Operatorzy  / Felieton

Jak Polak z miasta i Polka ze wsi zniosą blackout sieci komórkowych. Historia zmyślona, ale trochę prawdziwa

„Odpal Mołotowa i podaj mi go” – powiedział Sławek do Zbyszka. Koktajl poleciał w kierunku metalowej konstrukcji. Maszt zapłonął. „Kamerujesz? Leci live na Facebooka?” – pyta Sławek. „Tak, ale coś przerwało” – odparł Zbyszek.

„Cholerne sieci, nigdy nie działają, kiedy są potrzebne. Jutro zareklamujemy” – powiedział Sławek, pospiesznie oddalając się od rozświetlonej na żółto, tej złej, „promiennikowej” stacji bazowej. Podobne akcje szeregu grup na wiele dni unieruchomiły sieci mobilne w całym kraju.

Miejska historia Tobiasza

Tobiasz, jak co dzień, o 6 rano poszedł po bułki do sklepu. Poranki zawsze miał ciężkie i śniadanie jadł z zamkniętymi oczami, ale tym razem przebudzenie przyszło szybko. Na drzwiach sklepu powitała go tabliczka z napisem „terminal płatniczy nie działa, płatność tylko gotówką”. Komunikat o awarii wyświetlał się także na pobliskim bankomacie. Powrót do domu po pieniądze zajął mu kilka minut i jak domino zaczął dezorganizować cały dzień. Na przystanku jakiś łobuz zerwał rozkład jazdy. No nic, trzeba po prostu poczekać, bo nie ma jak sprawdzić go w Internecie. Autobus przyjechał, ale po trzech przystankach stanął - awaria.

Tobiasz wysiadł klnąc pod nosem, bo zapowiadało się spore spóźnienie w nowej pracy, której szukał wiele miesięcy. Choć w zasięgu wzroku miał przynajmniej trzy carsharingi i dwie hulajnogi, to nie był w stanie z nich skorzystać. „Nie zamówię ani Ubera, ani taksówki, szlag by to trafił!” – wysyczał. Gdy już dojeżdżał do pracy kolejnym autobusem i podłączył do firmowego Wi-Fi, okazało się, że w międzyczasie napisała do niego partnerka: „zabrałeś moje klucze i nie mogę pójść do tego lekarza, u którego wizytę umówiłam wiele miesięcy temu”. 

Tobiasz wrócił do domu z problemami (autobusy jeździły jak chciały, nie działały systemy zarządzania flotą), więc do pracy postanowił tym razem pojechać samochodem. Wpadł jednak w korki, zupełnie nietypowe w tym miejscu i czasie, bo nawigacja nie pokazywała mu aktualnego stanu ruchu. A zatory wzrosły, bo nie było dynamicznego zarządzania sygnalizacją świetlną w zależności od natężenia ruchu. 

To nie był dobry dzień dla Tobiasza.

Wiejska historia Agaty

Agata kilka lat temu spełniła swoje marzenie. Wyprowadziła się na niewielką wieś, taką trochę zapomnianą przez świat. Razem z mężem prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, w wolnych chwilach dorabia jako grafik-freelancer. Choć do wsi nie dochodzi Internet kablowy, to dobry zasięg sieci komórkowej zapewniał wysokie przepływności. Po zakończonej późną nocą pracy dla jednego z klientów z dużej, międzynarodowej firmy, Agata usiadła rano do komputera. Router mobilny złowrogo migał czerwoną lampką: „brak sieci”.

„Muszę dzisiaj wysłać tę pracę, choćby nie wiem co!” – powiedziała wsiadając o 6 rano na rower i jadąc ponad 10 km do sąsiedniej wsi, gdzie w gminnej bibliotece podłączyła się pod Wi-Fi. Wracając do domu nie zrobiła zakupów, bo oczywiście zapomniała gotówki, zawsze „pikała” telefonem. W domu o 8 przywitały ją spanikowane dzieci, że dzisiaj miał być przecież egzamin w szkole, a ich komputery nie mogą połączyć się z serwerem.

W tym czasie mąż oznajmił Agacie, że przestały spływać zamówienia na ich wyroby spożywcze, które szybko się psują. Nie ma też jak zamówić kuriera po wysyłkę tych już opłaconych, więc klientom trzeba będzie oddać pieniądze – ale jak to zrobić bez możliwości zalogowania się do banku?

To nie był dobry dzień dla Agaty.

Sieci mobilne to nieodłączna część naszego życia

Świetny thriller „Blackout” Marca Elsberga opisuje pogrążającą się w chaosie Europę, w której nagle odcięto wszystkim elektryczność. Jestem bardzo ciekawy, czy ktoś czasem nie pisze już podobnej książki opisującej rzeczywistość, w której nagle padają wszystkie sieci komórkowe. W Europie spłonęło w tym roku ponad 100 masztów, z czego co najmniej 6 w Polsce. Wstępny zarys scenariusza dezorganizującego nasze życie bez telefonii komórkowej już jest.

Prąd, woda, Internet – trzy media, bez których nie wyobrażamy sobie dzisiaj nowego lokum. W żadnym wypadku nie zastanawiamy się jak to jest, że je po prostu mamy. Że włączamy smartfon, wpisujemy w przeglądarce „spidersweb.pl” i na ekranie telefonu momentalnie wyskakuje na przykład ten felieton, że w kieszeni mamy urządzenie, z poziomu którego mamy dostęp do wiedzy całego świata, że prawie wszędzie możemy zapłacić kartą. Część rzeczy, oczywiście, obsłużymy przez Wi-Fi, ale wszystkie dane wskazują, że zużywamy danych komórkowych o kilkadziesiąt procent więcej rok do roku. To pokazuje, że jesteśmy coraz bardziej mobilni.

Dla wielu osób telefonia komórkowa kojarzy się tylko z telefonami i przeglądaniem stron www. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylą, jak bezprzewodowa transmisja sprawia, że ich życie jest wygodniejsze. Jak wiele urządzeń działa dzięki łączności mobilnej, jak wiele biznesów jest o to opartych.

Ale nie każdy to rozumie

Kiedy jeździłem na protesty lokalnych społeczności przeciwko stacjom bazowym, jednym z pierwszych pytań było: „kto z państwa używa telefonu komórkowego?”. Jak możecie się domyślać, ręce oczywiście podnosili wszyscy.

Trudno było im jednak zrozumieć, że ich małe urządzenia nie działają bez stacji bazowych, albo że nie zapłacą kartą w miejscu, gdzie nie ma Internetu. Po tragedii, jaka spotkała wieś Rytel i okolice prawie 3 lata temu, kiedy przez tereny przeszły potężne wichury, czytałem materiały dziennikarskie z wypowiedziami mieszkańców. Pamiętam szczególnie jeden: „nie ma prądu, nie mamy jak naładować swoich telefonów”. Ta osoba nie przejmowała się, że jedzenie w lodówce się zmarnuje, tylko że nie będzie miała łączności ze światem.

Mobilna łączność jest już nieodłączną częścią naszego życia. Dla rozwiązań, które z założenia są mobilne (np. carsharing) albo po prostu do zapewnienia kontaktu ze światem w miejscach, do których nie dochodzi łącze kablowe dobrej jakości (20 proc. gospodarstw domowych w miastach i aż 40 proc. na wsi). Niszczenie infrastruktury, protesty przeciwko budowie nowych masztów, a później zdziwienie, że „te głupie sieci jak zwykle nie działają” pokazuje, jak bardzo nie jesteśmy świadomi zasad według których działa otaczający nas dzisiaj świat.

Warto czasem usiąść i chwilę się nad tym zastanowić.

Witold Tomaszewski. Założyciel i wieloletni redaktor naczelny TELEPOLIS.PL, później odpowiadający za wsparcie procesu inwestycyjnego budowy sieci Play na polu relacji publicznych. Teraz niezależny doradca działający na rynku telekomunikacyjnym, specjalizujący się w zakresie strategii komunikacji i procesie legislacyjnym. Specjalizacja: 5G.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst