Sprzęt  / Recenzja

Opaska prawie kompletna. Fitbit Charge 4 - recenzja

Ma GPS, ma czujnik tętna, ma płatności zbliżeniowe, ma świetną aplikację towarzyszącą, a do tego zachowała kompaktowe wymiary i bardzo konkurencyjną cenę. Taka na pierwszy rzut oka jest opaska Fitbit Charge 4. Czy dobre wrażenia utrzymują się po dłuższym użytkowaniu?

Żeby to sprawdzić, przez około dwa tygodnie chodziłem, biegałem, spałem i pływałem na łóżku (o tym później, proszę pochopnie nie oceniać), nie zdejmując Charge'a 4. Zacznijmy jednak od czego innego - od ceny.

Kto jest konkurencją dla Fitbit Charge 4?

Fitbit Charge 4 oferowany jest w Polsce w dwóch wersjach. Pierwsza to po prostu Fitbit Charge 4 i wyceniono ją na 699 zł. W zestawie dostajemy opaskę, dodatkowy pasek (w sumie mamy pasek długi i krótki), ładowarkę i to w sumie tyle. Bazowa odmiana dostępna jest w kolorze czarnym, bordowym i niebieskim (choć tej ostatniej nie widziałem jeszcze w polskich sklepach, ale może niedokładnie szukałem). Co istotne, w przypadku bordowego Charge 4, bordowy jest nie tylko pasek, ale i obudowa urządzenia. W niebieskim obudowa pozostaje czarna.

Drugim wariantem jest droższy o 100 zł Fitbit Charge 4 Special Edition i jest nieprzesadnie Special. Wydanie to obejmuje po prostu dodatkowy pasek (standardowy gumowy też jest w zestawie). Poza tym niestety różnic brak, jeśli chodzi o funkcje czy możliwości.

Gdyby ktoś przy tym pytał - tak, do każdej z tych wersji można dokupić kolejne paski, a ich wymiana jest banalnie prosta. Dostępne są nawet paski skórzane, a jeśli ktoś miał wcześniej Charge'a 3, to będzie mógł wykorzystać paski z niego w nowym 4.

Ok, ale przejdźmy w końcu do rywali, tym bardziej, że na tej półce cenowej nie ma ich zbyt wielu.

Jeśli chodzi o opaski, to Fitbit Charge 4 rywalizuje z:

  • Garmin Vivosport (ok. 440 zł) - też ma GPS, czujnik tętna, sterowanie muzyką, kalkulację VO2max, natomiast nie ma płatności i wysokościomierza. Ma natomiast wyraźnie lepszy czas pracy na jednym ładowaniu z włączonym GPS (8 godzin kontra 5 godzin),kolorowy, bardziej czytelny w słońcu ekran, bardziej sportową aplikację i tryb ćwiczeń siłowych z liczeniem powtórzeń.
  • Huawei Band 4 Pro (ok. 300 zł) - nie miałem niestety kontaktu z tym sprzętem, więc niewiele jestem w stanie o nim napisać. Poza tym, że istnieje, ma czujnik tętna i GPS, ale oczywiście nie ma płatności. Biorąc pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenie ze sprzętem sportowym od Huawei, pewnie nie znajdziemy tutaj też opcji eksportu naszych danych treningowych poza ekosystem Huawei.
  • Samsung Gear Fit 2 Pro (ok. 700 zł) - tę opaskę testował dla was Marcin (klik), ale nie wiem, czy uda wam się ją jeszcze gdziekolwiek kupić.

I... to by było właściwie na tyle, jeśli chodzi o opaski z GPS, przynajmniej te z głównego nurtu. Możliwe, że w czeluściach Aliexpress znajdziemy jeszcze kilkadziesiąt różnych produktów tego typu, ale na razie zostawmy je w spokoju. Co istotne, żadna z tych opasek nie oferuje opcji płatności.

Jeśli natomiast dopuścimy do porównania zegarki, to lista robi się trochę dłuższa, ale też niekoniecznie bardzo długa:

  • Garmin Forerunner 45 (ok. 759 zł) - recenzja tutaj
  • Polar Ignite (ok. 860 zł) - recenzja tutaj
  • Apple Watch 3 38 mm (ok. 999 zł) - trochę o funkcjach sportowych tutaj
  • Samsung Galaxy Watch Active (ok. 699 zł) - recenzja tutaj

Można byłoby wprawdzie dodać jeszcze kilka konkurencyjnych produktów, ale już teraz widać jedno - Fitbit Charge jest wyceniony całkiem rozsądnie. Jeśli chcemy mieć pełnoprawny smart zegarek w postaci np. Apple Watcha, musimy sporo dopłacić. Podobnie jest z drugą generacją Samsunga Galaxy Watch Active - o ile pierwsza już dość skutecznie potaniała, o tyle najnowsze wydanie kosztuje ponad 1200 zł. Dedykowane zegarki sportowe (jak np. Forerunner 45) kosztują z kolei więcej, są większe i mniej atrakcyjne wizualnie (choć to kwestia gustu), a przy tym... tak, nie oferują płatności.

Ok, to jak jest z tymi płatnościami, skoro to dość wyjątkowa cecha w tym segmencie?

To, czy Fitbit Pay będzie dla nas zaletą czy nie, zależy przede wszystkim od jednego - czy nasz bank i ewentualnie nasz typ karty płatniczej znajduje się na tej liście:

  • Santander Bank Poland
  • Revolut
  • Bank Pekao (Mastercard)
  • TransferWise (Mastercard)
  • Alior Bank (Mastercard)
  • bunq (Mastercard)
  • mBank
  • Nest Bank (Visa)
  • T-Mobile Usługi Finansowe (Mastercard)
  • SGB (Visa i Mastercard)

Jeśli tak - możemy bez trudu skonfigurować Fitbit Pay na Charge 4/4 Special Edition i płacić zbliżeniowo w dowolnym sklepie, który obsługuje tego typu płatności (standardowe płatności zbliżeniowe, nie trzeba szukać naklejki Fitbit czy coś). Cały proces jest banalnie prosty - przy kasie przytrzymujemy jedyny przycisk na obudowie przez 2 sekundy, wprowadzamy na ekranie 4-cyfrowy PIN (z pionowej karuzeli) i przykładamy opaskę w okolice czytnika. Koniec, zapłacone.

Maksymalnie można przy tym dodać do naszego konta 5 kart.

Jeśli więc planujemy np. wyjść pobiegać bez telefonu, ale podejrzewamy, że po drodze będziemy mieć ochotę np. na bułkę albo coś do picia - możemy spokojnie wyjść z samym Charge 4. O ile oczywiście nasz bank wspiera Fitbit Pay, choć zawsze można to obejść kontem na Revolucie z drobnymi na awaryjne wypadki (sam tak robię).

A skoro mowa o wychodzeniu bez telefonu, to...

Tak, Fitbit Charge 4 ma wbudowany GPS.

Co oznacza, że a) nie musimy ze sobą brać telefonu, a i tak będziemy mieć względnie dokładny zapis naszej trasy i komplet danych i b) możemy zabrać ze sobą telefon bez obaw o to, że np. rozładuje się w trakcie biegania ze względu na używanie GPS.

I za to z mojej strony ogromny plus - Charge 4 jest na tyle mały i lekki, że aż kusi, żeby - mając np. 30 minut wolnego czasu - szybko wskoczyć w strój do biegania i wyskoczyć z domu. Bez szukania telefonu, bez szukania pokrowca na niego czy upychania po kieszeniach. Zresztą z tego samego powodu kupiłem i przez wiele miesięcy używałem Vivosporta.

A jak spisuje się sam GPS? Jest w porządku, ale mogłoby być odrobinę lepiej w niektórych kategoriach.

Pierwszym, na co mogę trochę ponarzekać, jest czas potrzebny na ustalenie naszej lokalizacji. Czasem jest to kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, czyli wszystko absolutnie w porządku. Czasem jednak Charge 4 szuka satelitów, szuka i szuka, mija minuta albo i dwie, po czym oznajmia Ok, znalazłem! i sekundę później wibruje ponownie, informując, że a w sumie to jeszcze nie. Nie wiem przy tym, od czego to zróżnicowanie zależy, tym bardziej, że przeważnie punkt startowy był w tym samym miejscu, niezbyt przy tym skomplikowanym pod względem GPS-owym.

Kiedy jednak znajdzie lokalizację, jest przeważnie w porządku.

Powyżej przykładowy bieg z trzema urządzeniami - Forerunnerem 945 (jakieś 4x droższym niż Charge 4), iPhone'em XS Max + Polarem OH1 Plus (nawet nie liczę) i właśnie Charge 4. Jeśli chodzi o końcowy dystans, to był on bardzo zbliżony. Miejscami natomiast mocno różnił się ślad zapisany przez każde z tych urządzeń, co widać nawet na oddalonej mapce.

Szczególnie widać to na fragmencie leśnym - każdy ze sprzętów wybrał sobie inną trasę, choć w odległości maksymalnie kilku metrów od siebie, z bardzo podobnymi zaburzeniami. Żeby było zabawnie, jeśli przybliżyć obraz mapy, najbardziej po ścieżce, którą biegłem, biegł też... Fitbit.

Natomiast niedługo później widać, z czego wynika dokładność Charge'a 4 na prostych. Fitbit stosuje bowiem bardzo, bardzo mocne wygładzanie zapisu trasy i dodatkowo rejestruje stosunkowo niewiele punktów (w porównaniu np. do zapisu co sekundę), przez co trasa wygląda ładnie dla oka, ale niekoniecznie jest w 100 proc. zgodna z prawdą.

Przykładowo tutaj najbliższy prawdy jest chyba iPhone XS Max, Garmin trochę wpadł z trasy, ale generalnie oddał sens, a Fitbit łukiem połączył kilka punktów. To samo pod wiaduktem, choć jeszcze bardziej widoczne w przypadku Fitbita:

I jeszcze jeden przykład z innego biegu:

Czasem ma to sens i wygląda naprawdę ładnie (jeśli zapis trasy może być ładny). Natomiast często wygląda to bardzo nienaturalnie i potrafi przy bardziej skomplikowanych trasach dość wyraźnie zaburzyć mierzony dystans.

Zerknijmy jeszcze na trasę leśną:

Od razu widać, że żadne z urządzeń specjalnie się nie popisało, choć trzeba przyznać, że ślad Charge'a wygląda zdecydowanie najprzyjemniej dla oka. iPhone natomiast kompletnie zdziczał i pokazał zdecydowanie najwyższy wynik na poziomie 10,2 km. 945 wskazał 10 km, natomiast Fitbit - 9,88 km.

Który z tych wyników był najdokładniejszy? Obstawiałbym na coś w okolicach pomiędzy 945 a Charge 4 - tym bardziej, że taki też dystans (trochę poniżej 10 km) wskazywał przygotowany na szybko plan trasy.

Żeby jednak nie było tak różowo, miałem jedną sytuację, w której Fitbit Charge 4 totalnie poległ i to w sposób dość szokując. Tak wygląda zapis 10-kilometrowej przebieżki:

Tak, ta niebieskawa linia to Fitbit, który postanowił w bardzo brutalny sposób skrócić trasę. iPhone i 945 były natomiast do tego stopnia zgodne co do jej przebiegu, że trudno odróżnić te linie na mapie. Różnica w dystansie? Fitbit - 9,88 km, Garmin i iPhone - odpowiednio 10,44 km i 10,41 km.

To jednak jeszcze nie koniec. Charge 4 zmierzył bowiem dystans o ok. 600 m krótszy od rywali, ale dużo wcześniej... urwał mu się film.

Widzicie? Po serii skrótów trasa została nagle zerwana i nie była prowadzona aż do końca podróży (ta niebieskawa linia po prawej to linia biegu w drugą stronę). Co ciekawe, czas był z kolei rejestrowany prawidłowo, podobnie jak tętno. O co chodzi? Nie wiem, szczęśliwie problem nigdy więcej się już nie powtórzył.

Na pocieszenie - Charge 4 ma też wysokościomierz. Niestety z powodów oczywistych nie miałem ostatnio za bardzo okazji na wypad w góry, ale z niewielkimi pagórkami radzi sobie całkiem nieźle. Tak, wysokość wyjściowa nie jest taka sama jak w przypadku 945 (pomarańczowa linia), ale to, co liczy się najbardziej, czyli przewyższenie, jest już zliczane niemal idealnie.

Zdecydowanie miły dodatkiem jest też fakt, że w nowej wersji aplikacji możemy wybrać w widoku mapy tryb, który pokaże nam graficznie nasze tętno lub tempo na mapie - możemy wtedy łatwo sprawdzić, gdzie się obijaliśmy, a gdzie daliśmy ognia, albo które fragmenty były dla nas najbardziej wymagające.

PS Charge 4 oferuje system automatycznego rozpoznawania treningów. Działa on skutecznie, choć niestety nie uruchamia np. GPS, przez co zapis takiego treningu z automatu jest dość ograniczony, jeśli chodzi o detale:

Co ciekawe, z jakiegoś powodu Fibtit nie szacuje w takiej sytuacji dystansu, a z powodzeniem by mógł. Możliwe jednak, że zrobiono to po to, żeby nie zaburzać wyników uzyskanych z biegów z GPS.

Ważne: od czerwca tego roku będzie można wybrać, czy opaska ma korzystać z wbudowanego GPS, czy też wykorzystywać moduł podłączonego telefonu.

A jak jest z czujnikiem tętna?

Dokładność VO2max? Garmin 945 podaje 61, Polar OH1 Plus - 62, Fitbit - 63. Chętnie uwierzę w 63.

Dobrze, a nawet bardzo dobrze, choć też znajdą się niestety niechlubne wyjątki.

Co najważniejsze - Charge 4 jest w stanie monitorować przez całą dobę nasze tętno, dość skutecznie wykrywając nasze tętno spoczynkowe (choć różni się ono o 2-3 BMP od tego, które pokazuje 945). Potrafi też szacować VO2max (wynik na zdjęciu powyżej) i sugerować, jak moglibyśmy je poprawić. Niestety nie jest to sugestia na zasadzie „tutaj mam dla ciebie idealny trening”, tylko raczej „jeśli dodasz mocniejszy trening albo schudniesz, to możesz mieć wynik wyższy o tyle i tyle”. Motywujące, choć szkoda, że nie pociągnięto tego trochę dalej - w końcu jest Fitbit Coach, więc wystarczyłoby trochę powiązać sznurki.

Kwestię intensywniejszych ćwiczeń i ogólnego zdrowia fizycznego rozwiązano tutaj trochę inaczej. Po pierwsze - co zresztą bardzo mnie cieszy - Fitbit Charge 4 wprowadza tzw. Minuty w Strefie Aktywności.

Co to oznacza? Że nasz całodzienny wysiłek nie jest liczony według, powiedzmy, minut zegarkowych, a według odpowiedniego, prostego przelicznika. Za każdą minutę w strefie spalania tłuszczu dostajemy jedną minutę w strefie aktywności. Za każdą minutę w strefie kardio lub strefie szczytowej otrzymujemy natomiast dwie minuty. Czyli np. 10 minut szybkiego marszu to 10 minut w strefie, natomiast 10 minut mocniejszego biegu to 20 minut w strefie. Proste i zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż standardowe zliczanie minut czy kroków.

Domyślnie tygodniowy cel ustawiony jest na standardowe i zalecane 150 minut, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go zmienić w dowolną stronę.

Co istotne, Charge 4 jest tak zaprojektowany, żeby informować nas o tym, w której strefie się znajdujemy. I tak np. jeśli dostaniemy się do strefy spalania tłuszczu - zawibruje i wyświetli odpowiednią informację. Podobnie w strefie kardio (dwie wibracje i powiadomienie) i szczytowej (trzy wibracje i powiadomienie).

To teraz możemy przejść do dokładności pomiarów. I jeśli chodzi o proste biegi z względnie jednostajnym wysiłkiem - nie mam zarzutów. Przykładowo:

Mało tego - miejscami mam wrażenie, że Charge 4 pokazuje wyniki bliższe wzorcowemu OH1 Plus niż 945 (szczególnie przez pierwszych 8-9 minut), choć różnice są minimalne i raczej dla nikogo nie będzie to miało znaczenia, tym bardziej, że żadne takie urządzneie nie jest doskonałe.

To może teraz czas na coś trudniejszego, gdzie działo się trochę więcej:

Efekt? Dość podobny, chociaż tutaj akurat widać, że Charge nie wszystkie zmiany wyłapuje tak szybko i sprawnie jak droższa konkurencja. Przykładowo w okolicach 5 minuty wyraźnie przegapił spadek i późniejszy wzrost tętna, nadrabiając dopiero przy znacznie większej różnicy. Podobną sytuację widać w okolicach 16 i 30 minuty. Natomiast, dla odmiany, w okolicach 40 minuty widać, że ciała dał OH1.

I odnośnie dawania ciała - ciekawy obrazek z 10 interwałami po 30 sekund, gdzie okazało się, że nawet opaski na klatkę piersiową potrafią piekielnie rozczarować:

Co mamy tutaj dokładnie? Od samego początku było widać, że HRM-Run (połączony z 945) oszalał, natomiast Charge i Polar OH1 Plus szły łeb w łeb po początkowym braku zgodności. Przez chwilę wszyscy osiągnęli jednak konsensu, ale... potem przyszły interwały. Jako jedyny dobrze zarejestrował je Polar (zresztą widać idealnie każdy interwał), natomiast HRM-Run i Charge 4 pokazywały absolutny, absurdalny chaos. Pasek na klatkę piersiową wrócił do normy gdzieś w połowie (i potem znowu zwariował), natomiast Charge 4 chwilę wcześniej zarejestrował jeden interwał prawidłowo, żeby potem znów odlecieć i prawidłowe wyniki pokazywać dopiero w dwóch ostatnich powtórzeniach.

Pomijając już powody niedyspozycji HRM-Run, w przypadku Charge 4 zauważyłem dość prostą prawidłowość. Jeśli biegniemy interwały w okolicach minuty lub dłuższe, opaska nie ma większego problemu z rejestracją zmian naszego tętna. Jeśli natomiast te okresy większej aktywności są krótsze, Charge potrafi skutecznie się zamotać i czasem potrzebuje potem chwili, żeby wrócić do normy.

Jako bonus do czujnika tętna - czujniki Charge'a 4 mierzą nie tylko tętno, ale i wysycenie krwi tlenem. Ten parametr monitorowany jest w trakcie snu, a wynikiem dostępnym dla nas jest wykres szacunkowej zmienności zawartości tlenu (na obrazku powyżej). Fitbit podaje, że na tej podstawie można wykryć np. problemy oddechowe. W moim przypadku szczęśliwie wykres był po odpowiedniej stronie kreski (niska/wysoka zmienność).

W przypadku snu otrzymujemy też punktową ocenę każdej nocy:

Nie zauważyłem przy tym większych niezgodności w godzinach zasypiania i wstawania. Nie potrafię natomiast ocenić reszty mierzonych parametrów.

Dobrze, to co można z Fitbitem Charge 4 trenować poza bieganiem?

Lista ćwiczeń obejmuje m.in.:

  • rower
  • pływanie
  • bieżnię
  • ćwiczenia na wolnym powietrzu
  • chodzenie
  • wchodzenie po schodach
  • maszyny eliptyczne
  • jogę
  • pilates
  • trening interwałowy
  • trening obwodowy
  • golf
  • kickboxing
  • wędrówki

I jeszcze kilka innych sportów, które możemy dodać z poziomu aplikacji do zegarka (maksymalnie 6 pozycji, żeby dodać kolejne musimy usunąć coś z poprzednich). Trzeba przy tym zaznaczyć, że różnica między poszczególnymi trybami jest dość kosmetyczna. Wszystkie mają chociażby mniej więcej takie same ekrany z zestawami danych, których nie da się w żaden sposób modyfikować. Jest prosty podział na trzy pola danych na czas aktywności, gdzie zmieniać możemy - przesunięciem palcem - tylko ten środkowy. To tyle.

Największą różnicą, poza nazewnictwem profili sportowych, jest fakt, że dla każdego z nich możemy ustawić np. inne etapy. I tak przykładowo dla treningu biegowego autookrążenie może być liczone co 1 km, dla jazdy rowerem - co 5 km, a dla treningu siłowego - co 100 kcal. Z poziomu opaski możemy natomiast ustawiać dla tych trybów cele - np. chcemy przebiec 5 km, biegać przez 30 minut albo spalić ileś kalorii. Ewentualnie można też wyłączyć GPS lub powiadomienia o strefach tętna i włączyć/wyłączyć automatyczną pauzę.

Trochę inaczej jest w przypadku pływania - Charge 4 pozwala ustawić długość basenu. Niestety związku z zamknięciem basenu i brakiem prywatnego (pracuję nad tym), nie mogłem przetestować, czy zliczanie dystansu jest prawidłowe. Popływałem natomiast chwilę kraulem na łóżku, żeby sprawdzić, czy cokolwiek jest zliczane i... jest.

Mamy więc informacje o czasie aktywności, dystansie, długości basenu, tempie i spalonych kaloriach. Nie znalazłem natomiast informacji na temat tego, czy Charge 4 dodaje np. dane na temat stylu pływackiego, ale podejrzewam, że nie. Natomiast jeśli kogoś interesuje głównie czas, dystans i tempo - powinno to wystarczyć.

Nie powinniśmy natomiast liczyć na to, że Charge - jako samodzielne urządzenie - będzie idealnym partnerem/trenerem w trakcie bardziej rozbudowanych ćwiczeń. Przykładowo jedyną opcją interwałową jest, cóż, trening interwałowy, który nie przewiduje innych etapów niż trening i odpoczynek. Żadnej rozgrzewki, żadnego układania ćwiczeń, żadnego wygaszenia. Tylko czas dla tych dwóch etapów i liczba powtórzeń. Tryb interwałowy jest też zresztą osobnym trybem sportowym - nie da się go połączyć np. z trybem biegowym.

Całkiem przyjemnie natomiast Charge 4 współpracuje z Fitbit Coach. Niestety nie możemy wyświetlić na ekranie kolejnych ćwiczeń, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Fitbit Coacha uruchomić np. na telefonie, a w podsumowaniu mieć dane dotyczące tętna z założonej na rękę opaski.

Przyznaję przy tym, że byłbym mocno niesprawiedliwy, gdybym od opaski z GPS, płatnościami i całą resztą, kosztującej mniej niż 700 zł, oczekiwał pełnej integracji z Coachem czy wsparcia dla interwałów biegowych. Aczkolwiek szkoda, że przynajmniej drugiej z tych opcji nie ma, tym bardziej, że miałem kiedyś słuchawki Jabry z aplikacją, które coś takiego obsługiwały, więc to nie może być trudne, a mielibyśmy do czynienia z jeszcze bardziej konkurencyjnym i kompletnym produktem.

Ekran, obsługa, życie na co dzień i jakość wykonania.

Zacznijmy od tego ostatniego - Fitbit Charge 4 ma to, za co tak lubię opaski tej firmy, czyli niemal całkowitą niezauważalność. Jest stosunkowo niewielki i lekki, przez co nawet przez chwilę podczas testów nie myślałem o tym, żeby zdjąć go np. na czas snu, nie wspominając o aktywnościach. Duży plus.

Mieszane odczucia mam natomiast odnośnie ekranu. Ani trochę nie przeszkadza mi to, że jest czarno-biały i że mógłby mieć trochę wyższą rozdzielczość - przeważnie i tak kolorowość jest mi obojętna. Przekątna też jest przeważnie jak najbardziej satysfakcjonująca, choć z radością przyjąłbym mniejsze ramki - te wygląda trochę karykaturalnie w dobie bezramkowych telefonów.

Tym, co natomiast mnie nie przekonało, jest czytelność tego wyświetlacza w naprawdę ostrym słońcu w trakcie aktywności. Na co dzień nie ma z tym żadnych problemów, ale gdy np. wybiegniemy na mocno oświetloną polanę, musimy na chwilę się skupić, żeby odczytać to, co pokazuje opaska. Dodatkowo gęste upakowanie informacji na stosunkowo niewielkim ekranie (dlatego napisałem, że rozmiar jest przeważnie satysfakcjonujący) nie ułatwia sprawy. Opcja personalizacji pól danych i zmniejszenia ich liczby z całą pewnością by pomogła.

Nie mogę natomiast napisać złego słowa o obsłudze samego urządzenia. Przycisk (dotykowy, ale z mocną informacją zwrotną w postaci wibracji) działa bez zarzutu. Obsługa ekranu - o ile nie mamy mocno spoconych palców - też jest bezproblemowa i szybka. Banalnie proste w opanowaniu jest również menu i cała nawigacja po nim - jeśli ktoś nie chce przebijać się przez meandry bardziej rozbudowanych systemów, to Fitbit - jak zawsze - daje radę.

Natomiast z racji tego, że nie da się obsłużyć tego sprzętu bez dotykania ekranu, nie sądzę, żeby był to idealny wybór np. dla miłośników biegania w zimie w grubych rękawiczkach. Niektórych zniechęcić może też brak trybu stałego podświetlenia ekranu - niezależnie od tego, czy to w trakcie aktywności, czy poza nią. Nie i już. Tak samo nie można zmienić kilkusekundowego okresu podświetlenia ekranu. Po ok. 4-5 sekundach całość gaśnie i trzeba się z tym pogodzić. Ewentualnie wcisnąć boczny przycisk lub podnieść nadgarstek (działa to ok).

Co do jakości wykonania i odporności na czynniki zewnętrzne - przez dwa tygodnie korzystałem z Charge'a 4 przez całą dobę i ekran nie ma jeszcze żadnej ryski. Jedyne, co nieszczególnie mi się spodobało, to system szybkiej wymiany pasków. Tzn. swoje podstawowe zadanie spełnia wzorowo, ale czasem pomiędzy zegarkiem a paskiem pojawia się niezbyt równa szczelina, w której dodatkowo gromadzi się brud.

WAŻNE: Fitbit Charge 4 dostępny jest jak najbardziej z menu w języku polskim. Tak samo w języku polskim dostępna jest aplikacja. Miejscami jest wprawdzie nie do końca przetłumaczona, ale to pewnie ulegnie w przyszłości poprawie.

Aplikacje i inne

To smart opaska, więc nie liczmy na zbyt wiele, ale podstawy są. Na pokładzie jest m.in. terminarz, timery, alarmy, pogoda i aplikacja do przeprowadzania relaksacyjnych ćwiczeń oddechowych. Do tego dochodzą jeszcze bardzo skutecznie docierające na opaskę powiadomienia, czyli dość standardowy pakiet.

Nowością w Charge 4 jest natomiast aplikacja Spotify, przy czym napiszę wprost - nie znalazłem dla niej żadnego zastosowania. Po pierwsze - nie jest to samodzielna aplikacja do odtwarzania muzyki, bo Charge 4 nie ma żadnej przestrzeni na przechowywanie tego typu plików. Nie jest to też typowy pilot wykorzystujący Bluetooth - w tym przypadku wykorzystywane jest rozwiązanie Spotify Connect, co oznacza, że możemy sterować z poziomu nadgarstka muzyką odtwarzaną ze Spotify na dowolnym urządzeniu, nawet jeśli nie jesteśmy do niego bezpośrednio połączeni.

Brzmi dobrze? Teoretycznie tak. W praktyce jednak na co dzień nie skorzystałem z tej opcji ani razu. W domu wygodniej sięgnąć po telefon albo do głośnika. W trakcie aktywności natomiast... no właśnie - w trakcie aktywności nie można korzystać z tej aplikacji, bo trzeba byłoby wyjść z aplikacji treningowej, co oznaczałoby zakończenie treningu.

Zdecydowanie wolałbym zamiast tego zwykłą aplikację do sterowania muzyką.

Akumulator

Według producenta Charge 4 wytrzyma 7 dni bez ładowania w standardowym trybie i 5 godzin z GPS, zastrzegając jednak, że wyniki uzyskane w rzeczywistości mogą się różnić.

Na szczęście w moim przypadku nie różniły się aż tak bardzo, choć jeśli codziennie na godzinę wyskoczymy pobiegać, to szans na tydzień bez ładownia oczywiście nie mamy. Z moich obserwacji wynika, że Charge dość chętnie pochłania energię w trakcie treningu z GPS. W zależności od dnia było to od ok. 18 do 23 proc. na godzinę treningu.

Czy warto?

Zacznijmy może od tego, dla kogoś nie jest Fitbit Charge 4. Na pewno nie jest dla tych, którzy uznają bieg 50 km i więcej za relaksującą przebieżkę, z roweru schodzą najwcześniej po 200 km, albo szykują się do przebiegnięcia półmaratonu ze średnim tempem w okolicach 4 minut. Nie jest też dla tych, którzy lubią mieć podany na tacy (albo na ekranie zegarka) plan treningowy i realizować go zgodnie z komunikatami z zegarka. Trochę szkoda, bo brakuje takiego sprzętu an rynku.

Natomiast świetnie może spisać się u tych, którzy dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z aktywnością albo nie przywiązują aż tak wielkiej wagi do ton statystyk - wystarczą im te podstawowe, ale za to chcieliby, żeby urządzenie było mniejsze i wygodniejsze do noszenia na co dzień. Przy czym też nie jest tak, że Fitbit Charge 4 ma tylko podstawowe statystki - w końcu jest całkiem przydatne VO2max, potencjalnie przydatne nasycenie krwi tlenem i jeszcze sporo innych. Do tego dochodzi jeszcze naprawdę dobra aplikacja - teraz w języku polskim, podobnie jak menu w opasce - i naprawdę lubiany przeze mnie Fitbit Coach.

Nie wspominając już o tym, że jeśli chcemy czegoś w tej cenie i w tej formie, co będzie w stanie obsłużyć w Polsce płatności zbliżeniowe, to będziemy szukać raczej bardzo, bardzo długo...

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst