Sprzęt  / Artykuł

Śmiałem się z elektrycznych hulajnóg, a teraz sam chcę sobie jedną kupić. Fiat 500 F10 - (trochę) test

122 interakcji
dołącz do dyskusji

Przyznaję się - jeszcze nie tak dawno temu z lekkim politowaniem patrzyłem na osoby jeżdżące na elektrycznych hulajnogach. Po co, skoro można przecież pojechać rowerem - będzie lepiej i zdrowiej. I - jak to często bywa - bardzo się myliłem.

Ale żeby się o tym przekonać, musiałem na własnej skórze przekonać się, jak to jest, po co to jest i do czego się przydaje. Czyli po prostu przez kilka tygodni pojeździć elektryczną hulajnogą Fiat 500 w wersji F10. A oto, czego się na podstawie tych jazd dowiedziałem i dlaczego zmieniłem swoje zdanie:

1. Na tym się naprawdę łatwo jeździ

Solidna i świetnie trzymająca buty platforma. Niestety dość trudno się ją czyści.

Jasne, mam świadomość, że umiejętności jazdy na hulajnodze - w tym i elektrycznej - nie ma co wpisywać w CV, ale przyznam się do czegoś: nigdy nie jeździłem na hulajnodze (albo tego nie pamiętam). Tym bardziej na hulajnodze, która potrafi rozpędzić się do 25 km/h, co jest prędkością, która pozwoli z łatwością wyprzedzić większość rowerzystów w mieście.

Zacząłem więc spokojnie - uruchomiłem hulajnogę przyciskiem pod kierownicą, włączyłem tryb jazdy numer 1 (maksymalnie 10 km/h), ruszyłem i... po ok. 50 m znudzony zatrzymałem hulajnogę (tylko wtedy można zmienić tryb jazdy) i przełączyłem na Dwójkę. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach zatrzymałem się jeszcze raz i włączyłem pełną moc, bo nie było co się ograniczać.

Tak, jazda nawet po odrobinę trudniejszym terenie - nie tylko po idealnie równym asfalcie - jest na Fiacie 500 F10 banalnie prosta. Platforma jest szeroka i na tyle chropowata, że bez trudu można ułożyć stopy niemal dowolnie, a i tak będzie nam wygodnie. I tak np. ja jeździłem ze stopami nieco pod kątem, jedna za drugą, natomiast moja żona ze stopami równolegle, jedna obok drugiej. Przy czym to też był jej pierwszy kontakt z hulajnogą i też nie miała z jej obsługą większych problemów.

2. To jest - wbrew pozorom - naprawdę stabilne i sterowne (i aż za dobrze hamuje).

Wysokości kierownicy nie da się w żaden sposób regulować. Za to jest tak ustawiona fabrycznie, że powinna pasować i niższym, i wyższym użytkownikom.

To druga rzecz, o którą się obawiałem - że rozpędzić się będzie łatwo, ale potem w razie konieczności wykonania jakiegoś gwałtownego zwrotu natychmiast będę leżał. Nic z tych rzeczy - Fiat 500 prowadzi się pewnie, skręca ochoczo, kiedy mu rozkażemy, a kiedy chcemy jechać prosto - uczciwie trzyma obrany kurs. Na samej kierownicy nie da się też wyczuć żadnego luzu, choć tutaj przyznam, że jeśli coś by się miało dziać w tych okolicach, to raczej nie po dwóch tygodniach, a po kilku czy kilkunastu miesiącach.

Trochę natomiast nie mogłem przywyczaić się do hamulca ręcznego i aż do samego końca testów jakoś się z nim nie polubiłem. Nie to, żeby nie był skuteczny - jest bardzo skuteczny, może nawet aż za bardzo. Wielokrotnie próbowałem nim hamować delikatnie, stopniowo, i prawie nigdy mi się to nie udawało - zamiast tego hulajnoga serwowała mi gwałtowne zatrzymanie. Jasne, w sytuacjach krytycznych to bardzo ważne i nie mam wątpliwości, że byłbym w stanie natychmiast zahamować np. przed wbiegającym przede mnie dzieckiem. Ale jednak wolałbym, gdyby pierwsze etapy wciskania rączki hamulca były bardziej subtelne.

Szczęśliwie, jeśli wiemy, że np. za kilkanaście metrów będziemy się musieli zatrzymać, wystarczy zdjąć palec z manetki przyspieszenia i Fiat 500 zacznie bardzo skutecznie - i bardzo dostojnie - wytracać prędkość. Z faktycznego hamulca korzystałem więc sporadycznie, przeważnie już pod sam koniec procesu hamowania. A, no i nauczyłem się, że najlepiej dodatkowo wychylić się do tyłu - pewnie to absolutne podstawy, ale przecież w wieku 32 lat nie będę szukał w internecie instrukcji, jak jeździć na hulajnodze.

3. Przydałby się tempomat. Szczególnie na dalsze podróże.

Od lewej: hamulec, dzwonek, zaczep na hak na błotniku (do przenoszenia), fragment wyświetlacza, manetka przyspieszenia. Szerokość kierownicy - 43 cm.

Z jednej strony trzeba pochwalić Fiata 500 za prostotę obsługi - na kierownicy znajdziemy tylko uchwyty na ręce (całkiem wygodne, sensownie bonusowo tłumią drgania), hamulec, dzwonek, zaczep do blokowania złożonej kolumny kierowniczej, wyświetlacz komputera pokładowego i manetkę przyspieszenia. To tyle - można się we wszystkim połapać w 30 sekund i już nigdy więcej o tym nie myśleć. Brakuje mi tylko jednego - jakiejkolwiek formy tempomatu.

Podczas krótkich, rwanych przejazdów nie jest to większym problemem. Ale kiedy np. zdecydowałem się na kilkunastokilometrowy przejazd, który składał się z długich odcinków, gdzie nie trzeba było zatrzymywać hulajnogi, to konieczność stałego wciskania manetki przyspieszenia była po prostu trochę nudna. Nie jakoś specjalnie męcząca ani obciążająca, ale chętnie dałbym odpocząć kciukowi.

4. To jest zaskakująco wygodne.

Maksymalna masa użytkownika: 140 kg. Nie miałem jak przetestować, nawet we dwie osoby z żoną tyle nie ważymy.

Ok, nie w każdej sytuacji. Jeśli wjedziemy na starą kostkę brukową czy inne kocie łby, to wytrzęsie nas niemiłosiernie. Jeśli jednak poruszamy się po mniej lub bardziej równym asfalcie albo względnie nowej kostce brukowej - jest zaskakująco dobrze jak na tego typu sprzęt (i moje oczekiwania). Nawet po przejechaniu w ten sposób kilkunastu kilometrów nie miałem do czynienia z żadnymi efektami ubocznymi - nic mnie nie bolało, nie byłem wytrzęsiony, nie byłem też zmęczony całym przejazdem.

Spora w tym pewnie zaleta sporych kół (10") i pompowanych opon o stosunkowo wysokim profilu, które całkiem sprawnie pochłaniają nierówności. Nie liczmy oczywiście na jazdę jak na latającym dywanie, ale zdecydowanie nie jest to też komfort roweru szosowego.

5. Całkiem wygodnie się to nosi.

O ile oczywiście ktoś uzna za wygodne noszenie sprzętu, który ma masę 15,4 kg. Tego niestety nie obejdziemy, jeśli chcemy mieć taki pakiet akumulatorów w obudowie. Natomiast tyle dobrze, że sama hulajnoga składa się szybko, wygodnie, a sam zaczep kolumny kierownicy jest solidny i ma dodatkową blokadę, uniemożliwiającą przypadkowe złożenie w trakcie jazdy. W kombinacji z zaczepem łapiącym za hak na tylnym błotniku dostajemy całkiem sensowny zestaw do przenoszenia, który łatwo jest chwycić, i który nie buja się w trakcie dźwigania.

Przy czym - choć może to być tylko mój problem - czasem trzeba przenieść hulajnogę nawet wtedy, kiedy przed nami nie ma np. schodów. Prześwit pojazdu jest wprawdzie na tyle duży, że spokojnie możemy przejechać nad większością nierówności, ale już np. przez mój próg w furtce hulajnoga przejechać bez podnoszenia nie potrafiła.

6. Można tym jeździć w deszczu

Nie jest to nic przyjemnego i - w trosce o własne zdrowie - nie planowałem tego testować, ale tak wyszło, że nie miałem wyboru i z jednych zakupów wracałem w ulewnym deszczu. Czy zrobiło to na Fiacie 500 jakiekolwiek wrażenie? Zdecydowanie nie, mimo że podróż trwała około 20 minut.

Ja natomiast zachwycony nie byłem, bo absolutnie na takie coś nie byłem w żaden sposób przygotowany. Ale można się poświęcić, jeśli chodzi o testy.

7. Miło, że jest lampka, ale wolałbym jej włącznik w innym miejscu.

Fiat 500 posiada w sumie dwie lampki - jedną przednią i drugą tylną. Za włączenie oświetlenia odpowiada przy tym ten sam przycisk, którym włącza się i wyłącza hulajnogę, a także zmienia tryby jazdy. I nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie z prostego powodu - umieszczono go pod kierownicą, po drugiej stronie w stosunku do kierowcy. Dużo bardziej wolałbym, gdybym nie musiał się do niego wychylać, kiedy nadchodzi zmierzch.

8. Wyświetlacza w sumie... mogłoby nie być.

Z jednej strony to miło, że jest, jest dość duży i czytelny, może z wyjątkiem naprawdę mocnego słońca. Z drugiej strony - dość mocno się rysuje i nie wygląda to przesadnie estetyczne, a poza tym... spokojnie wystarczyłby proste diody.

W Fiacie 500 F10 nie mamy bowiem zbyt dużo opcji do ustawiania - możemy właściwie zmienić tylko tryby jazdy/prędkości i to tyle. Wyświetlacz służy więc głównie do tego, żeby pokazać nam aktualną prędkość, tryb jazdy, pokonany dystans (ewentualnie dystans dzienny) i poziom naładowania akumulatora. Żadna z tych informacji - oczywiście z wyjątkiem stanu naładowania - nie była mi jakoś podczas jazd specjalnie przydatna. Tym bardziej, że hulajnoga bardzo sprawnie rozpędza się do maksymalnych 25 km/h (moc silnika 350 W), więc można zakładać, że jeśli wciskamy manetkę do oporu, to i tak jedziemy te 25 km/h (o ile jest płasko).

Chyba że bardzo interesuje nas, jak wyraźnie hulajnoga zwalnia pod górkę. Na szczęście nie ma tutaj dramatu - spowolnienie podczas wspinania się jest dość wyraźne, ale nie na tyle, żebyśmy np. zaczęli blokować ruch. Jako ciekawostka - maksymalny teoretyczny kąt podjazdu - 15 stopni.

Natomiast muszę przyznać, że wyświetlacz udało się w całość wkomponować naprawdę estetycznie. Ale cóż - w końcu to Fiat 500, a przynajmniej taką nosi nazwę. Powinno być ładnie.

9. Jak to zabezpieczyć?

To było w zasadzie pierwsze pytanie, jakie zadałem na naszym Slacku osobom, które jeżdżą na co dzień takimi hulajnogami. Przecież nie pojadę tym do sklepu i nie zostawię luzem przed wejściem. Ostatecznie wygrała propozycja ze stosowaniem standardowego, miękkiego zabezpieczenia z roweru, które prawie idealnie mieściło się przepuszczone przez tylne koło. Dlaczego prawie? Bo hamulec tarczowy zostawia dość skromną przestrzeń - przynajmniej w przypadku mojego rowerowego zabezpieczenia - i całą procedurę trzeba było przeprowadzać dość precyzyjnie i spokojnie.

Natomiast takie zabezpieczenie okazało się jak najbardziej wystarczające, przynajmniej na czas testów. Zostawiałem hulajnogę kilkanaście razy w różnych miejscach i zawsze zastawałem ją po powrocie.

10. Tym naprawdę chce się jeździć (a ja pewnie sobie taką kupię)

Nagle bowiem okazało się, że w większość miejsc, do których zazwyczaj dojeżdżałem samochodem albo komunikacją miejską, dużo wygodniej jest mi dojechać hulajnogą. Tym bardziej że - z powodów obecnie oczywistych - raczej nie pali mi się do jazdy tramwajami. Nie mówiąc już o tym, że zawsze trzeba było na ten przystanek dojść, poczekać na tramwaj, a potem z ostatniego przystanku na trasie dotrzeć do sklepu. Masa zmarnowanego czasu. Z kolei odpalać diesla po to, żeby dojechać 3-4 km na zakupy - to nigdy nie był zbyt błyskotliwy pomysł.

Zresztą do tego ostatniego głównie służyła mi elektryczna hulajnoga. Plecak na plecy, hulajnoga na ulicę, manetka do oporu, stojak rowerowy i cyk - jestem na zakupach. I nie, nie kupowałem tylko lekkich rzeczy - często zdarzały się zakupy ważące blisko 10 kg, co później nie robiło na hulajnodze i jej osiągach większego wrażenia.

Przy takim zastosowaniu łatwo się domyślić, że przeciętny jednorazowy przebieg nie przekraczał 6-9 km, przy deklarowanym zasięgu 20 km, co powodowało, że akumulator nie rozładowywał się nawet w połowie (głównie płaski teren). Jeśli ktoś ma ochotę jeździć dalej, cóż - sprawdzania, czy faktycznie przejedziemy równo 20 km bym nie testował, natomiast przejazdy po kilkanaście kilometrów - i tutaj już z niekoniecznie idealnie płaskim terenem - udawało mi się zrealizować bez trudu. Z drugiej strony - gdybym miał w planach dojechanie np. 19-20 km do celu, to raczej rozważyłbym już wtedy wyjazd autem z podjazdu.

Pewnie gdyby nie pandemia, jeździłbym na hulajnodze jeszcze częściej - przykładowo od mojego ulubionego basenu (teraz niestety zamkniętego) dzieli mnie 5 km. Trochę zbyt daleko na spacer przed pracą, trochę za blisko na przejazd samochodem, a komunikacją miejską trzeba tam dojechać z przesiadką (brawo Wrocław). Niby można rowerem, ale z rowerem mam akurat ten problem, że lubię na niego wsiadać, jeśli wiem, że mam do przejechania 30, 50 albo więcej kilometrów. Przy 5 - wolałbym już hulajnogę.

I tak jak początkowo trochę śmiałem się z osób, które codziennie widziałem na elektrycznych hulajnogach, tak wystarczyły mi dwa tygodnie, żeby zmienić zdanie. W wielu przypadkach to naprawdę genialny środek transportu - szybki, łatwy w obsłudze, bardziej komfortowy niż można oczekiwać (przynajmniej jeśli chodzi o testowany sprzęt), z satysfakcjonującym zasięgiem i multum zastosowań. Tak, nie przewieziemy nim mebli z Ikei, jak pada, to nie będzie nam przyjemnie, a i nie podrzucimy nim dzieci do szkoły i do lekarza. Ale w moje życie Fiat 500 F10 wpasował się naprawdę dobrze - na tyle dobrze, że prawdopodobnie za jakiś czas sam sprawię sobie właśnie ten model.

Bonusowy plus? W mieście będzie teraz o jedno auto mniej na ulicach. Zresztą nigdy nie lubiłem jeździć autem po mieście...

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst