Sprzęt  / Recenzja

Kupuj instynktem. Garmin Instinct - recenzja

W przypadku większości zegarków sportowych Garmina łatwo jest określić kategorię, do której należą, porównać z konkurencją i ocenić, czy warto je kupować. Jeśli natomiast chodzi o zegarek Garmin Instinct, to... to skomplikowane.

Oczywiście można to rozegrać bardzo prosto i nie tracić czasu:

Garmin Instinct - kupować czy nie? Wersja skrócona.

To, co najbardziej wyróżnia Instincta na tle konkurencji o podobnych możliwościach i innych zegarków Garmina, to wygląd. Podoba ci się stylistyka G-Shocka? Wygląd jest ważniejszy od setek dodatkowych funkcji? Szukasz czegoś z GPS, uproszczoną nawigacją, sensownym akumulatorem i dobrym zapleczem? Kupuj, nie powinieneś żałować. Rywali i tak wielu nie ma.

Jeśli natomiast Garmin Instinct nie podoba ci się już na pierwszy rzut oka, po prostu odpuść. Kosztuje swoje, a niesie ze sobą sporo ograniczeń, których nie ma w innych zegarkach Garmina.

Jest jeszcze oczywiście trzecia opcja: Instinct ci się podoba, ale masz konkretne oczekiwania i nie wiesz, czy ten zegarek im podoła. W takim razie niestety musisz przeczytać pełną recenzję.

Garmin Instinct, czyli właściwie co?

Trudno jednoznacznie stwierdzić. Kiedy zobaczyłem po raz pierwszy jego zdjęcia prasowe, byłem przekonany, że to jest bardziej outdoorowa wersja Fenixa 5 (Plus). Błąd - Instinct pod wieloma względami jest raczej Fenixem 5 Lite. Pod innymi natomiast - trochę uwspółcześnioną i przemodelowaną wersją Fenixa 3/3HR, który jednocześnie jest... jego największym rywalem..

Na wyposażeniu nie znajdziemy niemal niczego z opcji, które ostatnio z wielką chęcią dodawał Garmin do swoich zegarków. Płatności? Nie. Pamięć na muzykę? Nie. Dotykowy ekran? Zdecydowanie nie. Ba, Instinct nie obsługuje nawet dodatkowych aplikacji. Lista „nie” jest zresztą całkiem długa, jak na zegarek, za który trzeba zapłacić trochę ponad 1300 zł.

Z drugiej strony można te wszystkie braki traktować jako chęć powrotu niektórych klientów do korzeni, czyli zegarków sportowych bez miliona zbędnych gadżetów, za które trzeba dodatkowo płacić. Czy to ma sens? Przekonajmy się.

Wygląd i obsługa

Co do wyglądu, to nie potrzeba zbyt wiele słów. Całą outdoorową prezencję Instincta widać już na pierwszy rzut oka. Myli się jednak ten, kto zakłada, że zegarek ten będzie równie wielki i ciężki co Fenixy.

I tutaj można doszukiwać się pierwszej wygranej w pojedynku Instinct kontra Fenix 3/3HR. Młodszy z zegarków Garmina jest dużo lżejszy, dużo mniej czuć go podczas treningu na nadgarstku i dużo mniej męczy podczas codziennego użytkowania. Nie, nie jest kompaktowy jak np. Vivosport i do snu i tak wolałem go zdejmować, ale na godzinny bieg czy kilkugodzinną wędrówkę w górach wolałem mieć na nadgarstku Instincta.

Nie jest też tak, że przez obudowę z tworzyw sztucznych zegarek błyskawicznie zaczyna wykazać oznaki zużycia. Korzystałem z niego wprawdzie przez zaledwie trzy tygodnie, ale funkcjonował w różnych warunkach - wliczając w to obicia i upadki - i nie został po tym nawet ślad. Oczywiście zwykłe wzmacniane szkło nie ma szans ze szkłem szafirowym, a wzmacniane włóknem szklanym tworzywo nie jest tym samym, co stal czy tytan, ale zdecydowanie nie jest źle. Natomiast redukcję w masie doceni każdy. Podobnie jak to, że obudowa spełnia standard MIL-STD-810G (m.in. odporność na temperatury od -20 do 60 stopni), więc można w niej m.in. nurkować do głębokości 100 m.

Zadowoleni powinni być też fani aktywności w zimniejsze dni, kiedy potrzebne są rękawiczki. Instincta wyposażono w pięć dużych, łatwych do wciśnięcia przycisków o wyraźnym skoku - standardowy układ i sposób obsługi np. dla Fenixów. Każdy z tych przycisków może oprócz swoich podstawowych funkcji pełnić również funkcję skrótów, możliwych do zdefiniowania przez użytkownika.

Do wyboru użytkownika pozostawiono też paski, w które uzbrojony będzie Instinct. Domyślny jest pod kolor zegarka, natomiast bez trudu możemy je zastąpić innym o odpowiedniej szerokości - w tym paskiem obsługującym QuickFit.

Jedyne, co zmieniłbym w zewnętrznej warstwie Instincta, to może dodanie lekkiego ogumowania przycisków i ich okolic. W obecnym wydaniu wyglądają odrobinę... zbyt plastikowo.

I tak, zdecydowanie zgodzę się z głosami osób, które stwierdzą, że nie do końca jest to zegarek, który będzie pasował do garnituru. Ale jeśli ktoś musi całe życie chodzić w garniturze albo przejmować się tym, czy coś do niego pasuje czy nie - to już jego problem.

Ciekawostka: Dłuższe przytrzymanie przycisku GPS faktycznie aktywuje GPS i pozwala wcześniej ustalić naszą pozycję, niż dopiero po wybraniu aktywności. Dłuższe przytrzymanie przycisku ABC wyświetla natomiast - jak sama nazwa wskazuje - dane z wysokościomierza, barometru i kompasu.

PS. Garmin Instinct dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych - grafitowym, jasnoszarym i pomarańczowym. Oczywiście najmniej podobał mi się pomarańczowy, w związku z czym właśnie takiego znalazłem w paczce ze sprzętem testowym. Z czasem jednak doszedłem do wniosku, że to jedyny słuszny kolor dla tego zegarka.

Ekran, czyli kto zabrał kolory?

Tak, mamy 2018 r., a zegarek za ponad 1300 zł ma czarno-biały ekran. I tak, ma to swoje zalety.

Pierwszą z nich jest... ciekawostka - podzielenie przez Garmina ekranu Instincta na dwa pola. Pierwsze to pole główne, na którym prezentowana jest większość informacji. Drugie to niewielki wycinek tego samego wyświetlacza, odcięty nadrukiem na szybce ochronnej. Bezsens? Po części tak, bo tracimy na czarną obwódkę trochę miejsca na i tak niewielkim (1,2") wyświetlaczu o niskiej rozdzielczości (128x128 pikseli). Z drugiej strony to malutkie pole (25x25 pikseli) potrafi zdziałać cuda. W trakcie wędrówki może - niezależnie od treści na ekranie głównym - pokazywać kierunek dalszego marszu. W trakcie biegania - aktualne tętno albo np. kadencję.

Tak, podobnie jak większość pól danych Garmina, również i to możemy niemal dowolnie modyfikować, w zależności od naszych potrzeb, aktualnej aktywności i nawet aktualnie wyświetlanego zestawu danych. Zdecydowanie ma to sens, choć podobnie jak wygląd zewnętrzny tego zegarka, niektórym bardzo się spodoba, innym ani trochę.

Czarno-biały wyświetlacz ma też kilka innych zalet - zaczynając od fantastycznego kontrastu, a kończąc na świetnej czytelności nawet w bardziej wymagających warunkach oświetleniowych. A kiedy przyjdzie ciemność, można go łatwo podświetlić (gestem albo kliknięciem), przy czym domyślne podświetlenie na 20 proc. całkowicie wystarczy, żeby wszystko było czytelne.

Nie można jednak w 2018 r. stwierdzić, że jest to wyświetlacz atrakcyjny. Ma niską rozdzielczość, a do tego nie jest nawet okrągły. Jest brutalnie poprzycinany z każdej strony, co powoduje, że zajmuje on zaledwie niewielki fragment całego frontu urządzenia. Do tego Garminowi udawało się już wielokrotnie tworzyć kolorowe wyświetlacze, które też były bardzo dobre od strony użytkowej (choć nie tak czytelne jak ekran Instincta).

Inna sprawa, że jedną z kluczowych funkcji Instincta jest nawigacja. A nawigacja na ekranie 1,2" przy rozdzielczości 128x128 pikseli... Sami sobie dopowiedzcie albo czytajcie dalej.

Śledzenie aktywności i treningi

I tutaj robi się naprawdę ciekawie, żeby nie powiedzieć, że dziwnie. Zacznijmy jednak od podstaw.

Garmin Instinct obsługuje większość podstawowych trybów śledzenia codziennej aktywności - liczy kroki, liczy spalone kalorie, pokonane piętra, sen i jego jakość, a także z wykorzystaniem wbudowanego, optycznej czujnika tętno rytm pracy naszego serca - i to 24 godziny na dobę w sekundowych interwałach. Mierzy też poziom całodziennego wysiłku, choć nie ma - jak np. Vivosmart 4 - tzw. Body Battery.

Obsługuje natomiast niemal wszystkie możliwe typy aktywności sportowych. Od biegania (w tym na bieżni i w terenie), przez jazdę na nartach, na rowerze, wspinaczkę i pływanie na kajaku, aż po pływanie - zarówno na basenie, jak i w otwartych zbiornikach. Zwłaszcza obecność tej ostatniej funkcji jest interesująca, bo w wielu innych zegarkach Garmina w tej cenie jej nie znajdziemy.

W zegarku Garmin Instinct nie znajdziemy natomiast innej rzeczy, która jest już dość powszechna w pozostałych konstrukcjach tego producenta - wszelkiej maści rozbudowanych statystyk potreningowych. VO2max? Nie ma. Dynamika biegu? Nie ma. Czas odpoczynku? Nie ma. Obciążenie treningowe? Nie ma. Zupełnie tak, jakby zegarek ten stworzono dla tych, którzy w ogóle nie przejmują się tymi podsumowaniami. Chcą mieć zegarek z GPS i to im w dużej mierze wystarcza. O multisporcie też można zapomnieć.

Trochę szkoda, bo choć statystyki na pewno nie zastąpią trenera, to w zegarku za takie pieniądze dobrze byłoby je już mieć - oferuje je chociażby wciąż obecny na rynku Fenix 3, sprzedawany w podobnej cenie. Brak analizy treningu jest tym dziwniejszy, że jak najbardziej można z wykorzystaniem Instincta realizować nawet bardziej skomplikowane plany treningowe. Dziwaczna polityka różnicowania produktów.

Żeby było jeszcze trochę bałaganu, Instinct obsługuje głosowe informacje o okrążeniach (przesyłane przez podłączony telefon do słuchawek), czego z kolei nie obsługuje np. Vivosport z funkcją podstawowej analizy treningu. Mało tego, możemy nawet ustawić dystansowe/czasowe przypomnienia np. o konieczności napicia się lub zjedzenia czegoś.

Dostęp do wszystkich danych mamy oczywiście za pośrednictwem albo wbudowanej aplikacji w zegarku (dość uproszczona), albo z poziomu Garmin Connect na telefonie. Na szczęście mimo retro-wyglądu Instinct jak najbardziej wspiera Bluetooth i można w ten sposób synchronizować dane.

Dokładność GPS

Podążając tropem większości nowych zegarków Garmina, również i Instinct obsługuje trzy systemy lokalizacyjne - GPS, GLONASS i Galileo. Czyli jest o Galileo lepszy od np. Fenixa 3. Jak jednak bezpośrednie porównanie między tymi zegarkami wypada w praktyce?

Nie przeciągając - przeważnie na korzyść Instincta. Poniżej 10-kilometrowy bieg z jednym i drugim zegarkiem (Fenix 3 - pomarańczowy, Instinct - niebieski). Od razu widać, że niespecjalnie zgadzały się co do trasy, choć wynik końcowy był bardzo, bardzo zbliżony.

Ślad rejestrowany przez Fenixa był o wiele niższej jakości, co widać chociażby w tym miejscu, gdzie ścieżka idzie zupełnie prosto, natomiast Fenixem rzucało mocno na boki. Instinct w tym samym czasie trzymał się równo:

Były też miejsca, gdzie jeden i drugi zegarek radziły sobie średnio, nawet pomimo tego, że warunki były bardzo dobre. Fenix uznał jednak, że biegłem środkiem drogi, przy okazji wymijając chyba samochody:

Pod koniec natomiast zrealizował już coś, co można określić wyłącznie mianem postępującego chaosu. Instinct natomiast niemal idealnie trzymał się ścieżki:

Nie oznacza to jednak niestety, że Instinct ma całkowicie niezawodny GPS. Inny dzień, inny bieg, pozornie też zbliżone ślady i bardzo zbliżony dystans końcowy:

Ale już dokładność rejestracji trasy z dokładnością do:

Kawałek dalej jednak Instinct wrócił do normy - podobnie zresztą jak Fenix:

Oczywiście przy takim nakładaniu śladów na mapę, a tym bardziej na zdjęcie z satelity, trzeba brać pod uwagę masę czynników, które powodują, że niekoniecznie kreska na mapie pokryje się 1:1 z obrazkiem. Ogólnie po kilku biegach i wypadach w góry mogę stwierdzić, że choć GPS w zegarku Instinct nie jest idealny, to przechodząc na niego z Fenixa 3 zdecydowanie poczułbym zmianę na lepsze.

Sprawdziłem też Instincta podczas kilku wypadów rowerowych, zestawiając go nie tylko z Fenixem, ale i z iPhone'em:

Ogólny zapis trasy - bardzo podobny. Znaczącą różnicę widać już jednak przy przeglądaniu zapisanej długości trasy. Według obu Garminów było to 30,6 km, natomiast według iPhone'a (różowa linia) - 31 km. Czym pogrążył się iPhone? Między innymi namiętnym przyciąganiem zapisu do... drogi:

Potrafił też niezdrowo pogubić się po przejeździe pod bardzo wąskim wiaduktem:

Co jeszcze w kwestii zapisu śladu może zagwarantować Instinct? M.in. dane dotyczące wysokości (wbudowany wysokościomierz). W mieście takim jak Wrocław nie ma to niestety żadnego zastosowania, ale podczas górskich wędrówek miło wiedzieć, ile dokładnie metrów w górę się pokonało. A najlepiej wiedzieć, ile nam jeszcze zostało.

Nawigacja

Tak, Instinct ma ekran 1,2" i rozdzielczość 128x128 pikseli, 16 MB pamięci i oferuje nawigację. Niestety nie ma to nic wspólnego z tą nawigacją, która pojawiła się w Epixie, Fenixie 5X i 5 Plus.

Nawigacja w tym zegarku to po prostu zestawianie naszej pozycji z przygotowanym wcześniej śladem, z pominięciem jakiegokolwiek podkładu mapowego na urządzeniu. Dokładnie taka sama, jak np. na Fenixie 3 - tworzymy ślad za pomocą Garmin Connect lub zewnętrznej usługi, zgrywamy do zegarka, po czym możemy albo podglądać nasz postęp na kresce, albo dać się prowadzić zegarkowi.

Czy to jest do czegokolwiek przydatne? Oczywiście. Sam wykorzystuję to w dwóch przypadkach. Pierwszym jest chęć pobiegania nową trasą w znanej mi okolicy albo narysowanie pętli w okolicy, której nie znam. Wystarczy wtedy skorzystać z wbudowanego narzędzie w Garmin Connect, które narysuje nam np. pętlę o długości 10 km na północ od miejsca, w którym jesteśmy. Zapisujemy, wysyłamy do zegarka, uruchamiamy nawigację i już jesteśmy prowadzeni. Drugą sytuacją są wypady w góry - generuję trasę przez Mapę Turystyczną, zgrywam do Garmin Connecta, wysyłam do zegarka i już nie muszę aż tak dokładnie patrzeć, gdzie idę. Dodatkowa zaleta - na bazie trasy tworzony jest profil wysokościowy, dzięki któremu znamy dokładną odpowiedź na to, ile jeszcze podchodzenia zostało.

Trasy możemy też tworzyć na inne sposoby - można je wyklikiwać ręcznie z poziomu jakiejkolwiek aplikacji umożliwiającej eksport do GPX albo podążać śladem jednej z poprzednich aktywności. Można też wybrać jeden z wcześniej zapisanych punktów albo samodzielnie wprowadzić jego lokalizację (np. przy geocachingu), żeby zegarek prowadził nas do niego. Trzeba tylko pamiętać, że w takiej sytuacji będzie nas prowadził na azymut, a nie poprzez drogi czy szlaki - takie już uroki nawigacji bez podkładu mapowego. Wyjątkiem jest wyznaczanie trasy w trybie TracBack - tutaj zegarek poprowadzi nas dokładnie po tej trasie, którą dotarliśmy do punktu, w którym zdecydowaliśmy się zawrócić.

Dla utworzonych przed wypadem tras istnieje przy tym możliwość dopisywania punktów - np. punktów w wodą, jedzeniem, szczytów górskich czy innych, dowolnych obiektów.

W trakcie samej wędrówki otrzymamy natomiast komplet niezbędnych informacji - wliczając w to wspomniane już pozostałe przewyższenie, dalszy kierunek marszu, odległość do kolejnego punktu czy odległość do mety.

Jak spisuje się taka nawigacja w praktyce? Cóż, to zależy od tego, jak przygotujemy wcześniej naszą trasę i w jakiej okolicy podróżujemy. Przykładowo do jazdy rowerem po mieście nie nadaje się prawie w ogóle, bo przy gęstej siatce ulic trudno w kilka sekund rozpoznać, czy ten skręt w prawo to już, czy może dopiero w następną. Trochę lepiej jest z bieganiem, bo tam mamy więcej czasu na decyzję, ale i tak możemy raz czy dwa popełnić nawigacyjny błąd.

O wiele lepiej Instinct wpisuje się na szlaku, gdzie dróg jest mniej, albo jeśli w ogóle poruszamy się poza szlakiem. Tutaj nawet bez podkładu mapowego taka pomoc w postaci śladu trasy umieszczonego cały czas na nadgarstku podróżuje się przyjemniej i wygodniej. Pomaga w tym bez wątpienia trójosiowy kompas, który pozwala nam się w dowolnym momencie zorientować, w którą stronę faktycznie powinniśmy iść.

Nie da się jednak nie zauważyć, że nawigacja na tak małym ekranie nie zawsze jest wygodna. Wyświetlacz Instincta nie tylko jest mały, ale do tego poprzycinany po bokach, a swoje miejsce zajmuje też drugi z wyświetlaczy. W rezultacie obraz trasy rysowany przez system pokazuje czasem zaledwie kawałeczek trasy przed nami i zupełnie nic więcej. Ot, losowy szlaczek na miniaturowym wyświetlaczu.

Co i tak nie zmienia faktu, że przy każdym wyjeździe w góry i tak tworzyłem odpowiedni ślad trasy i zgrywałem go na zegarek. Ot tak, na wszelki wypadek.

Dokładność czujnika tętna

Garmin Instinct wykorzystuje dokładnie ten sam optyczny czujnik tętna co większość nowych urządzeń tej firmy. Można oczywiście podłączyć do niego pas piersiowy (nie ma w zestawie), żeby np. bez odmrożeń biegać zimą. Trzeba tylko pamiętać, że HRM-Run z pomiarami dynamiki biegu na niewiele nam się zda i nie zobaczymy dodatkowych danych w podsumowaniu. Czy jednak warto - poza mroźnymi dniami - podpinać dodatkowy czujnik?

Przeważnie nie ma takiej potrzeby. Tutaj spokojny, 10-km bieg (Fenix 3 z HRM-Run - pomarańczowy, Instinct - niebieski):

Różnice oczywiście, występują, ale są w granicach 2-3 BPM i trudno jednoznacznie wskazać, który z tych sposobów pomiaru miał w tym przypadku rację. Średnie tętno i czas w strefach - bardzo, bardzo zbliżone, niemal identyczne. Tempo wyłapywania zmian w tętnie - również bardzo, bardzo zbliżone. Ale to ten sam czujnik, co w Fenixie 5 Plus, więc nie ma tutaj za bardzo nad czym się zastanawiać.

Czas pracy bez ładowania

W trybie zegarka producent twierdzi, że powinny być to dwa tygodnie, i choć nie miałem aż tyle czasu, żeby to przetestować, to jestem skłonny przyznać, że to prawda. Tym bardziej, że deklarowane 16 godzin pracy w trybie zapisu GPS również wygląda na zgodne z rzeczywistością. Dla najbardziej wymagających przewidziano jeszcze tryb UltraTrac, który powinien być w stanie zapisywać ślad naszej trasy przez okrągłe 40 godzin. Nie testowałem, ale mam w planach kiedyś to sprawdzić...

Aplikacje, system i łączność z telefonem

Prosta sprawa - aplikacje na ten zegarek nie istnieją. Nie można korzystać ze sklepu z aplikacjami Connect IQ - mamy tylko to, co producent daje nam w standardzie. I patrząc na to, jak korzystam ze swojego Fenixa - w ogóle mi to nie przeszkadza. Możliwe, że znajdą się osoby, które odczują ten brak - w takim przypadku zdecydowanie nie powinny zerkać w kierunku Instincta.

Jeśli jednak ktoś nie lubi instalować dodatkowych programów, to to, co ma Instinct powinno być w sam raz. Oprócz sportowych podstaw jest tutaj tutaj m.in. budzik (spięty z alarmem wibracyjnym urywającym rękę), stoper, czasomierze, dane o wschodzie i zachodzie słońca, alternatywne strefy czasowe, wyszukiwanie telefonu, prognoza pogody i sterowanie muzyką. Do tego dochodzą jeszcze powiadomienia z telefonu i kalendarz.

Jeśli ktoś bardzo chce, to może też zmienić tarczę zegara, aczkolwiek domyślna prezentuje się zdecydowanie najlepiej (powinni zabronić robienia tarcz ze wskazówkami poniżej pewnej rozdzielczości).

Mało? Dużo? W zegarku sportowym całkowicie wystarczająco. W zegarku smart - to już pytanie do każdego z osobna.

Dodatkowe czujniki

I znów: trochę z Fenixów, trochę z czego innego. Do Instincta podłączymy m.in.:

  • czujniki tętna,
  • rowerowe czujniki kadencji i prędkości
  • termometr tempe (sprawdzone, działa)
  • footpoda

Wszystko oczywiście przez ANT+. Do tego dochodzi jeszcze sterowanie kamerą Virb i system lokalizacji psów Alpha 100, natomiast brakuje m.in. sterowania światłami rowerowymi czy pobierania danych z czujnika mocy podczas jazdy na rowerze.

Co jeszcze ma Instinct, czego nie mają inne zegarki Garmina?

Jest tego kilka. Chociażby zgodność z komunikatorami satelitarnymi Garmina - inReach, która do tej pory była zarezerwowana głównie dla Fenixa 5 (a także 5 Plus) i pochodnych, a także... Forerunnera 935.

Jest też obsługa aplikacji Garmin Explore, która również nie jest wspierana przez większość urządzeń Garmina (a wsparcie dla Fenixa 5 Plus jest w fazie beta). Aczkolwiek póki co nie traktowałbym tego jako wielkiej zalety - wyznaczanie tras czy podkład mapowy są w niej dużo gorsze niż w już dostępnych aplikacjach, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę.

I to by było w zasadzie na tyle.

Kupować czy nie?

Instinct z całą pewnością nie będzie jednym - zegarkiem o oszałamiającej popularności. To sprzęt niszowy, którego główna siła - nie umniejszając inżynierom Garmina - leży w jego wyglądzie. Ten zegarek już na pierwszy rzut oka albo się chce, i dopiero potem myśli o konsekwencjach zakupu, albo się go nie chce i wtedy szuka czegoś innego.

Paradoksalnie jedną z kolejnych zalet Instincta jest cena. Nie jest w żadnym wypadku okazyjna, ale też jest zdecydowanie niższa niż najnowszych Fenixów (tych trochę starszych też), czy np. Pro-Treków. Jest też niższa od typowo biegowego Forerunnera 645, o multisportowym 935 nie wspominając. Wątpliwości można mieć tylko w dwóch przypadkach - Vivoactive 3 Music i Fenixa 3.

Ten pierwszy upchnięto wprawdzie w dużo mniej efektowne opakowanie, ale za kilkadziesiąt złotych więcej dostaniemy i płatności, i muzykę, i podstawową analizę treningu. Ten drugi natomiast kosztuje podobne pieniądze, nadal da się go kupić, a oferuje niemal dokładnie to samo, w obudowie, która wygląda dużo bardziej premium. Tak, jest cięższy, mniej wygodny i jego kolorowy ekran nie jest aż tak czytelny w słońcu jak Instincta, ale zdecydowanie może podobać się bardziej.

Aczkolwiek, jeśli przymkniemy oko na wszystkie dziwne ograniczenia, wprowadzone głównie po to, żeby Instinct nie był najlepszy, za 1300 zł dostajemy porządny sprzęt, z całkiem rozbudowanymi funkcjami nawigacyjnymi (choć bez mapy), bardzo dobrym akumulatorem i zestawem podstawowych, niezbędnych aplikacji - w tym i tych do połączenia z telefonem. Widziałem już w sieci pełno komentarzy od ludzi chodzących po górach, którzy twierdzili, że to właśnie jest ich kolejny zegarek - nie błyszczący się Fenix za kilka tysięcy złotych.

Szkoda tylko, że Garmin zrobił wszystko, żeby nie był to zegarek uniwersalny, który z czystym sumieniem można polecić każdemu. Przy zakupie najlepiej więc sugerować się... instynktem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst