Sprzęt  / Artykuł

Mały, ale wariat. iPhone SE (2020) — pierwsze wrażenia

826 interakcji
dołącz do dyskusji

iPhone SE (2020) trafił dzisiaj do sprzedaży i jest już w naszych rękach. Sprawdziliśmy, jak radzi sobie nowy tani telefon Apple’a w praktyce.

iPhone SE z 2016 r. ożenił uwielbianą przez wielu kompaktową obudowę iPhone’a 5s z podzespołami znacznie większego iPhone’a 6s. Po czterech latach historia się powtarza, a nowy iPhone SE ma budę rodem z iPhone’a 8, do której upakowano wnętrzności pochodzące niemal w całości z iPhone’a 11 z procesorem Apple A13 Bionic na czele.

Na pierwszy rzut oka iPhone SE (2020) nie różni się jednak od swoich poprzedników, czyli iPhone’a 6, 6s, 7 i 8. Na tle tych nowszych modeli z notchem, które same już zaczynają trącić myszką, jeśli porównać je do androidowej konkurencji, wygląda archaicznie. Mimo to po kilku godzinach, które spędziłem z tym urządzeniem, już wiem, że to będzie hit.

iPhone SE (2020) to smartfon dla tych konserwatywnych fanów Apple’a.

Jeśli ktoś po kilku latach nadal się nie przekonał do Face ID, to ucieszy go fakt, że iPhone SE z 2020 r. ma klasyczny czytnik linii papilarnych w ramce pod ekranem. Osoby, które narzekają na rozmiar smartfonów, też znajdą coś dla siebie — nowy telefon Apple’a ma mniejsze wymiary niż nawet ten najmniejszy z iPhone’ów wprowadzonych do sprzedaży w ostatnich dwóch latach.

Przyznam, że po ponad dwóch latach spędzonych z iPhone’ami X, XS i 11, po wzięciu nowego iPhone’a SE do ręki spotkało mnie małe zaskoczenie. Pamiętam przecież, że przesiadka z 4,7-calowego modelu z ramkami na 5,5-calowy bez ramek przebiegła u mnie bezboleśnie, a nieco większy rozmiar obudowy nie powodował wtedy żadnego dyskomfortu.

Po przesiadce w drugą stronę mam wrażenie, że iPhone SE (2020) jest tylko miniaturką prawdziwego telefonu.

Z pewnością negatywne wrażenie potęguje fakt, że ekran iPhone’a SE mieści znacznie mniej treści niż mój iPhone 11 Pro — zarówno ze względu na fizyczny rozmiar wyświetlacza, jak i dużo niższą rozdzielczość wynoszącą tylko 1334 x 750 pikseli, co przekłada się na proporcje 16:9. Na domiar złego jest to ekran typu LCD, gdy w topowych iPhone’ach mamy do czynienia z OLED-ami.

Ponownie jednak Apple zaskakuje jakością swoich wyświetlaczy ciekłokrystalicznych, a iPhone SE (2020) ma do tego takie samo zagęszczenie pikseli jak iPhone 11 z zeszłego roku, wynoszące 326 ppi. Kolory, jasność i kontrast stoją tutaj na fenomenalnym poziomie i nie czuję dyskomfortu, gdy przesiadam się z telefonu kosztującego 5,2 tys. na taki, za który płaci się 2,2 tys. zł.

No, a przynajmniej nie ze względu na wyświetlacz.

Najwięcej problemów sprawia mi obsługa nowego telefonu Apple’a. Pozbycie się przycisku Home w iPhonie X zmieniło całkowicie sposób nawigacji po systemie iOS. Wprowadzone w nim gesty zostały potem nawet przeniesione żywcem na iPady. Od trzech lat, zamiast wciskać przycisk pod ekranem, by przejść do pulpitu, należy przeciągnąć palec od bocznej krawędzi.

iPhone SE to zaś powrót do przeszłości. Przeciągnięcie palcem od dołu otwiera w nim Centrum Sterowania, które od trzech lat wywołuję poprzez ściąganie z prawego górnego rogu belki powiadomień. Co gorsza, sposobu nawigacji po systemie nie da się zmienić w ustawieniach, tak samo jak tego nowego sposobu nawigacji za pomocą gestów nie da się wyłączyć w iPadzie.

Za ten brak konsekwencji Apple dostaje tu sporego minusa.

Kilka rzeczy mile mnie jednak zaskoczyło i z radością powitałem opcję podejrzenia stanu naładowania baterii w procentach na górnym pasku, której nowsze iPhone’y nie dają — w nich ta informacja pojawia się dopiero po rozwinięciu Centrum Sterowania. Nie mam też, na szczęście, żadnych większych problemów z pisaniem na klawiaturze ekranowej.

Powrót z 5,5-calowego ekranu o proporcjach na 4,7-calowy jest przy tym mniej bolesny, niż przesiadka z 4,7-calowego na 4-calowy. Wynika to głównie z faktu, iż w iPhone’ach X, XS i 11 Pro wyświetlacze mają znacznie większą powierzchnię, ale też inne proporcje niż w iPhonie SE (2018). Różnica pomiędzy nimi to przede wszystkim długość, ale nie szerokość.

Podczas korzystania z iPhone’a SE (2020) brakuje mi przestrzeni w pionie, ale nie w poziomie.

Ze względu na gabaryty ekranu można podejrzeć mniej pozycji na tej samej liście jednocześnie, ale dzięki temu, że ma proporcje 16:9, wiersze mieszczą podobną liczbę znaków. Elementy interfejsu w iPhonie SE (2020) są przy tym odrobinę mniejsze niż w iPhonie 11 Pro, co pomaga upakować treść. Ogólnie zaś, pod względem użytkowym, nowy model nie sprawia większych problemów.

Jeśli chodzi o samo działanie systemu operacyjnego, to nie mam zaś żadnych zastrzeżeń. iPhone SE (2020) działa jak rakieta, bo ma ten sam układ Apple A13 Bionic, co w ponad dwukrotnie droższym iPhonie 11 Pro. System renderuje do tego interfejs w niższej rozdzielczości. Co prawda jest tu o 1 GB mniej RAM-u niż w topowym modelu, ale na razie tego braku jeszcze nie odczułem.

Intryguje mnie natomiast aparat fotograficzny.

Nie wiemy w zasadzie, jaki dokładnie moduł fotograficzny wylądował w iPhonie SE. Możliwe, że jest to oczko rodem z iPhone’a XR/XS albo zupełnie inny moduł. Sparowany został w dodatku z algorytmami i sztuczną inteligencją procesora Apple A13 i pojawiły się domniemania, że będzie dzięki temu robił zdjęcia niemal tak dobre, jak iPhone 11 Pro oraz może nawet lepsze niż iPhone XR i XS.

iphone se sample photo
iphone se sample photo
iphone se sample photo
iphone se sample photo
iphone se sample photo
iphone se sample photo

Wykonałem kilka zdjęć iPhone’ami SE (2020), XS oraz 11 Pro w tych samych warunkach — zarówno głównym aparatem, jak i po jednym selfie. Wyniki są niezłe, zwłaszcza jeśli porównać je do zdjęć z topowego modelu na 2018 r. Szerszej analizy aparatu możecie spodziewać się w osobnym materiale.

iPhone SE (2020) - hot or not?

Po kilku godzinach upewniłem się w przekonaniu, że iPhone’a SE (2020) nie powinny kupować osoby, które miały wcześniej iPhone’a X lub nowszego. Nawet jeśli ktoś się nie polubił, ale już zdążył przyzwyczaić do Face ID i nawigacji za pomocą gestów, to 4,7-calowy ekran z ogromnymi ramkami będzie potężnym krokiem wstecz. To nie jest jednak telefon dla takich ludzi.

iPhone SE (2020) będzie bowiem świetnym wyborem dla osób, które koniecznie chcą iPhone’a, a nie mogą lub sobie pozwolić na wydanie lub po prostu nie chcą wydawać ponad 3 tys. zł na telefon w postaci iPhone’a XR lub iPhone’a 11. Nowe urządzenie, biorąc pod uwagę to, jak świetne podzespoły w nim zamontowano i jak dobre robi zdjęcia, jest świetne wycenione.

Pamiętajcie jednak, że to wszystko tylko pierwsze wrażenia. Zobaczymy, czy w praniu nie wyjdą jakieś wady, a jeśli tak, to przeczytacie o nich w recenzji, która pojawi się na łamach Spider’s Web za jakiś czas. Ja na razie wracam do testów, a jeśli macie jakieś pytania, to zadawajcie je w komentarzach.

Telefon do testów udostępniła sieć Orange.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst