Gry  / Recenzja

Symulator zarządzania cmentarzem wciągnie cię, ale i wkurzy. Graveyard Keeper - recenzja

Graveyard Keeper to gra dla miłośników przygodowych symulatorów farmy w stylu Stardew Valley czy też Harvest Moon. Jednak pod pozorem zwykłego prowadzenia gospodarstwa kryje się niepokojąca, pełna czarnego humoru treść.

Na Graveyard Keepera trafiłem przypadkiem - gra pojawiła się wśród nowości dostępnych w Gamepass na Xboksie. Mimo że nic o tej grze nie słyszałem, ściągnąłem ją na próbę, bo przypominała mi na zrzutach ekranu Stardew Valley.

Po kilku godzinach gry w czasie rzeczywistym i prawie stu dniach w świecie gry, między mną i Graveyard Keeperem zawiązała się dziwna więź - wkurza mnie i denerwuje swoim niedopracowaniem i fragmentami, gdzie musimy grindować materiały, ale wciąż mam ochotę grać dalej i odkrywać następne fragmenty gry.

Co to za gra? To symulator zarządzania... cmentarzem, z mocnym wątkiem fabularnym, zbudowany prawie całkowicie wokół zarządzania zasobami i rzemiosła (craftingu) w grze.

W Graveyard Keeperze wcielamy się w człowieka, który przeniesiony został do świata, w którym wszyscy uważają, że on właśnie zarządza cmentarzem. Gra przypomina trochę Stardew Valley, szczególnie ze względu na podobną, pikselową grafikę, jednak tematyka gry jest zupełnie inna. Do naszych obowiązków w grze należy... zbieranie zwłok, przechowywanie (żeby się nie zepsuły), sekcja - z efektem ubocznym w postaci części do ohandlowania na czarnym rynku - oraz pochówek.

Potem dochodzi jeszcze dbanie o dobre stosunki z Inkwizycją oraz... prowadzenie własnych nabożeństw w zbudowanym na terenie cmentarza kościele.

Czy jest to gra dla ciebie? Tylko jeśli odpowiesz twierdząco na większość poniższych stwierdzeń.

Tak, jeśli... lubisz gry ze złożonym drzewkiem technologii.

Graveyard Keeper to gra z kilkoma drzewkami. Mamy tu i budowanie, i gotowanie, a swoje drzewko ma nawet pisanie książek i... teologia. Kolejne poziomy odblokowujemy na bazie trzech podstawowych zasobów, będących czymś w rodzaju punktów doświadczenia.

Zależności pomiędzy odblokowanymi technologiami nie od razu są oczywiste - aby mieć deski, musimy wpierw mieć pocięte pnie drewna, wykonywane na innym narzędziu, które też musimy zbudować z kolejnych rodzajów materiału. Crafting w grze jest złożony i niestety często wspomagany zbieractwem.

Tak, jeśli... nie jest łatwo cię obrazić.

Jeśli łatwo cię urazić lub obrazić, nie powinieneś grać w tę grę. W Graveyard Keeperze natrafimy na prawdziwy czarny humor: będziemy handlować kawałkami mięsa odcinanymi ze zwłok przed ich pochowaniem, zawiążemy współpracę z biskupem, a nawet będziemy musieli prowadzić cotygodniowe nabożeństwo - oczywiście w celu zdobycia datków od wiernych zadowolonych z kazania. Nie są to widoki dla takich, którzy mają wrażliwe uczucia religijne.

W grze pojawią się również inkwizytorzy, palenie czarownic oraz... osioł-socjalista, walczący z kapitalistycznym wyzyskiem za pomocą strajków.

Tak, jeśli... lubisz powtarzalne czynności.

W grze cały czas coś zbieramy. Punkty, zasoby, doświadczenie, ścinamy drzewa, tniemy deski, wykorzystujemy kolejne skrzynie na zapasy. Ma to swoje kojące działanie, ale wielu może nie mieć do tego cierpliwości. Animacje poszczególnych czynności mają swój pikselowy urok, mogą jednak się znudzić.

Cała gra zresztą wygląda pięknie - widoczki, postacie, przedmioty - wszystko jest ręcznie narysowane w stylu retro. Na sielski widok cmentarza, farmy, wioski i miasteczka nałożone są też dodatkowe efekty - na przykład mgła.

Tak, jeśli... lubisz sam dojść do rozwiązania.

Graveyard Keeper nie prowadzi gracza za rękę. Od początku mamy do dyspozycji spory teren, poznajemy wiele postaci, rozpoczynają się jakieś misje, od razu widzimy też kilka drzewek różnych technologii, odblokowywanych zasobami, co do których sami musimy się domyślić, jak je zdobywać.

Satysfakcja z samodzielnego odkrycia wszystkiego jest duża, ale lepsze podpowiedzi byłyby czasami przydatne.

Tak, jeśli... przymkniesz oko na problemy techniczne.

Mimo uproszczonej, pikselowej grafiki, gra potrafi przyciąć się i zmniejszyć liczbę klatek na sekundę nawet przy zwykłym przechodzeniu przez pole pełne zasianego zboża. Ładowanie gry trwa niepokojąco długo, podobnie jak zapis gry (który, zgodnie z konwencją gatunku, dokonujemy kładąc się do łóżka). Nie są to duże problemy, ale można było ich uniknąć w grze, która stylizowana jest na grę retro.

Warto?

Gra pojawiła się na Xbox One, Steam, oraz GOG. Kosztuje około 70 zł, jednak na Xbox One umieszczona została w subskrypcji Xbox Game Pass. I to właśnie tam można ją polecić - nie ryzykujemy tym sposobem większego wydatku na grę, która może się nam nie spodobać. Jeśli dysponujesz tym abonamentem, zajrzyj do świata zarządcy cmentarza - a być może zabawisz w nim dłużej.

Na plus:

  • dużo treści i rzeczy do odkrycia
  • fabuła
  • dziwny i niesamowity klimat

Na minus:

  • brak tutoriala, odkrywanie po omacku
  • problemy techniczne
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst