Kosmos / News

Zbudujemy kosmiczną Wieżę Babel. Międzygwiezdni podróżnicy będą lecieć tak długo, że przestaną dogadywać się z Ziemią

1326 interakcji
dołącz do dyskusji

Popuśćmy trochę fantazji: budujemy międzygwiezdną arkę, wypełniamy ją ludźmi, zwierzętami i roślinnością i wysyłamy w kierunku Proximy Centauri, najbliższej nam gwiazdy odległej o 4,26 lat świetlnych od Ziemi. Czysto teoretycznie nie jest to w żaden sposób niemożliwe. Trudne? Tak. Niemożliwe? Nie.

Problem jednak w tym, że ci, którzy wyruszą z Ziemi nigdy do Proximy nie dotrą, a ci którzy dotrą, nie będą już znali Ziemi. Po drodze natomiast wiele pokoleń podróżników narodzi się i umrze nie widząc ani Ziemi ani Proximy b. Co więcej, w trakcie podróży międzygwiezdnej trwającej od setek do tysięcy lat, na przestrzeni życia wielu pokoleń zapewne pojawi się wiele problemów biologicznych czy mutacji, których na Ziemi, przed lotem nikt nie będzie w stanie przewidzieć.

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez zespół językoznawców, takiej samej mutacji ulegnie właśnie język.

W artykule zatytułowanym Language Development During Interstellar Travel opublikowanym w kwietniowym wydaniu periodyku Acta Futura, Andrew McKenzie oraz Jeffrey Punske zastanawiają się w jaki sposób będzie przebiegała ewolucja języka w społecznościach egzystujących w zamkniętej przestrzeni, odizolowanej całkowicie od społeczności pozostającej na Ziemi. Ewolucja języka będzie czynnikiem nieuchronnym podczas długich międzygwiezdnych podróży, a to oznacza, że z czasem język takich podróżników będzie zupełnie niezrozumiały dla ludzi mieszkających na Ziemi, gdyby kiedykolwiek mieli się jeszcze ze sobą spotkać.

Na Ziemi także języki zmieniają się w czasie

Nie są to jedynie założenia, o czym doskonale wiedzą studenci jakiejkolwiek filologii, którzy w trakcie swoich studiów muszą przynajmniej dotknąć dawnych wersji języka, którego się uczą. Studenci filologii angielskiej (chyba najpopularniejszej), w programie nauczania mają pierwszy (i zazwyczaj jedyny) kontakt z językiem staroangielskim. Poznając literaturę angielską zazwyczaj zaczyna się od Beowulfa, jednego z najstarszych dzieł literatury staroangielskiej. Spisany po raz pierwszy około 1000 lat temu poemat zaczyna się od słów:

Hwæt. We Gardena in geardagum,

þeodcyninga, þrym gefrunon,

hu ða æþelingas ellen fremedon.

Oft Scyld Scefing sceaþena þreatum,

monegum mægþum, meodosetla ofteah,

egsode eorlas. Syððan ærest wearð

feasceaft funden, he þæs frofre gebad,

weox under wolcnum, weorðmyndum þah,

oðþæt him æghwylc þara ymbsittendra

ofer hronrade hyran scolde,

gomban gyldan. þæt wæs god cyning.

ðæm eafera wæs æfter cenned,

geong in geardum, þone god sende

folce to frofre; fyrenðearfe ongeat

þe hie ær drugon aldorlease

lange hwile. Him þæs liffrea,

wuldres wealdend, woroldare forgeaf;

Beowulf wæs breme blæd wide sprang,

Scyldes eafera Scedelandum in.

Ten sam język ewoluując przez kolejne tysiąc lat, stał się znanym nam dzisiaj językiem angielskim, ale sami przyznacie, że komunikacja między nami, a użytkownikami języka angielskiego sprzed tysiąca lat byłaby raczej niemożliwa.

Podróże międzygwiezdne to zupełnie inny poziom

W przypadku wyprawy na Proxima b mówimy właśnie o takich samych przedziałach czasowych, a na dodatek mielibyśmy dwie społeczności istniejące nie w tym samym kraju na tej samej planecie, ale o jednej żyjącej na Ziemi i drugiej żyjącej na wielopokoleniowym statku kosmicznym, gdzie życie, problemy, troski i nadzieje wyglądałyby zupełnie inaczej od naszych.

Ilustrując całe zagadnienie McKenzie i Punske wykorzystali przykłady różnych rodzin języków na Ziemi i wyrastania z nich na przestrzeni czasu kolejnych języków. Następnie badacze spróbowali oszacować w jaki sposób ten sam proces zachodziłby na przestrzeni 10 lub więcej pokoleń żyjących na statku międzygwiezdnym. W notatce prasowej informującej o badaniach, McKenzie tłumaczył:

Jeżeli cała społeczność będzie istniała na takim statku przez 10 pokoleń, w tym czasie zapewne pojawią się nowe koncepcje, nowe kwestie społeczne i ludzie będą przystosowywali do nich język, aby móc o nich rozmawiać. Z czasem także powstanie nowe słownictwo, które będzie charakterystyczne dla danego statku. Ludzie na Ziemi nie będą jednak mieli tych samych procesów czy zjawisk społecznych, więc jeżeli nie będzie wystarczającej komunikacji między statkiem a Ziemią, każdy z języków pójdzie swoją własną drogą.  Im bardziej statek będzie się oddalał, tym mniej rzeczy będzie przekazywane na Ziemię. Kolejne pokolenia będą przemijały tak na statku, jak i na Ziemi, a więc z czasem tak naprawdę nie będzie już z kim rozmawiać na Ziemi i o czym. Co więcej nie będzie za bardzo o czym mówić, wszak informacje na Ziemię z czasem będą leciały całymi latami, a odpowiedzi na nie będą potrzebowały jeszcze raz tyle czasu, aby dotrzeć na statek.

Jako przykład badacze podają w swoim artykule polinezyjskich żeglarzy, którzy rozprzestrzenili się na wyspach południowego Pacyfiku między 3000 a 1000 r. p.n.e. Choć wszyscy oni mieli swoje korzenie na Tajwanie 6000 lat p.n.e., to proces zasiedlania nowych terenów pozwolił wyewoluować zupełnie nowym kulturom już w pierwszym tysiącleciu p.n.e. Języki polinezyjskie w niewielkim stopniu przypominały ich wspólny język źródłowy Formosan.

Jak temu zaradzić?

Takie zmiany w językach na całym świecie zachodzą powoli ale bezustannie. Jeżeli nikt nie będzie śledził wszystkich zmian, nie będzie ustalał standardów gramatycznych, nie będzie notował zmian ewolucyjnych, języki ziemskie staną się tak samo obce dla mieszkańców statków kosmicznych.

Jakby tego było mało, język będzie ulegał ewolucji zarówno na statku, jak i na Ziemi. Jaki w tym problem? Jeżeli na statku znajdą się językoznawcy, którzy będą dbali o rejestrowanie i śledzenie zmian języka w stosunku do języka angielskiego istniejącego na Ziemi w momencie startu, to w pewnym momencie ich notatki staną się bezużyteczne, bowiem język na Ziemi z czasem też ulegnie zmianom, o których oni nie będą wiedzieli. W efekcie, będą swój ewoluujący język tłumaczyć na przestarzały język angielski, którego na Ziemi też już nikt nie będzie używał.

Czy to naprawdę takie groźne?

Problem ten stanie się szczególnie poważny, gdy w kierunku Proximy b polecą kolejne statki, które znów będą potrzebowały wielu pokoleń, aby dotrzeć na miejsce. W momencie kiedy nowi koloniści dotrą na Proximę b (oczywiście ich język po drodze też się już znacząco zmieni w stosunku do języka, z którym ich statek wyruszał z Ziemi, a którego nie poznali nigdy wcześniejsi koloniści), będzie to bardziej przypominało spotkanie dwóch różnych cywilizacji, z dwóch zupełnie różnych światów, a nie spotkanie znajomych z Ziemi. Bariera językowa i cywilizacyjna może być na tyle duża, że na miejscu nowi koloniści mogą zostać odrzuceni i w Nowym Świecie może dochodzić do aktów prześladowania czy dyskryminacji nowych przybyszów. Nie brzmi to dobrze.

W skrócie: będzie trudno

Według badaczy zatem niezwykle istotnym czynnikiem warunkującym powodzenie misji  jest to, aby na pokładzie statków międzypokoleniowych znaleźli się językoznawcy, którzy będą wiedzieli czego oczekiwać i będą przekazywali tą wiedzę kolejnym pokoleniom językoznawców na statkach. Zważając na to, że w przypadku podróży międzygwiezdnych takie zmiany języka są niemal pewne, badacze wskazują wręcz, że większość załogi powinna przed startem z Ziemi przejść obszerne szkolenie metalingwistyczne.

Nie bez powodu na Ziemi mamy mity o Wieży Babel. Bariery językowe zawsze stanowiły poważną przeszkodę w komunikacji między społecznościami, szczególnie jeżeli dzieliły je ogromne odległości. Zatem jeżeli ludzkość zdecyduje się kiedyś na podróże międzygwiezdne, to i te przeszkody zostaną wyniesione na zupełnie nowy poziom.

nie mobile
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst