Sprzęt  / Relacja

Oppo Reno to nie jeden, a trzy smartfony z płetwą rekina - pierwsze wrażenia

Oppo zaprezentowało dzisiaj oficjalnie w Europie swoje nowe telefony. Wrażeniami po chwilach spędzonych z nowym podstawowym modelem dzieliłem się już na gorąco, podsumowując konferencję. Teraz pora przyjrzeć się bliżej tej płetwie rekina skrywającej przedni aparat oraz pozostałym podzespołom w Oppo Reno, Oppo Reno 10X Zoom i Oppo Reno 5G.

Podstawą oferty Oppo na 2019 rok są telefony Oppo Reno i Oppo Reno 10X Zoom. Różnią się nieco parametrami, wielkością i długością przekątnej ekranu, ale łączy je stylistyka. Do tego dochodzi Oppo Reno 5G, który trafi do sprzedaży na kilku wybranych rynkach, gdzie operatorzy są już gotowi na sieć 5. generacji.

Oppo Reno, czyli trzy nowe smartfony.

Urządzenia, których oficjalna europejska premiera odbyła się wczoraj w Zurychu, zdecydowanie wyróżniają się na tle konkurencji. Producent zdecydował się bowiem na odważny krok i we wszystkich trzech dodał slider, czyli wysuwany panel z przednim aparatem. Ma on dużo bardziej nietypowy kształt niż w modelu Oppo Find X. Jest niesymetryczny i przypomina płetwę rekina.

To jednak nie koniec niespodzianek. Oppo Reno 10X Zoom wprowadził dodatkowy obiektyw, dzięki czemu telefon potrafi zrobić zdjęcia z 10-krotnym zoomem, który producent określa mianem hybrydowego, co umożliwił nowy peryskopowy obiektyw. Oppo Reno 5G to z kolei wariant Oppo 10X Zoom wyposażony w dodatkowy modem dający dostęp do sieci 5. generacji.

Z nowymi telefonami Oppo spędziłem całe popołudnie po zakończeniu konferencji. Miałem okazję sprawdzić w praktyce nowe aparaty - zarówno ten przedni ukryty w płetwie, jak i główny składający się z trzech obiektywów z 10-krotnym hybrydowym zoomem - oraz pozostałe podzespoły. Najwyższy czas o nich nieco więcej opowiedzieć.

Oppo Reno

Podstawowy model w portfolio Oppo na 2019 r. wyceniony został na 499 euro, co w przedsprzedaży w Polsce przekłada się na 2199 zł. Napędzają go procesor Snapdragon 710 oraz 6 GB lub 8 GB RAM. Urządzenie ma 6,4-calowy ekran o rozdzielczości 2340 na 1080 pikseli, który praktycznie nie ma ramek. Nie ma notcha, a czytnik linii papilarnych chowa się pod powierzchnią ekranu.

Czytnik linii papilarnych Oppo Reno nie jest, co prawda aż tak wygodny, jak Face ID, ale działa na tyle sprawnie, że po konfiguracji o nim zapomniałem. Do tego na wygaszonym AMOLED-owym ekranie wyświetla się stosowna ikona, która pokazuje, w którym miejscu trzeba dotknąć wyświetlacza, by dokonać autoryzacji.

Brak skanera twarzy wynika z faktu, że przedni aparat został sprytnie ukryty.

Oppo Reno, tak jak Find X, korzysta ze slidera. Nie trzeba jednak ręcznie wysuwać obiektywu - dzieje się to automatycznie po otwarciu aplikacji aparatu w trybie selfie. Trwa to według producenta 0,8 sekundy, ale mam wrażenia, że obraz z aparatu na ekranie pojawia się jeszcze wcześniej - czyli już w momencie wysuwania się obiektywu. Dzięki temu w ogóle nie odczułem, że przełączając się na przedni aparat w opcjach, dzieje się cokolwiek niestandardowego. Mechanizm działa dużo ciszej niż w Oppo Find X.

Sam kształt wysuwanego elementu, który przywodzi na myśl płetwę, w zasadzie mi się podoba - właśnie przez swoją nietypowość j niesymetryczność. Rozumiem jednak negatywne reakcje, jakie wzbudza u niektórych osób, które zobaczyły go na zdjęciu. Jeśli widziałbym go cały czas, to bym go pewnie znienawidził… no ale nie zapominajmy o dwóch kwestiach. Po pierwsze, slider wysuwa się tylko przy robieniu autoportretów, a przez cały pozostały czas jest schowany. Po drugie, wykonując tego typu fotografie, patrzymy się i tak w ekran, a nie na przestrzeń ponad nim.

oppo reno

Nie samym aparatem do selfie człowiek jednak żyje.

Główna jednostka fotograficzna w Oppo Reno składa się z dwóch obiektywów. Ten główny robi zdjęcia w rozdzielczości nawet 48 Mpix (f/1.9). Oprócz tego wykorzystuje drugi - 5 Mpix (f/2.4) - do zbierania większej ilości informacji na temat rejestrowanego kadru, co wspomaga algorytmy sztucznej inteligencji, które same wykrywają zawartość zdjęcia. Aparat potrafi rozpoznać np. bukiet kwiatów czy grupę ludzi i dopasować ustawienia tak, by wyciągnąć z danej sceny jak najwięcej.

Od lat jednak za dnia aparaty mobilnie radzą sobie podobnie, a obrazkom łapanym nawet przez smartfony ze średniej półki trudno cokolwiek zarzucić. Schody zaczynają się przy zdjęciach nocnych. Miałem okazję zabrać Oppo na nocny spacer po Zurychu i aparat radził sobie nieźle - oczywiście mając w pamięci cenę tego modelu. Porównałem go do iPhone’a XS i w przypadku niektórych kadrów wypadł lepiej, ale do topowych modeli Samsunga i Huawei nie ma podejścia.

Największą wadą aparatu w Oppo Reno jest jego nieprzewidywalność.

Zdjęcia wykonane w nocy potrafią wyjść całkiem przyzwoicie, ale chwilę później z tego samego miejsca i w tych samych warunkach wychodzi strasznie przepalone mydło. W dodatku przed zrobieniem nocnego zdjęcia trzeba wybrać, czy zdamy się na algorytmy SI i nieco dłuższy czas naświetlania, czy też ręcznie aktywujemy tryb nocny.

Nie ma żadnej reguły i nigdy nie wiadomo, które zdjęcie wyjdzie lepiej. Myślę, że zdecydowałbym się na co dzień korzystać z trybu auto, a dedykowanego trybu nocnego używałbym raczej w połączeniu ze statywem. Zawsze zostaje jednak z tylu głowy ta myśl, że zdjęcie mogłoby wyjść lepiej przy innych ustawieniach.

Taki jednak urok aparatów w tańszych telefonach.

Tak jak taki iPhone nie robi najlepszych zdjęć na świecie i dwukrotnie tańszy Oppo Reno potrafi go zawstydzić, tak przynajmniej wykonane nim fotografie są powtarzalne. Brak wielu ustawień zaś sprawia, że użytkownik się nad tym nie zastanawia. Zdjęcie jest albo dobre, albo słabe, a kombinowanie w ustawieniach sytuacji i tak by nie uratowało.

W przypadku smartfonów z Androidem w ogóle tej pewności nie ma. Trzeba się stale zastanawiać, jak zrobić zdjęcie, by uzyskać najlepszy efekt. Dość jednak powiedzieć, że jakość zdjęć w nowym telefonie marki Oppo i tak poziom nieosiągalny dla sztandarowych modeli sprzed zaledwie kilku lat. Osoby, które od lat nie zmieniały telefonu, tak czy inaczej będą zadowolone.

Miłym zaskoczeniem było natomiast oprogramowanie Oppo Reno.

Co prawda widać w ColorOS 6, który bazuje na Androidzie 9.0 Pie, sporą inspirację iOS-em, ale Oppo nie kopiuje bezrefleksyjnie konkurencyjnych rozwiązań dla samego kopiowania. Łączy zalety systemu Google’a z kilkoma konkretnymi i bardzo dobrymi pomysłami Apple’a, tworząc z tego całkiem zjadliwy miks.

Nie zabrakło tutaj zarówno opcji konfiguracji, w tym modyfikacji estetycznego menu skrótów na ekranie powiadomień. Oppo pozwala dopasować zarówno wygląd, jaki i funkcjonalność oprogramowania do potrzeb. Ożeniono to jednak z O Cloud, czyli chmurą Oppo na dane i zdjęcia (do 5 GB i 2560 fotografii w bezpłatnej wersji), która jest odpowiedzią na iCloud. Do tego dochodzą opcjonalne tryby dla graczy, wsparcie Dolny Atmos oraz liczne inne dodatki.

Czuć jednak, że Oppo Reno to nie jest smartfon z najwyższej półki.

Robi co prawda na pierwszy rzut oka bardzo dobre zdjęcia - takie przynajmniej mam wrażenie po wyświetleniu ich na ekranie telefonu - i znalazły się w nim wszystkie niezbędne moduły łączności, ale podczas wstępnej konfiguracji animacje potrafiły nieprzyjemnie chrupnąć. Możliwe, że to wina tego, że w tle system jeszcze mielił dane po pierwszym uruchomieniu, ale stawiam jednak na to, że winny jest temu procesor Snapdragon 710. To dobry układ, ale demonem wydajności to on nie jest.

Oczywiście przycięcia animacji, o których wspominam, nie przeszkodzą w normalnym korzystaniu z urządzenia, a większość osób ich nawet nie zauważy. Jeśli ktoś jednak oczekuje od smartfona nienagannej kultury pracy, to powinien zwrócić swoje oczy w stronę modelu Oppo Reno 10X Zoom. Jest on bardzo podobny do Oppo Reno na pierwszy rzut oka, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Oppo Reno 10X Zoom

Drugi ze smartfonów Oppo to już taki typowy sztandarowy model. Zwiastuje to już cena, która wynosi na naszym kontynencie 799 euro. To o 60 proc. więcej niż w przypadku Oppo Reno, dlatego spodziewam się droższego modelu na naszym rynku z metką opiewającą na 3,5 tys. zł. Jak na topowe urządzenie w ofercie firmy, biorąc pod uwagę to, jak wyceniane są sprzęty konkurencji, cena jest adekwatna, aczkolwiek to tak po prostu bezsprzecznie dużo jak na telefon komórkowy.

Na szczęście klienci, którzy zdecydują się na ten telefon, nie będą musieli godzić się na przesadnie dużo kompromisów. Otrzymają też nieco większy ekran o przekątnej długości 6,6-cala przy tej samej rozdzielczości, pojemniejsze ogniwo oraz wydajniejszy procesor. Gwoździem programu jest jednak aparat fotograficzny składający się z trzech obiektywów.

oppo reno 10x zoom 5g 3

Pozwoliło to firmie pochwalić się aparatem peryskopowy i 10-krotnym zoomem.

Aparat zamontowany w Oppo Reno 10X Zoom był prezentowany już na MWC 2019 w Barcelonie i wtedy opisałem jego budowę i działanie. Od tego czasu producent usprawnił projekt, dopracował aplikację aparatu i doszlifował algorytmy. Dzięki temu aparat w smartfonie, w którym soczewki umieszczone zostały w poziomie, by uzyskać ekwiwalent wyższej ogniskowej, naprawdę robi wrażenie. Zrobiłem zresztą zdjęcia, na których widać, jak zmienia się pole widzenia.

Oppo Reno 10X Zoom - tryb podstawowy.

Oppo Reno 10X Zoom - powiększenie 1.0x.

Oppo Reno 10X Zoom - powiększenie 2.0x.

Oppo Reno 10X Zoom - powiększenie 6.0x.

Oppo Reno 10X Zoom - powiększenie 10.0x.

Na pierwszy rzut oka nie sposób stwierdzić, że to zdjęcia wykonane tym samym smartfonem. Ekwiwalent ogniskowej zmienia się w zakresie od 16 mm do 160 mm, a telefon sam wybiera, który z trzech obiektywów uchwyci klatkę w danej scenie, ale z reguły radzi sobie z tym dobrze. Nie można też przy tym zapomnieć, że Oppo nieco tutaj kombinuje.

Firma z jednej strony wspomina o tym, że ekwiwalent ogniskowej zmienia się w zależności od obiektywu z 16 mm do 160 mm, ale przy 16 mm mamy do czynienia z obrazem panoramicznym (0,6x). Przy ustawieniu 1.0x korzystamy de facto 27 mm, więc powiększenie 10.0x to już zoom nie optyczny, a - jak podkreśla Oppo - hybrydowy.

Nie mniej i tak nie mogę się doczekać, aż będę mógł sprawdzić ten telefon w terenie. Równie mocno, aczkolwiek z innego powodu, interesuje mnie zaś trzeci przedstawiciel linii Oppo Reno.

Oppo Reno 5G

Podczas prezentacji po konferencji w Zurychu producent w kontekście sieci 5. generacji skupił się na gamingu. Za kilka lat dzięki 5G streaming gier może stać się powszechny, a telefon z padem podłączony telewizora mógłby zastąpić konsolę. Ba, nawet telewizor może okazać się zbędny dzięki okularom mieszanej rzeczywistości, co sprawdziłem na przykładzie produktu firmy nreal, który jest partnerem Oppo.

Niestety z naszej perspektywy to najmniej interesujące z nowych urządzeń marki Oppo, ponieważ sieć 5G w naszym kraju dopiero raczkuje. Po konferencji w Zurychu miałem jednak okazję liznąć przez szybkę nieco przyszłości rynku telekomunikacyjnego. Sam telefon, czyli Oppo Reno 5G, wygląda jednak i zachowuje się dokładnie tak, jak Oppo Reno 10X Zoom. Dopiero w przyszłości otworzy jednak nam furtkę do zupełnie nowych możliwości.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst