Sprzęt  / Recenzja

Garmin Forerunner 45 - warto kupić, czy lepiej dopłacić? Recenzja

790 zł - tyle trzeba zapłacić za jeden z najtańszych obecnie sportowych zegarków w ofercie Garmina. Pytanie tylko, czy warto, bo może za niewielką dopłatą dostalibyśmy coś lepszego?

Żeby było klarownie, zacznijmy od ustalenia pozycji 45 w hierarchii cenowej w ofercie Garmina, a potem bonusowo znajdźmy Forerunnerowi 45 kilku rywali innych marek.

W przypadku Garmina prezentuje się to mniej więcej tak, przy czym ograniczam listę do modeli z GPS:

  • Garmin Vivosport (ok. 400 zł, premiera w 2017 r.) - dalej da się kupić w śmiesznych cenach w niektórych sklepach. Moim zdaniem bardzo niedoceniony produkt. Oferuje wprawdzie bardzo podstawowe funkcje, ale jest malutki, ma GPS i wbudowany czujnik tętna.
  • Garmin Forerunner 35 (ok. 450 zł, premiera w 2016 r.) - poprzednik 45. Niezbyt piękny, mało zegarkowy, z czarno-białym ekranem, ale większością niezbędnych funkcji
  • Garmin Forerunner 45 (ok. 800 zł) - tutaj jesteśmy z testowanym właśnie sprzętem
  • Garmin Vivoactive 3 (trochę ponad 800 zł) - dużo bardziej zegarkowy wygląd, ładny ekran, kilka problemów, w tym chociażby z niedostatkiem przycisków. Obsługuje Garmin Coach.
  • Garmin Forerunner 735XT (ok. 900 zł) - z jakiegoś powodu nie mogę się przesadnie przekonać do tego urządzenia. Ale jeśli ktoś potrzebuje sprzętu tri, to to jest aktualnie najtańszy model Garmina z taką funkcją.
  • Garmin Vivoactive 3 Music (ok. 1000 zł) - to samo co VA3, ale z obsługą serwisów muzycznych. Recenzja tutaj.
  • Garmin Instinct (ok. 1100 zł) - specyficzny, ale bardzo ciekawy sprzęt. Recenzja tutaj.
  • Garmin Forerunner 245 (ok. 1200 zł) - półka wyżej niż Forerunner 45, z masą dodatkowych statystyk i nie tylko. Recenzja tutaj.

Dość długa i skomplikowana lista, ale można ją trochę ograniczyć. Gdybym sam zastanawiał się nad 45, pod uwagę brałbym głównie 245 i Vivoactive 3. Przy czym różnica w cenie między 45 i 245 jest naprawdę spora - 400 zł dopłaty to połowa (!) ceny 45. Albo przyjemne buty do biegania. Albo cokolwiek innego.

A kto poza Garminem rywalizuje z 45?

  • Polar Ignite (ok. 860 zł w tańszej wersji) - bardzo dobra cena, imponujące możliwości, funkcje treningowe i analiza treningowa, za to nie polubiłem się zdecydowanie z ekranem dotykowym. Recenzja tutaj.
  • Huawei Watch GT 2 (o. 900 zł) - testowałem ten zegarek w jego pierwszej odsłonie i był zaskakująco ciekawą propozycją, choć raczej dla początkujących. Plus trudny do przeżycia był fakt, że danymi treningowymi nie można się było dzielić z serwisami zewnętrznymi. Recenzja pierwszej generacji tutaj.
  • Apple Watch Series 3 (od 999 zł) - już widzę tłum z pochodniami i widłami, idący pod mój dom dlatego, że ośmieliłem się dodać Apple Watcha do porównania z Garminem. Ale co poradzić - AW też jest całkiem przyzwoitym zegarkiem sportowym, a przede wszystkim - genialnym smart zegarkiem. Recenzja Serii 4 tutaj.

Pewnie można wymieniać jeszcze długo, ale tyle chyba wystarczy, żeby mieć pogląd na to, od czego 45 jest tańszy. I o ile.

To teraz można przejść do właściwej recenzji, skupiając się na tym, co Forerunner 45 ma, a czego mu brak w stosunku do droższych modeli z oferty Garmina.

Jest: GPS (i GLONASS i Galileo)

A może ujmijmy to inaczej - Forerunner 45 ma dokładnie ten sam moduł lokalizacji, co większość aktualnych zegarków Garmina (i większość urządzeń na rynku). Nie powinno być więc dla nikogo większym zaskoczeniem, że dokładność pomiarów jest prawie identyczna, nawet jeśli porównać najdroższego Forerunnera (945) i najtańszego (45).

Przykładowo tutaj jeden wybrany, niezbyt długi bieg.

Różnica na dystansie ok. 7,3 km wyniosła niecałe 40 m.

Oczywiście, jeśli bardzo mocno przyjrzymy się zapisowi danych z GPS, możemy zobaczyć, że w niektórych miejscach 945 radził sobie trochę lepiej, skuteczniej trafiając w drogę, a przynajmniej w jej mapowy odpowiednik. Widać to zarówno na powyższej grafice, jak i na poniższej.

Przy czym ta niedokładność to przeważnie okolice metra, może dwóch. Jeśli nieznacznie oddalimy mapę z zapisem, to przeważnie przy trzech urządzeniach zapisujących ten sam ślad, uzyskamy mniej więcej coś takiego:

Czy jest perfekcyjnie? Nie, ale jeszcze nie widziałem zegarka, który zapisywałby ślad absolutnie bezbłędnie. Czy jest na tyle dobrze, że bez żalu biegałem na zmianę z 45 i 945, bez strat dystansu czy prędkości? Tak. I pytanie bonusowe: czy wysokie budynki mogą wpłynąć negatywnie na odbiór sygnału? Niestety tak.

Co ciekawe, iPhone XS Max najwyraźniej podzielał pomysł Forerunnera 45 co do tego, gdzie akurat jestem. Garmin 945 wybrał swoją własną drogę. Która była zgodna z rzeczywistością? Jeśli mam być szczery, to żadna - biegłem przez większą część tego odcinka środkiem ulicy...

Jest: czujnik tętna (i obsługa zewnętrznych czujników)

Ale od razu zaznaczam - jest tutaj haczyk. Polega on po pierwsze na tym, że nie są obsługiwane czujniki na Bluetooth. Żadne. Nie i już.

Drugi polega na tym, że lista obsługiwanych czujników jest dość mocno ograniczona i obejmuje czujniki tętna, czujniki na nogę (footpod), a także czujniki prędkości i kadencji. Koniec. Nic poza tym.

Co nie zmienia faktu, że większość kupujących i tak będzie korzystać z wbudowanego, optycznego czujnika i po zewnętrzny pas sięgną tylko wtedy, kiedy oHRM w 45 okaże się dla nich niewystarczający. A może się tak nie stać, bo jest on po prostu całkiem w porządku (jak zresztą w pozostałych Garminach, bo to ten sam czujnik...).

Tutaj przykład z krótkiego, spokojnego biegu, z udziałem 45, 945 i opaski na rękę Polar OH1+:

I standardowo - ten wykres może wyglądać na pierwszy rzut oka trochę przerażająco, jeśli chodzi o różnice we wskazaniach, ale przypatrzmy się np. dołkowi z okolic  24 minuty:

Różnica między 945 i 45 (co jest do przewidzenia) wynosi nieco ponad 1 BPM. Trochę nie zgadzał się z tym OH1+, ale i w tym przypadku chodziło o 2-3 BPM. Cały czas akceptowalne.

Nie pamiętam natomiast, co się stało w okolicach 29 minuty, ale najwyraźniej zdecydowałem się kilka razy odrobinę przyspieszyć i zwolnić. I tutaj ciekawa sprawa - o ile wzrost tętna wszystkie urządzenia zarejestrowały mniej więcej tak samo, tak 45 - pomimo mocno schodkowego wykresu - poradził sobie z pierwszym odpoczynkiem lepiej niż 945, który właściwie go przegapił.

Z pozostałymi trzema wszystkie sprzęty testowe poradziły sobie dobrze, choć 45 dorzucał po 2 BPM tu i tam. Ale przypomnę - to są 2 BPM na około 150 BMP. Trochę ponad 1 proc. różnicy.

Ok, to było łatwe, przejdźmy do czegoś ciekawszego, czyli interwałów. Niestety z racji aktualnej sytuacji - wykonywanych na bieżni, która maksymalnie rozpędza się do 14 km/h, więc zanim udało mi się wskoczyć na jakieś wyższe tętno, to trening już się prawie skończył. Ale wykres jest.

Dodatkowy smaczek - w tym przypadku 945 podłączony jest do HRM Run, czyli dedykowanego paska na klatkę piersiową.

Wrażenia? Na pierwszy rzut oka wykresy pokrywają się niemal idealnie, choć przy rozgrzewce 45 potrzebował chwili, żeby ustalić, że jednak te dodatkowe 5 BPM, które naliczył, nie są zgodne z prawdą.

Potem przyszła seria siedmiu jednominutowych sprintów (ta, sprintów 14 km/h):

Różnice? 2-3 BMP, przy zachowaniu prawidłowego kształtu wykresu i prawidłowym odczycie momentów wzrostu i spadku tętna. Jako ciekawostkę dodam, że HRM Run kosztuje obecnie około 350 zł, natomiast Polar OH1+ - 259 zł. Czyli odpowiednio 43 proc. i 31 proc. ceny CAŁEGO Forerunnera 45.

Potem przyszedł czas na 6 sprintów po 1,5 minuty:

I tutaj widoczne są dwie rzeczy. Po pierwsze - w połowie coś poszło nie tak HRM Run, bo zdecydowanie zaniżył wartość tętna, po czym bardzo szybko wrócił do podawania poprawnych informacji. Po drugie - w czwartym sprincie coś z kolei poszło nie do końca tak jak trzeba w przypadku 45 i nie do końca wychwycił górkę, którą idealnie wyłapały pozostałe sprzęty.

Przy czym różnica między wskazaniami 45 a 945 i OH1 Plus wynosiła... około 3 BPM. Nadal uważam to za zdany test.

Są: przyciski i proste w obsłudze menu

Moim zdaniem największa przewaga 45 nad np. Vivoactive 3. Przez jakiś czas zegarek nosiła moja żona i wytłumaczenie jej tego, jak wszystko działa, zajęło mi może 5 minut. Jest standardowe, garminowe 5 przycisków z jasno opisanymi funkcjami, jest proste do bólu menu (tak proste, że nie ma nawet animacji między ekranami...). Jeśli chcemy zacząć biegać, to po prostu naciskamy kilka razy przycisk Start i jazda. Nie da się tego zrobić o wiele łatwiej.

Nie mówiąc już o tym, że obsługa zegarka w rękawiczkach (zimą) albo z rękami mokrymi od potu (teraz) zdecydowanie będzie łatwiejsza na 45 niż VA3. Prywatnie nawet nie biorę pod uwagę opcji, że mój kolejny zegarek nie będzie obsługiwany w pełni fizycznymi przyciskami.

PS. Gdyby ktoś pytał - tak, da się zmieniać tarcze zegara, w tym na te ze sklepu Connect IQ. Nie da się natomiast wgrywać aplikacji z tego samego sklepu, podobnie jak widgetów czy pól danych. Mamy to, co jest na zegarku fabrycznie, czyli w sumie wszystko, co potrzebne (wliczając prognozę pogody, powiadomienia, budzik, stoper, etc.).

Jest: obsługa planów treningowych, ćwiczeń i Garmin Coach

Przy czym chodzi o treningi i ćwiczenia biegowe - innych na 45 nie zgramy. Natomiast jeśli chodzi o trening biegowy, to mamy pełen wachlarz możliwości. Nie różni się on przy tym w jakiś zauważalny sposób od tego, co znajdziemy np. na 45 czy 945. Nie jest tak, że np. dla 45 dostępne są tylko plany treningowe pt. „chciałbym przebiec 5 km”. Półmaraton z tempem 4:27 min/km? Spokojnie, można do tego trenować i na 45 z Garmin Coachem. A jeśli mamy swój plan treningowy - możemy go spokojnie wklepać do Garmin Connect i wgrać do 45.

Duży plus, bo sprawia, że 45 nie jest tylko i wyłącznie zegarkiem do zapisu treningu, ale też może być naszym wirtualnym trenerem.

Forerunner 45 radzi sobie też oczywiście z obliczaniem naszego VO2 max. W opcjach biegu można też ustawić automatyczne pauzy i automatyczne okrążenia, a także ustawić alerty (np. dla tempa, dystansu, czasu, etc.). Wbudowany akcelerometr pozwala z kolei monitorować kadencję w trakcie biegania bez zewnętrznych czujników.

A, i gdyby dla kogoś było to istotne, to 45 obsługuje wydawanie komunikatów głosowych do naszych słuchawek (np. z podsumowaniem okrążenia), ale wymaga do tego oczywiście podłączonego telefonu - bezpośrednio ze słuchawkami go nie połączymy.

Jest: wykrywanie wypadków i wzywanie pomocy (i Live Track)

Przyznaję się - nigdy nie skorzystałem z tych opcji, ale zawsze mam je włączone na wszelki wypadekDo czego służą? Pozwalają wykryć ewentualny wypadek na rowerze albo w trakcie biegania i automatycznie wysłać wezwanie pomocy (a właściwie odpowiednią wiadomość z naszą lokalizacją) do wskazanych kontaktów. Możemy to też zrobić ręcznie.

Regularnie natomiast korzystam z Live Track - głównie po to, żeby rodzina wiedziała, żeby mi nie przeszkadzać podczas biegania albo jazdy rowerem. Z drugiej strony - podczas wypadów w góry włączam tę funkcję już dla własnego bezpieczeństwa. Ot tak, na wszelki wypadek.

Jest: mały i wygodny (i wodoodporny)

Do wyboru są dwie opcje i obie są naprawdę niewielkie - 45 (42 × 42 × 11,4 mm, 36 g) i 45S (39,5 × 39,5 × 11,4 mm, 32 g). Do czynienia miałem z tym większym i i tak wydawał mi się zaskakująco mały i lekki - nawet w porównaniu z dość kompaktowym 945. Także po założeniu na drobną rękę żony nie wydawał się jakąś niesamowitą busolą, zresztą żona zapytana o to, czy nie wolałaby 45S, odpowiedziała, że ten jest w sam raz.

Trochę szkoda tylko, że 45 nie obsługuje szybkiej wymiany pasków, ale rozumiem, dlaczego tak jest - każdy z takich pasków kosztuje około 200 zł, a to 1/4 wartości całego zegarka...

Jest: monitorowanie codziennej aktywności

Poza krokami i całodniowym tętnem (z alertami przy zbyt niskim i zbyt wysokim) mamy też do dyspozycji m.in. statystyki na temat snu, stresu oraz Body Battery. Informacji o liczbie pokonanych pięter - z racji braku barometru - oczywiście nie uświadczymy.

Jest: bardzo praktyczny wyświetlacz

Nie napiszę, że jest ładny, bo nie ma nic wspólnego z byciem ładnym, głównie przez rozdzielczość na poziomie 208x208 pikseli i typowe, niebieskawe czernie. Ale jeśli chodzi o jego użyteczność w warunkach sportowych, to jest wzorowo. W ciemnych miejscach podświetlenie jest jak najbardziej wystarczające. W ostrym świetle słonecznym nadal widzimy wszystko, co chcemy, pod każdym możliwym kątem.

Taki właśnie powinien być ekran w sportowym zegarku, ale... niech będzie miał już trochę wyższą rozdzielczość, proszę, bo od patrzenia trochę bolą oczy. Nie miałbym też nic przeciwko temu, gdyby był trochę większy, tym bardziej, że mamy do czynienia z gigantyczną ramką, a sam wyświetlacz (1,04") jest raczej mikry.

Jest: bardzo dobry akumulator

13 godzin w trybie GPS i 7 dni w trybie zegarka. Tego drugiego nie jestem w stanie dokładnie potwierdzić (chociaż bez ładowania 45 powinien wytrzymać tych kilka ładnych dni), ale co do pierwszego - pełna zgoda. Choć i tak mi wystarczy, żeby zegarek bez ładowania w trybie GPS wytrzymał 6-7 godzin.

Są: różne tryby sportowe

Ale musicie powstrzymać entuzjazm - nie ma ich zbyt wielu. Domyślnie mamy bieganie bieganie na bieżni, rower, spacer i kardio. Z poziomu Garmin Connect możemy jeszcze dodać bieganie na bieżni pod dachem, jazdę na rowerze pod dachem, spacerowanie pod dachem, maszynę eliptyczną, stepper, jogę i inne.

I to by było na tyle. Dzięki czemu możemy przejść do dyskusji o tym, czego w 45 zabrakło w porównaniu np. z 245 albo droższymi modelami.

Czego zabrakło?

Jako pierwszy przykład podam oczywiście funkcje związane z podsumowaniem i analizą treningu. Przykładowo tak wygląda podsumowanie treningu z 945 i to bez podpiętego pasa HRM Run (wtedy dane nie zmieściłyby się na jednym zrzucie ekranu):

A tak wyglądają dane z 45:

Są więc wszystkie kluczowe informacje, ale brakuje dodatków. Brakuje chociażby oceny efektu treningu, brakuje danych o nawodnieniu (ok, to nie jest takie istotne), brakuje wszystkich danych określanych przez Garmina jako Stan Treningu (obciążenie, zróżnicowanie obciążenia, etc), brakuje symulatora wyścigu (z naszymi szacowanymi czasami dla określonych dystansów), brakuje kalkulator odpoczynku i tak dalej, i tak dalej. Choć teraz, wypisując te pozycje, zastanawiam się, czy faktycznie są one aż tak niezbędne do życia.

Na samym zegarku też brakuje pewnej liczby funkcji, a niektóre braki są dość zaskakujące. Przykładowo nie ma opcji wznawiania treningu później, co może się przydać, jeśli w trakcie biegu postanowimy zjeść obiad w przydrożnej knajpce (no co, zdarza się). Brakuje też oczywiście jakichkolwiek funkcji związanych z nawigacją, nawet w najprostszym wydaniu. Nie ma też mowy o odtwarzaniu muzyki (ale możemy sterować tą z telefonu), podobnie jak o płatnościach. Segmenty? Oczywiście zapomnijcie. Pływanie? Niestety brak. Dynamika biegu? Pod żadnym pozorem. Virtual Pacer? Nie ma. I teraz ciekawostka - w 35 jest.

Brakuje też opcji wyboru częstotliwości zapisu danych - stąd i chociażby schodki na wykresie tętna, ewentualnie drobne różnice w zapisie GPS. O ile w 245 możemy wybrać, czy zapis ma być realizowany w trybie Smart (automatyczny dobór interwałów próbkowania) czy 1-sekundowym, tak tutaj nie ma opcji zmiany trybu Smart. Ba, w ogóle opcja ta jest usunięta z menu.

Można też podłubać jeszcze głębiej. Przykładowo 45 ma opcję ustawienia automatycznych okrążeń, ale okrążenie może mieć tylko 1 km - nie da się tej wartości zmienić ręcznie. Automatyczna pauza? Tylko po zatrzymaniu, podczas gdy na droższych urządzeniach można zdefiniować własną prędkość, poniżej której zegarek zatrzyma rejestrowanie.

Trochę też nie przemawia do mnie system konfiguracji danych wyświetlanych w trakcie treningu. Nie ma tutaj rozbudowanych pól ani graficznych elementów jak np. w 945. Zamiast tego mamy do wyboru 1, 2 lub 3 pola danych, jedno pod drugim (widać w akapicie o wyświetlaczu), bez żadnego opisu. Musimy się więc nauczyć, co jest czym i gdzie się wyświetla, bo inaczej będziemy musieli się domyślić, czy to 150 to jest aktualne tętno, czy kadencja. Fakt - przy przejściu na dany ekran przez chwilę wyświetlane są opisy, ale dość szybko znikają. Poza tym miałem kiedyś starego Forerunnera 305, który pozwalał na większą dowolność, jeśli chodzi o organizację parametrów na ekranie...

Listę braków możemy zamknąć chociażby niezbyt zrozumiałym dla mnie brakiem profilu Siła na liście dostępnych trybów sportowych, co powoduje, że nie możemy chociażby skorzystać z treningów siłowych oferowanych w Garmin Connect, zgrać własnych, ani też np. zliczać powtórzeń przy treningu siłowym dowolnym. Mały brak, ale jednak można by było aż tak nie dzielić na siłę tych serii i modeli.

Warto czy nie?

Standardowo, jak to bywa w przypadku sprzętów Garmina - to skomplikowane. Tym bardziej, że Garmin dość umiejętnie sam komplikuje swoje portfolio.

Nie zmienia to jednak jednego - jeśli ktoś chce po prostu biegać (w tym z planami treningowymi, treningami wprowadzanymi ręcznie albo Garmin Coachem), to Forerunner 45 ma wszystko, czego potrzeba. Jest lekki i niewielki, wygodnie obsługuje się go przyciskami, skutecznie przeprowadzi nas przez trening (a wytrzyma na jednym ładowaniu maraton albo i dwa), a potem pokaże wszystkie podstawowe dane, których możemy oczekiwać. Jeśli więc ktoś szuka prostego zegarka sportowego i głównie biega (chociaż rower też wchodzi w grę), to to będzie dobrze wydane 800 zł.

Z drugiej strony, jeśli ktoś oczekuje od zegarka czegoś więcej - zarówno sportowo, jak i w kwestii smart, dopłata może mieć już sens. Przykładowo Forerunner 245 obsługuje już dynamikę biegu, pływanie, pulsoksymetr, efekt treningu, stan wytrenowania, obciążenie treningowe, aplikacje z Connect IQ Store, ma więcej trybów sportowych i jest dostępny w wersji z muzyką (aczkolwiek jest już wyraźnie droższa). Plus masę detali, których w 45 zabrakło, a które trudno w prosty sposób wylistować (ok, po prostu nie mam 245 pod ręką).

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że wiele osób chce, żeby ich zegarek sportowy był dziś jak najbardziej funkcjonalny także poza treningiem - a więc dobrze by było, gdyby oferował płatności, a jeszcze lepiej - gdyby oferował muzykę. Tego w 45 nie znajdziemy, nawet za dopłatą. Musimy albo przesiąść się na serię Vivoactive (mniej przycisków - brrr) albo Forerunnera 245 Music (nie ma Garmin Pay), 645 (ma Garmin Pay, nie ma muzyki), 645 Music (ma jedno i drugie), albo 945. Czyli standardowo - zaczynamy od zegarka za 800 zł, a potem nagle się okazuje, że w sumie to najlepiej byłoby wydać 2800 zł.

Żeby więc niepotrzebnie nie roztrząsać, wrócę więc do pierwszego wniosku - jeśli szukasz po prostu zegarka sportowego, głównie z myślą o bieganiu, a wszystkie dodatkowe wymienione w tym tekście funkcje uważasz za niewarte dopłaty - możesz spokojnie zamawiać Forerunnera 45. Nie powinieneś być rozczarowany.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst