Biznes  / News

Cały świat: branża lotnicza padnie. Szef Ryanaira: wyciąga szampana

Gdy cały świat pisze epitafia dla branży lotniczej i dowodzi, że nasz dotychczasowy sposób podróżowania musi się drastycznie zmienić, Michael O'Leary, szef Ryanaira, twierdzi, że w 2021 r. będziemy latać na wakacje ze zdwojonym entuzjazmem. 

CEO Ryanaira w wywiadzie dla Reutersa roztaczał wizje sprawnego powrotu do normalności. Według jego przewidywań branża lotnicza szybko odzyska impet, a jej największym problemem będzie wojna cenowa, która niechybnie się rozpęta.

Szef Ryanaira przewiduje, że rzucimy się na wakacje last minute już w tym roku, w przyszłym zaś odbijemy sobie narodowe siedzenie w domach wylotem za granicę.

O'Leary spodziewa się, że samoloty zaczną odrywać się od ziemi już w czerwcu, a gdy to zrobią, klienci z entuzjazmem wykupią dostępne bilety. Według niego na wakacje last-minute do Europy chętnie wybiorą się wszyscy, którzy do tej pory musieli siedzieć w domach z dziećmi i ograniczać swoje podróżnicze marzenia do odwiedzania kolejnych wysp w Animal Crossing, podróżowania palcem po mapie lub podziwiania kolejnych obiektów w wirtualnych muzeach. Choć Irlandczyk zgadza się, że w pierwszych miesiącach niezbędne będzie stosowanie dodatkowych środków ostrożności, takich jak noszenie masek czy sprawdzanie temperatury pasażerów i załogi, kompletnie skreśla pomysł, by w samolotach stosować zasady społecznego dystansu i pozostawiać wole siedzenia między pasażerami. Samoloty mają znów być pełne.

Jeszcze większy ruch ma zapanować na lotniskach w lecie 2021 r., kiedy to reszta z nas będzie próbowała odbić sobie zmarnowane tegoroczne wakacje.

Właściwie jedynym przewidywanym przez O'Leary'ego problemem będą spadki cen biletów samolotowych. Choć uważa, że wrócimy tłumnie do latania, linie lotnicze po przymusowym postoju będą robiły co mogą, żeby przyciągnąć do siebie klientów, a obniżanie cen będzie jednym ze sposobów na to. Jak zapowiada, jego samego nie obchodzi to, za ile sprzeda bilety, najważniejsze jest, żeby żółto-niebieskie samoloty znów wzbiły się w powietrze, nawet jeśli firma na tym nie zarobi.

Także ten pesymistyczny element szybko łagodzi, dodając, że obniżka, wymuszona przez rynkowe okoliczności, zostanie złagodzona przez niskie ceny ropy i mniejsze opłaty lotniskowe. Nie ma w związku z tym zamiaru rezygnować z ani jednego z zamówionych Boeingów 737 MAX, a nawet rozważa kupno nowych.

Reszta świata patrzy na przyszłośc lotnictwa mniej optymistycznie.

O'Leary jest w swoim optymizmie raczej odosobniony. Eksperci wskazują na to, że gospodarka jest systemem naczyń połączonych, a wywołany wirusem kryzys odbije się zarówno na turystyce, jak i na popularności lotów biznesowych. Bill Gates (przerywając na chwilę planowanie masowej zagłady) przewiduje, że, aby latać, będziemy musieli mieć cyfrowy certyfikat zdrowia, a z samego kryzysu będziemy wychodzić jeszcze przed dwa może trzy lata. IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych) szacuje, że branża w tym roku straci 314 mld dol. Adriana Łukaszewicz, ekonomistka z Akademiii Leona Koźmińskiego, w wywiadzie dla BizBloga zapowiada, że czeka nas prawdopodbnie fala bankructw w lotnictwie - paść może około 80 proc. linii.

Ekonomistka zauważa jednak, że akurat tanie linie, takie jak Ryanair czy Wizzir, rzeczywiście mogą sobie relatywnie nieźle poradzić z kryzysem. Dobrze zarządzają pieniędzmi, latają na tańsze lotniska, kupują samoloty, zamiast brać je w leasing, a ich model biznesowy oparty na lotach kontynentalnych powinien się sprawdzić relatywnie dobrze w nowej rzeczywistości. To wszystko teraz zaprocentuje, sprawiając, że łatwiej będzie im utrzymać portfel na powierzchni – upadną prawdopodobnie jako ostatni.

Ile z prognoz O'Leary'ego jest podyktowanych gorącym optymizmem, a ile chłodną kalkulacją PR-ową, trudno powiedzieć. To nie pierwsza kontrowersyjna wypowiedź Irlandczyka w czasach kryzysu. W drugiej połowie marca szef Ryanaira doprowadził do białej gorączki swoich klientów, chwaląc się zgromadzonymi zapasami gotówki i kompletnie ignorując pasażerów, którzy w tym samym czasie próbowali się dodzwonić na infolinię, żeby uzyskać zwrot pieniędzy za bilet.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst