Gry  / Artykuł

„W porównaniu do nas komentatorzy sportowi mają wakacje” - mówi Morgen, komentator CS:GO

Picture of the author
137 interakcji
dołącz do dyskusji

Maciej Morgen Żuchowski to jeden z najpopularniejszych, polskich komentatorów CS:GO. W wywiadzie opowiedział o swoich początkach i realiach pracy w e-sporcie.

W przerwie pomiędzy komentowaniem meczów IEM-u znalazł dla Spider's Web chwilę na rozmowę .

Karol Kopańko, Spider's Web: Zacznijmy od samego początku. Ja po raz pierwszy usłyszałem Twoją ksywkę w kontekście e-sportowych piosenek, w których wychwalałeś Złotą Piątkę.

Maciej Morgen Żuchowski: Grałem w CS-a i byłem fanem polskiej piątki. Dysponowaliśmy wtedy składem, który rozstawiał po katach światową czołówkę, więc nie mogłem przedstawiać ich inaczej niż, jako najlepszych graczy na świecie.

Od zawsze interesowałem się muzyką, więc komentowanie sceny e-sportowej w ten sposób wydawało mi się naturalne.

Takie slogany jak „luka po Luqu” przeszły do historii zeszłej dekady, ale Ty zacząłeś robić karierę w komentowaniu, a nie w muzyce.

Trudno to nazwać karierą. Na początku to nawet nie była praca, jeśli definiować ją przez zarobki. Robiliśmy to dla rozrywki. Zaczęło się od komentowania niewielkich turniejów dla counter-strike.pl. Później trafiłem do pierwszej, polskiej telewizji e-sportowej Headshot.

Sami ustalaliśmy harmonogram transmisji, decydowaliśmy które mecze pokazać, bo będą najciekawsze i przyciągną najwięcej widzów. Mówimy jednak o DreamHackach i World Cyber Games, a nie komentowaniu turnieju dla forum w internecie.

Pamiętasz swój pierwszy skomentowany mecz w Headshocie?

Oczywiście. Bardzo się wtedy stresowałem, bo nigdy nie transmitowałem na żywo, a na dodatek mój partner do komentarza nie przyjechał, więc musiałem robić to solo. Wyszło bardziej dukanie niż płynny komentarz.

Wtedy pojawiły się jednak pierwsze zarobki, ale tylko gdy Headshot jechał na turniej jako partner. Komentowanie zwykłych meczów to wciąż było tylko hobby, a w wieku 21 lat poświęcanie kilku dni w tygodniu na zabawę już średnio mi się uśmiechało.

Headshot wkrótce przestał istnieć, ale scena wciąż była pełna meczów do komentowania.

Było Heyah Logitech Cybersport (HLC) i CyberTV, gdzie kręciliśmy też wywiady z graczami. W Headshocie komentowaliśmy z wynajętego mieszkania, które służyło nam za studio. W HLC zaczęliśmy robić to z domu, ale w końcu przenieśmy się do studia. W ESL-u jest teraz pełna profesjonalizacja – mamy dwa studia: w Katowicach i Warszawie.

I pełne ręce roboty? W końcu teraz praktycznie codziennie mamy mecz na najwyższym poziomie.

Jeszcze trzy lata temu była prawdziwa masakra, bo komentowałem głównie w pojedynkę. Teraz, kiedy jest już nas więcej, w przeliczeniu wychodzi tego nieco mniej. Organizatorzy dbają też, aby ligi i turnieje nie nakładały się na siebie, bo przecież każdemu zależy na jak największych liczbach.

A gdybyś miał podać konkrety?

Rzadko mam tydzień, w którym nic nie komentuję. Zwykle to jest praca przez 5-6 dni w tygodniu, a mam i takie miesiące, że w ciągu 24-25 dni mam tylko 1 dzień wolny. Zwykle codziennie pracujemy od 5 do 10 godzin.

Najdłuższy maraton komentatorski w ciągu jednego dnia?

15 godzin.

Łał! Kiedy patrzę na komentatorów piłkarskich to oni nawet na Mundialu komentują 1 mecz dziennie.

W porównaniu do nas mają wakacje (śmiech).

Ciebie też można usłyszeć w telewizji. TVP Sport pokazuje czasami mecze CS-a we współpracy z ESL. Musicie wtedy zmieniać nieco język, którego używacie?

Nieco – chcemy przecież dotrzeć do zupełnie nowych fanów, więc mówimy prościej i wyjaśniamy meandry rozgrywki. Mówimy np. że kiedy jakiś zawodnik ma mało punktów zdrowia, to ono mu się nie zregeneruje; że na mapie nie ma apteczek. Oczywiście, to brzmi śmiesznie dla kogoś, kto zna grę.

A mówicie, że „jeden zawodnik zabił drugiego”?

Nie mówimy tak nawet na Twitchu, bo tu chodzi o sfragowanie czy wyeliminowanie.

A widzisz taką przyszłość, w której e-sport będzie gościł w mainstreamowej telewizji w prime time?

Jeśli tak, to nie w ciągu najbliższej dekady. Nie wydaje mi się, aby tego nawet potrzebował. To sport cyfrowy, więc naturalnie ogląda się go w internecie, skacząc po kanałach na Twtchu, jak po kanałach telewizyjnych.

Od czasu sprowadzenia do Polski IEM-u obserwujemy jednak renesans e-sportu w naszym kraju. Rozwija się w trybie ekspresowym.

Zdecydowanie. Bez niego rzeczywistość wyglądałaby nieco inaczej.

Adrian Kostrzebski, dyrektor sprzedaży i komunikacji w ESL, jest zdania, że bez IEM-u większość profesjonalistów musiałaby szukać nowej pracy.

Bez IEM-u byłoby krucho, ale nie jest powiedziane, że bez tej imprezy e-sport nie rozwinąłby się w Polsce. Może poszedłby w innym kierunku?

Oczywiście przyznaję Adrianowi rację, że IEM napędza cały rynek i wiele marek mogłoby się z niego wycofać wobec braku katowickiego wydarzenia, ale branża już na tyle okrzepła, że przetrwałaby i taką ewentualność.

Na którą na szczęście się nie zanosi – potwierdzone z Adrianem. Powiedz mi jeszcze na koniec jaki był najciekawszy mecz, który komentowałeś?

Finał zeszłorocznego IEM-u wygrany przez Fnatic z FaZe. Pięć map trwało… 7 godzin.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst