Tech  / Recenzja

Jest dobrze, ale mogłoby być jeszcze lepiej. Sennheiser HD 450BT i HD350BT - recenzja

Dobre słuchawki z aktywną redukcją hałasu są drogie. To smutny fakt – pomimo upływu lat za przyzwoite ANC nadal musimy słono zapłacić, podobnie jak za przyzwoite słuchawki bezprzewodowe w ogóle. Sennheiser HD 450BT i HD 350BT próbują się zmierzyć z tym problemem. Z jakim skutkiem?

Gdy przyjrzymy się cenom słuchawek Bluetooth z ANC z górnej półki, patrzymy na ceny od 1200 do 1700 zł. Drogo.

Niewiele jest natomiast urządzeń wycenionych w okolicach 500-700 zł, które oferowałyby jednocześnie przyzwoite brzmienie, dobre ANC i jako-taki komfort użytkowania; to terytorium nadal zarezerwowane dla najlepszych.

Sennheiser próbował zmienić ten stan rzeczy już trzy lata temu, modelem HD 4.50BTNC. Tym słuchawkom, kosztującym dziś ok. 500 zł, niewiele brakowało do swoistej perfekcji w swojej klasie. Czuć jednak było, że mamy do czynienia z produktem z niższej półki, a ich jakość wykonania pozostawiała nieco do życzenia.

Teraz Sennheiser pokazał następcę tego modelu – HD 450BT – oraz jego jeszcze tańszy odpowiednik, pozbawiony redukcji hałasu: HD 350BT.

Spędziłem z tymi słuchawkami ponad miesiąc, używając ich naprzemiennie w różnych sytuacjach. Wnioski? Jest dobrze, ale mogłoby być jeszcze lepiej.

Sennheiser HD 450BT czy HD 350BT – co je łączy?

Obydwa modele prezentują się z zewnątrz niemal identycznie. Obydwa dostępne są w czarnym i białym wariancie, obydwa mają z grubsza tę samą konstrukcję i wykonane są z bodajże tych samych materiałów. Nawet masę mają identyczną – 238 g.

Obydwa modele mogą pracować na jednym ładowaniu nawet 30 godzin i obydwa naładujemy złączem USB-C. W obydwu przypadkach ładowanie od zera do pełna trwa około 2 godzin.

Z HD 450BT udało mi się wycisnąć 28 godzin bez ładowania, z HD 350BT około 26, więc czas pracy nie do końca pokrywa się z deklaracją producenta, ale też nie odbiega od niej na tyle, by robić z tego aferę.

Obydwie pary słuchawek łączą się przez Bluetooth 5.0 ze wsparciem dla kodeków SBC, aptX, aptX LL i AAC i obydwie nie sprawiały w tej materii najmniejszych problemów w czasie miesiąca testów.

Sennheisery HD 450BT i HD 350BT są zbudowane niemal identycznie, co ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanym plusem jest komfort noszenia i obsługi. Słuchawki fantastycznie przylegają do czaszki, nie odparzają małżowin i nie uciskają w głowę. Na krawędzi prawej puszki znajdziemy też szereg fizycznych przełączników – osobiście preferuję je ponad mizianie palcem paneli dotykowych na słuchawkach.

Obydwa modele mają też przycisk do wybudzania asystenta głosowego. Jeśli ktoś korzysta z Asystenta Google, można go wywołać wprost ze słuchawek, bez konieczności wyjmowania telefonu z kieszeni.

Na minus muszę niestety zaliczyć materiał pokrywający pałąk. Gumowana powierzchnia zbiera każde zabrudzenie, pyłek i drobinkę kurzu, jaka znajdzie się w jej pobliżu, i bardzo szybko przestaje wyglądać estetycznie. Na szczęście reszta konstrukcji nie brudzi się aż tak, jak w modelu HD 4.50 BTNC.

Kolejnym minusem jest brak możliwości obrócenia puszek po zdjęciu ich z głowy. Nauszniki możemy obracać tylko nieznacznie, nie możemy ich obrócić pod kątem 90 stopni w żadną stronę. Co do zdejmowania słuchawek z głowy, mam jeszcze jeden problem – Sennheiser nie wyposażył nowych słuchawek w mechanizm automatycznego pauzowania, więc gdy zsuniemy słuchawki z głowy, te dalej odtwarzają dźwięki. Niby drobiazg, ale bardzo go brakuje.

Na szczęście słuchawki po złożeniu zajmują niewiele miejsca, więc bez problemu zmieszczą się w plecaku czy torbie. Osobiście przewoziłem je w plecaku fotograficznym i bez trudu wciskałem obydwa modele w przegródki przeznaczone na obiektywy.

Do droższego modelu HD 450 BT dostajemy też w zestawie materiałowy pokrowiec. Ochronę zapewnia on żadną, ale przynajmniej słuchawki nam się nie wybrudzą w plecaku. W tańszych HD 350 BT pokrowca nie ma, ale to chyba mała strata.

O wiele większą stratą dla wielu osób może być za to brak złącza słuchawkowego, które w HD 450BT jest, a którego w HD 350BT z jakiegoś powodu zabrakło.

Co prowadzi mnie do pozostałych różnic między modelami.

Sennheiser HD 450BT czy HD 350BT – co je różni?

Podstawową i najważniejszą różnicą między obydwoma modelami jest ANC.

Jedynie droższe HD 450BT posiadają funkcję redukcji hałasu, w postaci autorskiej technologii NoiseGard. W HD 350BT tłumienie odgłosów otoczenia odbywa się pasywnie.

Jakość technologii NoiseGard w modelu HD 450BT testowałem podczas dwóch połączeń relacji Słupsk-Warszawa w PKP Intercity, a także lecąc z Warszawy do Monachium. I muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak dobrze izolowała mnie ona od huku wagonów pędzących po szynach czy jednostajnego, usypiającego warkotu silników samolotu.

W przypadku jednostajnych odgłosów NoiseGard radzi sobie wzorowo. Nieco gorzej wypada, gdy chcemy odizolować się od pasażerów z płaczącym dzieckiem czy przedstawiciela firmy Januszex w obowiązkowym niebieskim garniturze, załatwiającego ważne sprawy przez telefon tak, żeby każdy pasażer słyszał, że to ważne sprawy.

Sennheisery HD 450BT spisywały się za to całkiem nieźle w odcinaniu mnie od ogólnego harmidru dworców kolejowych i lotniska w Warszawie, a nawet w domu dość skutecznie oddalały ode mnie odgłos stukania w klawiaturę. Będą więc jak znalazł do użytku biurowego, zwłaszcza dla osób pracujących w modnych ostatnio ołpen spejsach.

Jak wspominałem wyżej, ANC nie wpłynęło w żaden sposób na czas pracy słuchawek, który nadal wynosi ok. 30 godzin. Wynika to z faktu, iż HD 450BT mają dwukrotnie większy akumulator niż HD 350BT.

ANC wpływa za to na jakość brzmienia i to dość drastycznie.

Z początku byłem nieco zdumiony, że tańsze HD 350BT grały – na moje ucho – lepiej od HD 450BT. Zagadkę rozwiązałem dopiero wyłączając NoiseGard w droższym modelu.

Wtedy obydwie pary zaczęły grać niemal identycznie, choć HD 450BT mają nieco szersze pasmo przenoszenia od tańszego modelu. Po włączeniu redukcji hałasu Sennheisery HD 450BT niestety dość mocno tracą na szczegółowości i wyrazistości brzmienia; staje się też ono jednoznacznie „cyfrowe”.

Powiem jednak wprost, że nawet bez włączonego ANC brzmienie nowych słuchawek Sennheisera nikomu niczego nie urwie. Jest poprawne, względnie podatne na korektor graficzny w dedykowanej aplikacji, ale trudno mi napisać o nich coś cieplejszego.

Basu jest dużo, co się chwali. Nie chwali się za to, że bas jest dość „zamulony” i niezbyt selektywny. To samo zresztą można powiedzieć o pozostałych częstotliwościach. Słuchając muzyki miałem momentami wrażenie, jakbym słuchał głośników postawionych za pleksiglasem. Słuchawkom brakuje szczegółowości, poszczególne nuty zlewają się ze sobą, a scena muzyczna jest stanowczo zbyt ściśnięta na mój gust.

Co gorsza, są to cechy uniwersalne dla wszystkich gatunków muzycznych, jakie przesłuchałem. Te słuchawki grają po prostu przeciętnie. Boli to zwłaszcza w przypadku modelu bez ANC, bo jeśli pominiemy kwestię bezprzewodowej wygody, to za takie same pieniądze kupimy słuchawki na kablu, które zmiotą Sennheisery HD 350BT (i HD 450BT po drodze) jakością brzmienia.

Bardzo spodobał mi się za to tryb dedykowany podcastom, dostępny w aplikacji na urządzenia mobilne. Dedykowane ustawienie podbija częstotliwości ludzkiego głosu, przez co znacznie lepiej przebijają się przez dźwięki otoczenia. Słucham bardzo dużo podcastów i audiobooków, i taka funkcja okazuje się być zaskakująco przydatna.

Na koniec muszę wspomnieć o jednym problemie, na który natrafiłem w czasie testów – otóż tańsze HD 350BT miały wyraźny kłopot z wbudowanymi mikrofonami do rozmów. Testowałem je w parze z dwoma telefonami i o ile z Samsungiem Galaxy A71 działały poprawnie, tak w przypadku iPhone’a 11 zbierany dźwięk był przytłumiony i niewyraźny.

Może to być jednak kwestia tego konkretnego egzemplarza. Nie udało mi się też zreplikować problemu na droższych HD 450BT.

Szkoda, że w kwestii brzmienia nowe Sennheisery wypadają tak przeciętnie. Bo w każdym pozostałym aspekcie są to świetne słuchawki, tyle że trudno te aspekty docenić, gdy z puszek płynie brzmienie, jakiego spodziewalibyśmy się po produktach ze znacznie niższej półki. Mogło być znacznie lepiej.

Warto, czy nie warto?

Jeśli chodzi o droższe Sennheisery HD 450BT, jak najbardziej warto. Ich przeciętne brzmienie w pełni rekompensuje komfort użytkowania i znakomite jak na tę półkę cenową ANC.

Za 770 zł dostajemy słuchawki, które znakomicie sprawdzą się w codziennym, miejskim użytkowaniu. Które pracownik głośnego korpo będzie mógł nosić przez 8 godzin bez zmęczenia. Które można zabrać w długą podróż bez obawy o poziom naładowania akumulatora.

Jeśli zaś chodzi o model HD 350BT, to choć oferuje on taki sam fantastyczny komfort i długi czas pracy, nie wydałbym na nie 430 zł. Z prostego powodu – za niecałe 200 zł więcej możemy mieć wciąż świetny model HD 4.50 BTNC z aktywną redukcją hałasu. Za 130 zł mniej – model HD 4.40, bez ANC, ale o niemal identycznym zestawie funkcji i możliwości.

Nie brakuje też słuchawek bezprzewodowych innych producentów w cenie do 400 zł, które brzmią lepiej, a również nie mają ANC.

Podsumowując: Sennheiserom HD 450BT mówię zdecydowanie tak, zwłaszcza jeśli uda się je dostać nieco taniej niż w obecnej cenie katalogowej.

Sennheisery HD 350BT kupiłbym natomiast tylko wtedy, gdy komfort i czas pracy mają wyższy priorytet od jakości brzmienia. W każdym innym przypadku – są lepsze opcje.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst