Foto  / Artykuł

Polak stworzył niesamowity film pokazujący ruch Ziemi. Wystarczyło „anulować” rotację naszej planety

1009 interakcji
dołącz do dyskusji

Internet w ostatnich dniach podbił film Bartosza Wojczyńskiego. Polak wycelował swój obiektyw w gwiazdy, ale efekt nie przypomina niczego, co większość z nas kiedykolwiek widziała. Film obejrzało blisko pół miliona osób. Nic dziwnego: efekt jest wręcz hipnotyczny. Spytałem autora, jak wykonał ten materiał.

W wyjątkowym filmie, o którym mowa, twórca ustabilizował niebo, a nie Ziemię. Dzieło Wojczyńskiego przedstawia kompletną rotację naszej planety względem gwiazd, wynoszącą 23 godziny i 56 minut. Nie jest to jednak zwykły film, tylko sekwencja zdjęć robionych z minutowym interwałem (przerwą pomiędzy jednym zdjęciem a drugim) i połączonych autorską metodą.

Jak powstał popularny film? Wystarczyło „anulować” rotację Ziemi

Do jego wykonania twórca wykorzystał pełnoklatkową lustrzankę cyfrową Nikon D810 z obiektywem Irix 15 mm f/2.4. Kluczem do wykonania tak niezwykłego efekty było zastosowanie specjalnej głowicy Sky-Watcher Star Adventurer. Jak opisuje to twórca, jest to głowica z napędem umiejącym „anulować” ruch obrotowy naszej planety poprzez powolną rotację w odwrotnym kierunku. Tak wygląda i działa podobny zestaw w praktyce:

W filmie widać także specjalny zabieg płynnego przejścia z dnia do nocy.

Efekt płynnego przejścia z dnia do nocy osiągam manualnie, zmieniając czas ekspozycji o zmierzchu i o świcie, żeby był mniej więcej dopasowany do poziomu oświetlenia. Następnie skoki jasności pomiędzy kolejnymi klatkami wygładzam za pomocą eksperymentalnego oprogramowania własnego autorstwa.

Fot. Bartosz Wojczyński
Fot. Bartosz Wojczyński

Głowica, z której skorzystał twórca, jest zaskakująco tania, jak na sprzęt do astrofotografii. Jest to jednak dosyć podstawowy model do lekkich sprzętów. Potrafi obsłużyć aparaty z obiektywem do ok. 200 mm. Do teleskopów przeznaczone są większe i droższe głowice. Powyżej widać „sztandarowy” zestaw Wojczyńskiego: teleskop Takahashi Epsilon 130D 430 mm f/3,3 z aparatem Nikon D810A, głowicą Rainbow RST-135 i statywem Avalon T-90. Całość kosztuje ok. 55 tys. zł. No i to jest kwota, którą bardziej kojarzę z fotografowaniem kosmosu.

Film poklatkowy powstał w Namibii, na farmie Tivoli położonej na pustyni Kalahari

Kompleks mgławic w Skorpionie. Jeden z najbarwniejszych i najbardziej zróżnicowanych fragmentów nocnego nieba. Zdjęcie z Namibii, 6 godzin naświetlania. Fot. Bartosz Wojczyński
Kompleks mgławic w Skorpionie. Jeden z najbarwniejszych i najbardziej zróżnicowanych fragmentów nocnego nieba. Zdjęcie z Namibii, 6 godzin naświetlania. Fot. Bartosz Wojczyński

To popularne miejsce wśród astrofotografów. Dlaczego akurat tam? I czy dałoby się zrobić takie zdjęcia w Polsce?

Popularność Namibii to nie przypadek. Panują tam optymalne warunki do obserwacji nocnego nieba. Najbliższa miejscowość znajduje się w odległości kilkudziesięciu kilometrów. Dodatkowym czynnikiem jest sprzyjający klimat: suche powietrze, zachmurzenie rzędu 5 proc. w okresie maj-wrzesień.

Bartosz Wojczyński odwiedził Namibię rok temu. Wykonał wtedy także inne materiały. Jednak z nich jest to niezwykłe ujęcie przedstawiające Drogę Mleczną przechodzącą od horyzontu do horyzontu:

Fot. Bartosz Wojczyński
Fot. Bartosz Wojczyński

Szerokość geograficzna farmy to 23°S, czyli stosunkowo blisko równika. Dzięki temu biegun niebieski (centrum pozornego obrotu sfery niebieskiej) leży nisko nad horyzontem i na filmie horyzont jest widoczny przez cały czas. W Polsce stworzenie tego typu filmu jest bardzo trudne, ponieważ biegun niebieski leży wysoko na niebie (około 52°), przez co horyzont zatacza bardzo duże okręgi, niemożliwe do objęcia nawet najszerszymi obiektywami.

Bartosz wybierał się do Namibii także w tym roku, ale jego plany pokrzyżowała pandemia koronawirusa. Następna okazja będzie za niecały rok, w maju 2021 r. Jak powiedział mi Bartosz, farma Tivoli jest na tyle popularna wśród astronomów, że trzeba rezerwować miejsca około półtora roku wcześniej.

„Astronomią interesuję się od zawsze”

Bartosz Wojczyński zajmuje się fotografią ok. 10 lat. Wtedy to w jego ręce wpadł pierwszy aparat, Nikon D5100.

Na początku bawiłem się w typowe tematy modne wśród początkujących — zdjęcia makro, HDR-y itd., chociaż dość szybko przerzuciłem się praktycznie wyłącznie na fotografowanie nocnego nieba. Jest to związane z tym, że astronomią interesuję się od zawsze i już jako kilkulatek pochłaniałem książki o kosmosie. Początkowo zajmowałem się astrofotografią krajobrazową, ponieważ jest to dziedzina wymagająca najmniejszych nakładów sprzętowych.

Zdjęcie wykonane w lipcu 2013 roku Nikonem D5100 z obiektywem Samyang 8 mm, fot. Bartosz Wojczyński
Zdjęcie wykonane w lipcu 2013 roku Nikonem D5100 z obiektywem Samyang 8 mm, fot. Bartosz Wojczyński

Wojczyński z roku na rok poszerzał swoją wiedzę, ale i inwestował w nowy, lepszy sprzęt. To bardzo istotne, ponieważ astrogotofrafia jest bardzo techniczną dziedziną fotografii. Jakość zastosowanego sprzętu odgrywa tu kluczową rolę.

Kamieniem milowym każdego astrofotografa jest zakup montażu paralaktycznego, czyli głowicy z napędem, która umożliwia podążanie za ruchem gwiazd na sferze niebieskiej. Bez takiego urządzenia jesteśmy ograniczeni do ekspozycji o czasach rzędu 20-30 sekund, na dłuższych czasach gwiazdy się rozmywają na skutek ruchu obrotowego Ziemi. Posiadając taki napęd, możemy łapać fotony przez dowolnie długi czas, co w znaczący sposób przekłada się na jakość zdjęcia.

Na potwierdzenie tych słów twórca pokazuje dwie fotografie: 15-sekundowe zdjęcie wykonane bez napędu i 2-minutową ekspozycja z montażem podążającym za ruchem gwiazd. Różnicę widać gołym okiem.

Fot. Bartosz Wojczyński
Fot. Bartosz Wojczyński

Polski twórca już wcześniej zachwycał swoją pasją i fotografiami. Dobrym przykładem będzie tu fotografia księżyca, którą wykonał ze swojego balkonu w Piekarach Śląskich. To niezwykle dokładne zdjęcia powstało z połączenia aż 32 tys. pojedynczych obrazów. Fotografowanie zajęło mu zaledwie 30 min ale już składanie finalnego ujęcia, które ma 73,5 GB, kosztował aż go ponad 5 godzin z życia.

Zajmowałem się swego czasu również fotografią Ksieżyca w wysokiej rozdzielczości. Jest to zupełnie inna szkoła jazdy niż tradycyjna fotografia lustrzanką. Zdjęcia robi się szybką kamerką monochromatyczną w przez filtry barwne, a następnie osobne kanały łączy się w kolorowe zdjęcie.

Fot. Bartosz Wojczyński
Fotografie Księżyca wykonana z 32 tys. zdjęć, fot. Bartosz Wojczyński

Oprócz tego, Wojczyński zajmuje się również tradycyjną fotografią obiektów głębokiego nieba (mgławice, galaktyki), przy wykorzystaniu teleskopu wycelowanego przez kilka godzin w jeden punkt na niebie. Mieszkając na Śląsku nie jest to jednak najłatwiejsze zadanie.

Centrum Drogi Mlecznej, mozaika 6 kadrów z Sigmy 50 mm. Fot. Bartosz Wojczyński

Do wykonywania tego typu zdjęć głębokiego nieba, wymagane są bardzo dobre warunki obserwacyjne, czyli maksymalnie ciemne niebo. W tak dużej aglomeracji nie jest to możliwe. Fotografie Księżyca natomiast można robić z dowolnego miejsca, bo Księżyc jest bardzo jasnym obiektem.

Bartosz Wojczyński na co dzień pracuje jako programista. Okazjonalnie łączy obie umiejętności. Jest między innymi autorem strony transit-finder.com do wyszukiwania przelotów Międzynarodowej Stacji Kosmicznej na tle Słońca i Księżyca. Strony, z której korzysta wielu obserwatorów nieba na całym świecie.

Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco więcej na temat jego fotograficznej pracy, odwiedźcie jego kanał na YouTube, gdzie od czasu do czasu nagrywa warsztaty z astrofotograii. Bartosz prowadzi też prelekcje na żywo. Koniecznie polecam zajrzeć na stronę twórcy, oraz jego profil na Instagramie, gdzie można obejrzeć więcej wspaniałych zdjęć kosmosu!

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst