Tech  / Recenzja

(Prawie) wszystko robi dobrze. Motorola Edge – recenzja

Motorola Edge skradła moje serce, ale czy skradłaby też pieniądze z portfela, gdyby przyszło mi kupić nowy telefon?

Po dwóch tygodniach przeminęły pierwsze „motyle w brzuchu”, a okres zachwytu nowością ustąpił codzienności. Mimo to – mam o Motoroli Edge dokładnie takie samo zdanie, jak w chwili pisania pierwszych wrażeń.

Nie będę powtarzał słów, które napisałem dwa tygodnie temu. Zamiast tego przyjrzyjmy się kilku powodom, dla których warto kupić ten smartfon i kilku, dla których lepiej wydać pieniądze na inny telefon.

Motorola Edge – dlaczego warto ją kupić?

Przede wszystkim dlatego, że oferuje absolutnie fantastyczne, cudowne, niesamowicie przyjemne wrażenia z użytkowania. Żaden telefon z Androidem jakie testowałem w tym roku, nawet OnePlus 8 Pro, nie był tak przyjemny w obsłudze na co dzień, jak nowa Motorola.

Android w wersji Motoroli, nazwany tutaj My UX, to poezja. Idealnie połączenie wyglądu i funkcji czystego Androida ze znakomitą optymalizacją, i kilkoma dodatkami prosto od producenta, które przydają się na co dzień.

Nie ma szybszego sposobu na uruchomienie aparatu, niż dwukrotne pokręcenie nadgarstkiem.

Nie ma szybszego sposobu na włączenie latarki, niż podwójne machnięcie telefonem.

Nie ma lepszego trybu always–on display niż ten, który pozwala zareagować na powiadomienia a nawet odpisać na wiadomości, bez odblokowywania ekranu.

Nie ma drugiego tak przemyślanego i dopracowanego, zakrzywionego ekranu. Motorola Edge, choć ma najbardziej ewidentną krzywiznę ze wszystkich smartfonów dostępnych obecnie na rynku, najmniej tą krzywizną irytuje. W czasie dwóch tygodni testów nie zdarzyło się ani razu, bym przypadkiem wcisnął niechciany element interfejsu, sięgając palcem przez ekran. Zdarzało się za to notorycznie, że dostrzegałem przychodzące powiadomienie dzięki krótkiemu podświetleniu krawędzi. Zdarzało się, że przewijałem zawartość stron internetowych miziając palcem krawędź, zamiast zasłaniać sobie czytany tekst.

Może jestem lekko stronniczy w swej ocenie, bo od zawsze lubiłem filozofię stojącą za podejściem Motoroli do Androida, ale nie ma to większego znaczenia – oprogramowanie Motoroli Edge jest naprawdę znakomite, to ścisła czołówka androidowego świata (choć trzeba zaznaczyć, iż dostępność aktualizacji pozostaje wielką niewiadomą).

Motorola Edge to nie tylko świetny software, ale też świetny hardware.

Gdyby Motorola Edge była wodoszczelna, jak Motorola Edge+, wystawiłbym jej w kategorii „sprzęt” najwyższe noty. Jest jednak zaledwie odporna na zachlapanie, więc ocena będzie nieco niższa, choć nadal wysoka.

Motorola Edge to najlepiej wykonany i zaprojektowany smartfon Motoroli od czasu Moto X Style.

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że zbyt wiele się tu nie dzieje – ot, design taki, jak w dziesięciu innych smartfonach, w tym w OnePlusie 8 czy Xiaomi Mi 10. To jednak pozory.

Motorolę Edge od reszty stawki odróżnia wyświetlacz o nietypowych proporcjach. Panel OLED o przekątnej 6,7” i rozdzielczości 2340 x 1080 px ma proporcje bliskie kinowemu 21:9. W praktyce oznacza to dwie rzeczy: po pierwsze, filmy rozciągnięte na cały ekran wyglądają fantastycznie, a po drugie, telefon jest węższy od większości telefonów z taką przekątną ekranu, więc łatwiej jest sięgnąć na przeciwległy kraniec, trzymając go w dłoni.

Ekran ma też częstotliwość odświeżania 90 Hz, co przekłada się na zwiększenie uczucia płynności.

Przyciski są idealnie rozmieszczone, a przycisk blokady jest wyraźnie pofalowany, więc łatwo go wyczuć pod palcem.

Nie mogę nawet narzekać na czytnik pod ekranem, który po dwóch tygodniach działa lepiej niż przy pierwszym kontakcie. Przy tym muszę też pochwalić Motorolę za zmyślne zintegrowanie czytnika pod ekranem z trybem always–on; gdy dotkniemy dymka powiadomienia i chcemy odblokować telefon, by przejść do wybranej aplikacji, wystarczy przeciągnąć palec niżej, na pole czytnika. To bardzo intuicyjne i szalenie wygodne.

Dobry ekran to tylko połowa sukcesu.

Dziś nie mniej ważne są dobre głośniki i z przyjemnością mogę stwierdzić, że Motorola Edge ma jedne z najlepszych głośników na rynku.

Po pierwszym wyjęciu z pudełka byłem rozczarowany, bo grały sucho i jakoś tak… mało wyraziście. Wystarczyła jednak chwila zabawy trybami w menu Dźwięk Moto, by wydobyć z głośników audio lepsze nawet od tego, które znajdziemy w iPhonie 11. A już na pewno o wiele od iPhone’a głośniejsze.

Równie ciepłe słowa mogę skierować pod adresem gniazda słuchawkowego. Po chwili zabawy z Dźwiękiem Moto analogowe słuchawki mogą zagrać naprawdę przyjemnie. Nie tak dobrze, jak w LG V60, oczywiście, ale lepiej od znakomitej większości smartfonów.

Bardzo ucieszył mnie fakt, że ustawienia audio są indywidualne dla każdego urządzenia. Osobno ustawiamy korekcję dla głośników, osobno dla słuchawek przewodowych i osobno dla BT Audio. W efekcie mogłem dopasować dźwięk tak, by brzmiał świetnie zarówno bez żadnych akcesoriów, jak i po podłączeniu do zestawu głośnomówiącego w samochodzie.

Ciepłymi słowami muszę obsypać też akumulator tego urządzenia. Ogniwa o pojemności 4500 mAh bez najmniejszego problemu wystarczały mi na dwa dni normalnego użytkowania. W przeciwieństwie do wielu smartfonów z Androidem, Motorola Edge nie ma też problemu z drenażem akumulatora w trybie czuwania. Przez noc ubywało jej góra 2 proc. energii.

Szkoda jedynie, że szybkie ładowanie nie jest tak szybkie, jak u konkurencji. Motorolę Edge naładujemy z maksymalną mocą 18 W, co jest wystarczające, ale nie najszybsze na rynku.

Na koniec hardware’owych zachwytów zostawiłem jedno małe rozczarowanko, które w praktyce nie jest tak bolesne, jak na papierze. Chodzi oczywiście o specyfikację.

Jak na telefon wyceniony na 2999 zł, Motorola Edge ma obiektywnie przeciętne podzespoły. Snapdragonowi 765 5G daleko do Snapdragona 865, a 6 GB RAM–u i 128 GB miejsca na dane znajdziemy w Xiaomi za 1100 zł.

Tym niemniej podzespoły te w zupełności wystarczają, by zapewnić idealną płynność działania w każdej sytuacji. Telefon ani razu w czasie testów nie zwolnił, nie zaciął się, nie wykazywał żadnych niepokojących symptomów. Po prostu działał.

Trzeba też pamiętać, że sporą część ceny zawdzięczamy obecnej na pokładzie łączności 5G. Kilka miesięcy temu napisałbym, że nie ma co przyjmować jej za kryterium wyboru smartfona, ale dziś już wiemy, że nasi operatorzy mają ambitne plany szybkiej ekspansji. O ile foliarze nie będą palić masztów, łączność 5G upowszechni się w Polsce już wkrótce i warto mieć telefon, który będzie gotowy na jej odbiór.

Motorola Edge – dlaczego nie kupować?

Są dwa powody, by nie kupić tego urządzenia: cena i aparat.

Zacznijmy od ceny. Za 2999 zł konsument ma prawo oczekiwać dziś smartfona wszystkomającego, wszystkomogącego, ze świetną specyfikacją i dobrym aparatem.

Motorola Edge nie ma specyfikacji, która usprawiedliwiałaby tak wysoką cenę. Ma świetny hardware, to prawda, ale czy na tyle świetny, by kosztować o kilkaset zł więcej od innych telefonów z podobnymi podzespołami? Nie wydaje mi się.

Tym bardziej, że Motorola Edge nie tylko ma podzespoły nieprzystające do ceny, ale też nieprzystający do ceny aparat.

Testy przeprowadziłem przed oficjalnym startem sprzedaży telefonu, więc ufam, że gdy ten trafi na półki, aplikacja doczeka się aktualizacji, a rezultaty będą lepsze. Póki co jednak, zdjęcia robione Motorolą Edge są co najwyżej przeciętne.

[gallery link="file" ids="1165609,1165606,1165603,1165642,1165639,1165636"]

Za dnia można zrobić nią naprawdę ładne zdjęcie. Zwłaszcza główny sensor, o rozdzielczości 64 Mpix, produkuje piękne obrazki i bardzo ładnie rozmywa tło, bez uciekania się do software’owych sztuczek.

16–megapikselowy sensor z obiektywem ultrawide również daje radę, choć ewidentnie brakuje mu rozpiętości tonalnej.

Podobnie zresztą, jak 8–megapikselowej sensorowi z obiektywem tele.

Spore problemy sprawia za to przedni aparat, który miewał ogromne problemy z ostrością. Nawet w dobrym świetle, gdy aparat pokazywał, iż rozpoznał twarz na zdjęciu, zdarzało mu się zrobić lekko rozmyte ujęcie, jakby telefon dobierał za długi czas naświetlania do scenerii.

Po zmroku zaś… cóż, równie dobrze można Motoroli Edge nie wyciągać z kieszeni, bo efekty są zwyczajnie marne.

Nawet tryb nocny nie ratuje sytuacji. Zdjęcia zrobione z nim i bez niego różnią się w stopniu tak nieznacznym, że szkoda sobie zawracać głowę.

Tryb nocny wyłączony
Tryb nocny włączony

Nie ma też najmniejszego sensu przełączać się po zmroku na obiektyw ultrawide. Choć nie jest to najciemniejszy obiektyw w stawce (f/2.2), tak po zmroku sensor 16 Mpix robi kompletnie niedoświetlone zdjęcia.

Obiektyw standardowy
Obiektyw tele
Obiektyw ultrawide

Osobne słowo skarcenia należy się trybowi wideo, który – przynajmniej w moim egzemplarzu – do niczego się nie nadawał. Obraz skakał dziwnie, wizjer się zacinał, a finalne nagrania pełne były artefaktów. W dodatku nie można w trakcie nagrania przełączać się między obiektywami, co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Mam nadzieję, że Motorola naprawi ten stan rzeczy stosowną aktualizacją, bo choć hardware ma potencjał, tak oprogramowanie aparatu woła o pomstę do nieba.

Tak niewiele brakowało!

Gdyby nie niedopracowana aplikacja aparatu i przeciętna optyka, polecałbym Motorolę Edge na prawo i lewo. Nawet w nieco za wysokiej cenie, bo mimo wszystko – jest jej warta.

Trudno mi jednak polecić komuś telefon, którego aparat robi zdjęcia jak urządzenie trzykrotnie tańsze. A dla większości konsumentów aparat jest o wiele ważniejszy niż głośniki stereo, zakrzywione ekrany czy 5G.

Jeśli jednak dla kogoś aparat ma drugorzędne znaczenie, bo np. i tak robi zdjęcia zaawansowanym kompaktem czy bezlusterkowcem, wtedy Motorola Edge warta jest rozważenia.

Tylko z OnePlusa 8 Pro korzystało mi się w tym roku lepiej i to tylko dlatego, że miał on lepszy aparat.

Gdyby Motorola Edge oferowała lepszą optykę, to ona byłaby na szczycie, bo poza tym nie potrafię jej niczego zarzucić.

Ten telefon wszystko robi dobrze. Prócz zdjęć.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst