Biznes  / Artykuł

Netflix traci duże pieniądze na współdzieleniu kont. Walka z tym zjawiskiem będzie dla serwisu samobójstwem

Dzielenie jednego konta na kilka osób to bardzo powszechna praktyka w przypadku serwisów VOD. A Netflix, jako potentat, obrywa na tym najbardziej – możliwe, że traci przez to niemal 200 mln dol. rocznie. Na razie przedstawiciele platformy robią dobrą minę do złej gry, na usta ciśnie się jednak pytanie – jak długo?

„Jesteś chyba jedyną osobą, jaką znam, która sama płaci za Netflixa. Frajerstwo” – podsumował mnie swego czasu jeden ze znajomych. Nie chciałbym z pozycji moralisty oceniać tego podejścia, samo współdzielenie kont nie wydaje mi się oszustwem. Serwis sam ogranicza przecież możliwość nadużyć poprzez ustalenie maksymalnej liczby urządzeń. Bierzesz 2 ekrany na 3 albo 4 osoby? Licz się z tym, że możesz wylądować wieczorem na tradycyjnej kablówce. Tanio rzadko znaczy wygodnie. Prosta sprawa.

Tamto zdanie uświadomiło mi jednak, jak wygląda podejście większości osób do współdzielenia konta na platformach VOD. To po prostu bezsensowne wyrzucanie pieniędzy. Bo po co płacić 30-40 zł miesięcznie skoro można mieć dostęp do szerokiej bazy filmów i seriali za połowę tego? Głównym argumentem, którym Netflix torował sobie drogę do portfeli klientów było zresztą to, że jest znacznie tańszy od kablówki. Znam też jedną „spółdzielnię”, która funkcjonuje w 6 osób na 4 ekranach. A to daje już mnie niż dychę na głowę.

Trudno jednak powiedzieć, jak długo ta sielanka potrwa.

CEO Netflixa, Reed Hasting, deklarował wprawdzie, że jest w stanie z tym żyć. - Wolę, by ludzie płacili za treści niż je kradli – twierdził i zalecał...przymknięcie oko na „netflixowych hakerów”. Serwis cordcutting.com policzy jednak, że ta polityka zamykania oczu może kosztować platformę ok. 192 mln dolarów rocznie.

Z badań, które zrealizowano na próbie tysiąca osób, 20 proc. respondentów przyznało się do korzystania z cudzych kont. Zrobiono więc prosty, choć bardzo przybliżony rachunek, wykorzystując w obliczeniach cenę najtańszego pakietu w USA - 7,99 dol. I okazało się, że potentat traci w ten sposób górę pieniędzy. Dla porównania – wykupienie licencji na pokazywanie „Przyjaciół” kosztowało platformę „ledwie” 100 mln dol.

Wątpliwe jednak, by szefowie Netflixa wykonywali nerwowe ruchy. Owszem – potrzebują pieniędzy, bo odkąd własne serwisy VOD zapragnął mieć np. Disney, stało się jasne, że konkurencja pójdzie na noże., a przy okazji zabierze trochę własnych produkcji Netflixowi. Dlatego w ubiegłym roku Amerykanie ścigając się na dokładkę z HBO GO i Amazon Prime Video, wydali na oryginalne treści ok. 10 mld dol. To pokazuje skalę i rozmach, z jaką działają dzisiaj Hasting i spółka.

Idźmy dalej – w całym 2018 roku zysk netto Netflixa wyniósł 1,2 mld dol. Czy próbując zatrzymać dotychczasowych i pozyskać nowych klientów firma będzie szarpać się o dodatkowe 200 mln? Wydaje mi się to dość wątpliwe.

W tej sytuacji to jak schylanie się po drobne w sytuacji, gdy za nami stoi podejrzany facet i łypie na nasz portfel.

Tym bardziej, że tego rodzaju przybliżenia zawsze obarczone są dużym marginesem błędu. Dystrybutorzy gier czy filmów lubią podawać astronomiczne kwoty, jakie rzekomo tracą na umieszczaniu utworów za darmo w internecie. Tylko ile osób zapłaciłoby za nie, gdyby nie było innej możliwości? W przypadku Netflixa może być podobnie. Jeżeli platforma zaostrzy warunki dostępu, może się okazać, że część osób zwyczajnie dezaktywuje konta.

Zamiast wojować z klientami Hasting stawia na razie na subtelniejsze środki. W USA podniósł niedawno cenę najtańszego pakietu o 2 dolary. W Polsce przebąkuje się o tym, że najdroższy pakiet ma podrożeć z 52 do 65 zł. Jeżeli Netflix będzie chciał dobrać się do naszych portfeli, postawi raczej na tę, mniej ryzykowną drogę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst