Bezpieczeństwo / Felieton

Build pokazał, że Microsoft wykorzystuje usługi jako płótno, na którym będą tworzyć programiści

Wielkich zakończeń na Build 2018 nie było. Uderzyło mnie jednak coś, co było obecne już w mowie otwierającej Satyi Nadelli.

Wedle przewidywań, przegrana na rynku telefonów komórkowych znacząco zmniejszyła liczbę punktów styku, jakie Microsoft ma z konsumentami. Firma więc stawia – nie licząc gier wideo, ale to temat na inny dzień – prawie całkowicie na produktywność. Na narzędzia i rozwiązania, które pozwolą osobom indywidualnym i firmom na szybsze, wygodniejsze i skuteczniejsze realizowania zadań. Microsoft ma być synonimem pracy i kreatywności. Rozrywka i czas wolny? Nie licząc Xboksa, to pole firma w zasadzie już oddała Apple’owi i Google’owi.

Porażka na rynku mobilnym nauczyła jednak Microsoft czujności. Firma robi wszystko, by nie dopuścić do bycia pominiętą przy okazji następnych istotnych rewolucji na rynku informatycznym. Jeśli chodzi o rynek konsumencki, Microsoft inwestuje wiele w rozszerzoną i wirtualną rzeczywistość – zarówno od strony sprzętu, jak i rozwiązań programowych. To jednak nadal odległa przyszłość, przy założeniu, że ta cała rewolucja w ogóle wypali.

Bliższym zjawiskiem – z globalnego punktu widzenia bardziej istotnym – jest inteligentne przetwarzanie danych z wielu różnych źródeł. Microsoft całkiem skutecznie pozycjonuje się na lidera w takich segmentach rynkowych, jak sztuczna inteligencja czy Internet rzeczy. Build 2018 był wielkim pokazem siły w tych dziedzinach. Ale też owemu pokazowi towarzyszyło bardzo istotne spostrzeżenie.

Rewolucja związana z Internetem rzeczy i działającą w chmurze i lokalnie sztuczną inteligencją niesie za sobą wiele zagrożeń.

Kiedyś mówiliśmy o erze post-PC, w której kieszonkowe urządzenia mobilne stały się na tyle funkcjonalne, by zastąpić nam w bardzo wielu zastosowaniach komputery osobiste. Za jakiś czas będziemy mówić o erze post-mobile, w której telefon również przestanie być najważniejszą metodą interakcji z cyfrowym światem.

Po co sięgać do kieszeni, skoro będziemy otoczeni inteligentnymi urządzeniami, które wiedzą kim jesteśmy, czego potrzebujemy i będą miały dostęp do naszych danych? Zgodne z Alexą, Google Assistantem czy innymi podobnymi weryfikantami tożsamości czujniki, kamery, samochody, głośniki, lodówki, telewizory i inne urządzenia będą rozumiały nasze polecenia i zapewnią nam potrzebne informacje w okamgnieniu. Lub wykonają za nas pewne zadania. Będziemy otoczeni elektroniką, która analizować będzie każdy nasz ruch i każde nasze słowo.

Czy czeka nas bunt maszyn rodem z filmów science-fiction? Prawdopodobnie nie. Wystarczy sobie jednak przypomnieć o czynniku ludzkim.

Microsoft jako pierwsza z firm zaczęła otwarcie rozmawiać ze swoimi klientami na temat tego, co powinna robić. Nie chodzi tu o lokowanie kapitału czy alokację zasobów celem osiągnięcia jak najszybciej danego celu. Chodzi o etykę.

W świecie, w którym Facebook, Google, Microsoft, Amazon i reszta będą przetwarzać – według szacunków Microsoftu  – 1,5 GB danych związanych z naszą osobą dziennie, należy sobie zadać pytanie na jak wiele powinniśmy pozwolić tym cyfrowym urządzeniom.

Musimy sobie zadać pytanie nie tylko związane z tym, co komputery mogą dla nas zrobić, ale również co powinny dla nas robić – mówił Satya Nadella, prezes Microsoftu, w mowie otwierającej Build 2018. – Tworzenie lepszego, bezpieczniejszego świata to coś, co Microsoft bierze na poważnie. Zawsze byliśmy zaangażowani w etyczne wykorzystanie techniki – dodaje na blogu Microsoftu Frank Shaw, nawiązując do rewolucji stojącej za algorytmami sztucznej inteligencji.

To oczywiście tylko słowa. Można je interpretować jako ściema pod publiczkę. Ja jednak Microsoftowi wierzę.

Microsoft i Apple to ostatnie z tych wielkich korporacji informatycznych, które nie żałują wysiłków na rzecz ochrony prywatności użytkowników i ich bezpieczeństwa. Obu firmom należą się za to jak największe pochwały. Nie jestem naiwny i wiem, że nie robią tego charytatywnie – firmy te traktują zaufanie swoich klientów jako swój atut i kapitał, który wykorzystują. To mi jednak wystarczy. Zwłaszcza że w przypadku obu firm zaufanie w tej kwestii nie było do tej pory łamane. Nie mówimy więc tylko o słowach.

Poruszając niejednokrotnie na Build kwestię tego, gdzie leży granica między automatyzacją, ułatwianiem codzienności w domu i w pracy, a narzędziem inwigilacji i kontroli, niebezpiecznym w złych rękach, to najcenniejsza lekcja, jaką Microsoft przekazał programistom i tym, którzy śledzili konferencję.

Tak, ja wiem, to tylko słowa. Ale sam fakt ich artykułowania momentalnie zwiększył zaufanie, jakim darzę tę firmę. I ponownie utwierdził mnie w przekonaniu, że jako klient wybrałem właściwego partnera.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst