Gry  / Felieton

Przyszłość Xboksa to nie nowa generacja konsol. Choć mamy się spodziewać aż trzech nowych urządzeń

238 interakcji
dołącz do dyskusji

Jest całkiem możliwe, że przyszłe konsole Microsoftu niezmiennie będą sprzedawane pod marką Xbox One. Jeżeli wierzyć plotkom, firma stawiać będzie na ewolucję platformy zamiast podziału na jej kolejne generacje.

Sony i Microsoft już są w fazie zaawansowanego planowania swoich przyszłych sprzętów do gier. Szczegółów na temat następców PlayStation 4 i Xbox One na razie nie znamy, przynajmniej nie z oficjalnych źródeł. Szef Xboksa – Phil Spencer – wielokrotnie dawał nam jednak do zrozumienia, że planuje nie odcinać się od sprzętów i pomysłów wprowadzonych przez swoich poprzedników. Dziś dowiadujemy się nieco więcej na temat tego, co to konkretnie oznacza.

Wszystko za sprawą reportażu Jeza Cordena z Windows Central. Autor podsumowuje w nim wszystkie informacje, jakie zdołał na przestrzeni czasu wyciągnąć od pracowników Microsoftu. Nie należy ich traktować jako „pewnych faktów”. Informacje te zebrane w całość stanowią jednak spójny obraz rzeczywistości. Logicznie wynikający z bieżącej i znanej nam strategii Microsoftu względem rynku gier.

Następcy Xbox One: trzy nowe konsole na przestrzeni najbliższych dwóch lat. Jedną już znamy.

Z tekstu źródłowego dowiecie się, że Microsoft już na przyszły rok – o czym wspominaliśmy – planuje wprowadzić do sprzedaży jeszcze tańszą wersję konsoli Xbox One S. Cena nie jest jeszcze znana. Wiemy jednak, na czym firma zaoszczędzi. Nowy Xbox One S (być może sprzedawany pod nową nazwą) pozbawiony będzie napędu optycznego.

Nie będzie można więc na nim odtwarzać filmów z płyt, a przede wszystkim gry na niego będzie można kupować wyłącznie cyfrowo. Microsoft zamierza nawiązać współpracę ze sklepami z grami, dzięki której posiadane przez nas gry na płytach będzie można nieodpłatnie wymieniać na ich wersje z Microsoft Store.

Ta konsola to prawdopodobnie sposób na odrobienie udziałów rynkowych względem konkurencji.

Kosztujący – dajmy na to – 500 zł Xbox z „niemal 200 grami dostępnymi w ramach niedrogiego abonamentu Xbox Game Pass” to dobry pomysł na pozyskanie setek tysięcy mniej zamożnych graczy. Według najbardziej aktualnych danych, na każdą sprzedaną konsolę Xbox One przypadają dwie sprzedane konsole PlayStation 4 – to problem wizerunkowy. Czas pokaże, czy taki golutki Xbox One S go rozwiąże.

Pozostałe dwie to nowe wieści, choć tych się spodziewaliśmy. Microsoft będzie kontynuował strategię oferowania konsol do gier z dwóch półek cenowych. Pojawią się więc odpowiedniki Xbox One S i Xbox One X. Odświeżona „Eska” miałaby dysponować wydajnością zbliżoną do „Iksa”. Droższa konsola miałaby spełniać obietnicę renderowania gier w 4K przy 60 kl./s. Przynajmniej jedna z nich ma dysponować napędem optycznym i pamięcią SSD. Konsole te miałyby się pojawić przed Bożym Narodzeniem 2020 r.

Nowy Xbox One będzie szybszy od poprzedniego? To nie jest news. Moją uwagę przyciągnęło co innego.

A mianowicie to, że wszystkie konsole mają zapewniać pełną zgodność wsteczną. Będą oferować twórcom gier dokładnie tą samą platformę operacyjną, co do tej pory. Podstawą software’ową będzie więc hyperwizor wirtualizujący dwa systemy operacyjne. Pierwszym jest skrojona na miarę dystrybucja Windows 10, odpowiadająca za interfejs główny i uruchamianie aplikacji. Drugim jest XboxOS, a więc budowane na fundamentach DirectX środowisko uruchomieniowe dla gier, zapewniające zgodność wsteczną z wybranymi grami z Xbox 360 i Xbox.

Tłumacząc techniczny bełkot na język ludzki: konsole Xbox przyszłości uruchomią wszystkie gry z Xboksa One, większość z Xboksa 360 i kolekcję gier z pierwszego Xboksa. Tego mogliśmy się spodziewać, ale z tym wiąże się coś dodatkowego, związanego z tymi grami z przyszłości. Xbox One S i Xbox One X prawdopodobnie pożyją na rynku znacznie dłużej, niż sugeruje to typowy cykl życia konsol.

Zgodność wsteczna i zgodność przyszła.

Konsole planowane na 2020 r. będą pierwszymi sprzętami budowanymi od fundamentów za rządów Phila Spencera. Szef działu Xbox wielokrotnie jednak powtarzał, że nie podoba mu się świat konsol, w którym wymiana sprzętu oznacza konieczność pożegnania się z naszymi starymi, ukochanymi grami wideo. „Xbox One S 2” i „Xbox One X 2” to rozszerzenie tego sposobu myślenia.

Współdzielona architektura wszystkich konsol Xbox oznacza, że nawet jeśli dana gra powstaje z myślą o konsolach nowej generacji, to przystosowanie jej do tej poprzedniej jest dużo łatwiejsze. Możliwym będzie zaprojektowanie gry w podobny sposób, w jaki teraz projektuje się gry dla Xbox One S i Xbox One X (oraz PS4 i PS4 Pro).

Dużo taniej jest zaprojektować jedną grę z trzema zestawami ustawień graficznych (One S, One X, „One X 2” – „One S 2” pomijamy, skoro ma być zbliżony do One X) zamiast de facto dwóch gier na dwie architektury software’owo-sprzętowe. To z kolei oznacza, że będzie obowiązywał dość długi okres przejściowy, podczas którego większość gier pojawiać się będzie na wszystkie konsole Microsoftu.

Wielką niewiadomą pozostają zakazy i nakazy dla twórców gier.

Na chwilę obecną nie jest możliwe tworzenie gier wyłącznie na Xbox One X, tak samo zresztą jest u konkurencji. Nie ma żadnych obostrzeń względem tego jak twórcy wykorzystują moc szybszej konsoli pod warunkiem, że gra będzie dobrze działać również i na tej tańszej. Wątpliwym jest jednak, by takie same zasady obowiązywały przy tworzeniu gier na przyszłe wersje konsol Xbox.

Całej bieżącej generacji konsol do gier oberwało się od deweloperów za relatywnie słabe CPU. Problem rozczarowujących GPU rozwiązały wersje X i Pro urządzeń od Microsoftu i Sony, zapewniając graczom możliwość przejścia (za dopłatą) do rozdzielczości 4K. Moc GPU definiuje jednak „tylko” szczegółowość graficzną gier. CPU decyduje o ich złożoności i całej konstrukcji, a więc nie można było się z tym uporać w ramach jednej generacji konsol.

Nie wiemy tego, ale możemy założyć z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, że „Xbox One S 2” i „Xbox One X 2” będą miały wydajniejsze procesory, odpowiadające potrzebom twórców nowoczesnych gier. Te gry nie będą mogły działać na aktualnie sprzedawanych konsolach, bo w ich przypadku sama zmiana ustawień szczegółowości to za mało.

Twórcy gier będą więc musieli decydować: czy wdrożyć nowe pomysły kosztem braku zgodności z dziesiątkami milionów konsol będących od lat w rękach klientów? Czy też będą czekać z wykorzystaniem pełnych możliwości sprzętowych nowych konsol do czasu, aż te znajdą się u dostatecznej liczby nabywców? Kluczową rolę może odegrać tu polityka wydawnicza samego Microsoftu, a tej jeszcze nie znamy.

Konkurencja rzekomo nie planuje tak szerokiej zgodności pomiędzy konsolami.

Nie powiedziano nam nigdy tego wprost, co warto podkreślić. Przedstawiciele Sony zdają się jednak sugerować, że PlayStation 5 będzie konsolą nowej generacji w klasycznym rozumieniu tego pojęcia. A więc zupełnie nową platformą do grania i tym samym, czym PlayStation 4 było dla „trójki”.

Jeżeli to prawda, to czeka nas starcie nie tylko dwóch konkurentów rynkowych, ale też i dwóch filozofii prowadzenia firmy. Z jednej strony ta od Microsoftu wydaje się rysować w sposób bardziej atrakcyjny, ale też nie zapominajmy, że to Sony jest za sprawą graczy rynkowym liderem. Co pozwala wierzyć, że mimo wszystko to japoński producent lepiej rozumie potrzeby entuzjastów gier wideo.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst