Tech  / Felieton

Trudno dziś o kogoś, kto zna się jeszcze na elektronice. Jeszcze trudniej o kogoś, kto by się nią interesował

123 interakcji
dołącz do dyskusji

Samsung Galaxy S6 to nadal bardzo dobry telefon, z którego da się komfortowo korzystać. Płynne działanie, świetny aparat, modny wygląd. Jedyne co miałem mu do zarzucenia, to że wyeksploatował się już trochę akumulator. 

Zamówiłem więc sobie nowy, oryginalny akumulator w internecie (40 złotych z dostawą), a ponieważ nie jestem jakimś przesadnym sympatykiem trzymania w domu trzydziestu zestawów śrubokrętów i rozkręcania smartfonów, o których nawet nie wiem czy mają śrubki, postanowiłem zanieść sprzęt do machera z galerii handlowej.

Znacie tych macherów od dawna, pojawili się dosłownie kilka tygodni po pierwszych telefonach komórkowych i mają te swoje saloniki czasem nawet już od dwudziestu lat. Trochę jestem pod wrażeniem, jak im się udaje nadal być na powierzchni z tymi, w sumie, mało konkurencyjnymi względem Allegro ofertami używanych telefonów, pokrowcami i cholera jeszcze wie czym. Ale są. W sobie tylko znany sposób, ale są.

Tak jeszcze z dziesięć lat temu robili biznesy na zdejmowaniu sim-locków, z pięć lat temu można było znaleźć, co bardziej ogarniętego śmiałka, który gotów był wgrywać Cyanogenmoda na urządzenia z ledwo działającym Jelly Bean.

Zaniosłem więc tego Samsunga do trzech kolejnych salonów z macherami od GSM i przyznam szczerze, że reakcja była zdumiewająca. "Panie, czy pan się dobrze czujesz?". "Niee, my takich rzeczy nie robimy". "Jasne... nie, moment, przecież tego telefonu nie da się rozłożyć".

Bohaterowie dzieciństwa to może za dużo, ale 15-20 lat temu kolesie, którzy potrafili rozłożyć Nokię na części tak, że zostawały im jeszcze trzy litery na później, a do Snake'a wgrywali ukryte poziomy, dziś nie potrafią wymienić baterii w smartfonie.

Pewne symptomy zauważyłem już rok temu, gdy chłopak z takiego sklepu przez pół godziny nie umiał mi dobrać ładowarki quick charge z odpowiednim kablem USB-C.

Pionierzy i technologie

Dużych pretensji do nich nie mam (no, troszkę mam, wszak wydawałoby się, że tym właśnie trudnią się zawodowo, a zmienili się w po prostu bardziej opryskliwe ekspedientki). W końcu poszedłem do nich jako gość, który jeszcze z 15 lat temu składał komputery "na czas", a dziś ma problemy z wymienieniem klawisza w klawiaturze.

Bardzo konsumencki stał się rynek technologii. Kupujemy gotowe produkty oczekując od nich kompletnego działania i kompletnego serwisu, coraz mniej skupiając się na tym, co oferują i jak działają.

Nie wińcie też Spider's Web, że woli testować w smartfonach aparaty, zamiast pisać w pożądanym przez Zakiusa stylu, że "najnowszy Exynos subtelnie nawiązuje do architektury Celerona 400, puszczając w tym miejscu subtelne oczko do pracowników Intela, poprzez specyficzne debugowanie kernela na polikrzemowej taśmie izolacyjnej".

Tych ludzi już nie ma albo jest ich tak mało, że coraz trudniej zawracać sobie nimi głowę. Elektronika stała się towarem konsumpcyjnym dla mas.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst