrobił nie tak.

Brakuje dodatkowych efektów turbulencji. Brakuje zniszczeń poszycia. Dałbym wiele, żeby widzieć, jak samolot jest rozrywany na części, na skutek sił fizycznych oddziałujących na kadłub podczas błędnego, zbyt ostrego i zbyt nagłego wzniosu. Chciałbym widzieć, jak rozrywane jest skrzydło skutkiem błędu pilota. Chciałbym mieć też możliwość podjęcia próby awaryjnego lądowania uszkodzoną maszyną. Niestety, nie tutaj. MFS jest bardzo zachowawczy. Zgaduję, że duży wpływ na ten stan rzeczy mają porozumienia z producentami samolotów.

Za to samo odwzorowanie maszyn i kokpitów to po prostu poezja.

Gdzieś w Ameryce Południowej

Burza. Lecę nad Tatrami. W pewnym momencie restartuję całą elektronikę pokładową samolotu. Cyfrowe ekrany najpierw są ciemne, z kolei później pojawia się na nich… logo Garmina. Włączenie systemu trwa kilka sekund. Najpierw lewe okno. Potem prawe. Dokładnie tak jak w rzeczywistości. Twórcy zadbali o takie detale, chwaląc się emulacją oprogramowania samolotowego bezpośrednio w grze. Rozwiązania z serii Garmin Aviation Solutions działają w skali jeden do jednego, w oparciu o nasz fikcyjny GPS oraz szereg dodatkowych, ale wciąż fikcyjnych czujników. Niesamowite.

Od pokręteł jasności ekranu, przez przyciski świateł, kończąc na dźwigni przepustnicy - w MFS możemy korzystać z całego wachlarza interaktywnych elementów. W zależności od poziomu trudności asyst jest coraz mniej, procedur coraz więcej, a nasza wiedza musi dotyczyć coraz szerszego zakresu działań pilota. Pierwszy start Cessną 152 z katowickiego Muchowca ma się nijak do startu samolotu pasażerskiego z lotniska Kennedy’ego, poprzedzonego procedurą kontrolną i kontaktem z wieżą (na ten moment wyłącznie język angielski dialogów, ale są polskie napisy).

Szkoda tylko, że na wyższym poziomie trudności musimy odrywać dłonie od wolantu. Testowałem zestawy składające się z elementów yoke, rudder, throttle, od producentów podzespołów Logitech, Honeycomb i Thrustmaster. Niezależnie od konfiguracji, zawsze brakowało mi kilku przycisków. Na ten moment ani jeden zestaw wolant + pedały + przepustnica nie radził sobie z najwyższym poziomem trudności w MFS. Sporadycznie, dwa albo trzy razy na lot, musiałem sięgać do myszki albo klawiatury. Dlatego naprawdę warto pomyśleć o dodatkowym switch panelu.

Microsoft Flight Simulator 2020 to prawdziwy skarb w portfolio Microsoftu

Nie zabrakło polskich napisów, wraz z nazwami oprzyrządowania

Narzeczona patrzyła z rozbawieniem, bo „przecież nie nie robiłem“, siedząc przy komputerze. Z ustabilizowaną wysokością lotu, delektowałem się widokiem warmińskich jezior, krążąc między Ełkiem, Gołdapią i Dubeninkami. Od czasu do czasu sięgałem tylko po wolant, dokonując drobnej korekty kursu. Faktycznie, może nie katowałem przycisków jak w Bloodborne, ale bawiłem się równie dobrze. Relaksowałem się po dniu pracy, głodny pięknego wirtualnego świata za oknem. Zerkam na zegarek. Jeszcze trochę i lądowanie w Królewcu.

Microsoft Flight Simulator 2020 to jednocześnie imponujący przełom technologiczny, jak również bardzo dobra gra. Symulatorowi brakuje nieco pazura, a szkoła lotnictwa powinna być bardziej rozbudowana. Nie mam jednak wątpliwości, że modyfikacje, dodatkowa zawartość ze sklepu oraz społeczność pasjonatów wypełnią wszystkie luki. To pewnie tylko kwestia czasu, nim w grze pojawią się samoloty wojskowe (kto by nie chciał polatać Herculesem?) czy pierwszowojenne dwupłatowce.

Największe zalety:

  • Planeta Ziemia, w skali 1:1, w mojej grze wideo
  • Świetny pokaz graficznych możliwości, wspaniałe widoki
  • Niesamowite, bezkonkurencyjne odwzorowanie kokpitów
  • Dobra współpraca z peryferiami, konfiguracja przycisków
  • Działa również na słabszych PC
  • Pozwala odkrywać i poznawać świat, dosłownie
  • Interfejs, opisy i dialogi z wieżą (napisy) po polsku
  • Jedna z najbardziej imponujących gier 2020 r.
  • Nie trzeba kupować, można zagrać w Game Pass

Największe wady:

  • Brak jakiegokolwiek systemu zniszczeń
  • Brak pełnej szkoły pilotażu
  • Brak wsparcia dla monitorów 21:9 poza trybem okienkowym
  • Zaledwie zręby trybu multiplayer

Najważniejsza i najlepsza jest w MFS wolność. Możemy wybrać wszystko, co istotne: pas startowy, samolot, warunki atmosferyczne, porę dnia, stopień trudności czy poziom symulacji. Gra pięknie skaluje się do naszych potrzeb, możliwości i umiejętności. Dzięki temu frajdę z latania będę miał gracz taki jak ja, wyposażony w wolant i pedały, ale także doświadczony weteran z całym kokpitem lotniczym oraz niedzielny gracz z myszką i klawiaturą.

To gra dla każdego, kto jest ciekaw świata, lotnictwa i bujania w chmurach.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst